Ten rok wyjątkowo zaczęłam od motywacyjnych wpisów na blogu, od przemyśleń i moich refleksji. Coś w tym jest. Chyba czuję jakąś wewnętrzną misję, aby móc chociaż odrobinę popchnąć Was do przodu i aby chociaż w maleńkim stopniu przyczynić się do tego, aby ten rok był jeszcze lepszy od poprzedniego. Bo wiecie jak to działa? Kiedy człowiek jest szczęśliwy i spełniony to ma ochotę ciągnąć innych ze sobą w górę, a kiedy jest inaczej, cóż… chyba sami wiecie jak to wygląda. Tak czy siak, ja wolę skupiać się tylko na tych pozytywnych rzeczach.

Pod koniec zeszłego już roku, wyjątkowo dotknęły mnie historie życiowe dwóch mężczyzn. Pierwszy z nich miał nowotwór, a drugi zaraził się sepsą. Pierwszy prowadził kanał na YouTube, a o drugim zrobiono film. Dwie zupełnie różne historie, o dwóch zupełnie różnych zakończeniach, ale obie mają jedną wspólną cechę – mocno wpłynęły na mój tok myślenia, postrzeganie świata i docenianie tego co tak naprawdę mamy.

Pierwszy z bohaterów był bardzo młody, nie wiem dokładnie ile miał lat, ale na moje oko nie powyżej 30stki. Miał brodawczaka złośliwego, który za szybko przejął jego oskrzele. Dokładnej historii nie znam, ale wystarczyło mi kilka jego filmików aby naprawdę otworzyć oczy na świat. Chłopak prowadził kanał na YouTube, w którym opowiadał o raku i pokazywał, jak bardzo jest zdeterminowany aby z nim walczyć. Opowiadał o chemioterapii i lekach, o podłączaniu rurki oddychającej i całej reszcie zabiegów i „operacji”, którym był poddawany. Jeśli chronologicznie ułożymy sobie jego filmy, to już widać gołym okiem, jak z młodego, pełnego siły i na pozór zdrowego chłopaka robi się wrak człowieka. Jak chudnie, jak organizm się osłabia i jak w oczach widać strach i cierpienie. Naprawdę coś strasznego. Najbardziej dotknął mnie jego ostatni opublikowany film, który był… pożegnaniem. Niestety. To był jego ostatni vlog, w którym ogłosił, jaką usłyszał od lekarzy diagnozę – Zostało mi kilka tygodni życia. To co widziałam w jego oczach i w mowie ciała było nie do opisania. Opowiadał tam wiele rzeczy, ale całą resztę przyćmiło mi zdanie – Ja umieram. Popłakałam się. Kiedy człowiek stoi na skraju śmierci zmienia się diametralnie. Tego nie da się opisać. Ten chłopak był dla mnie zupełnie obcą osobą, trafiłam na niego zupełnie przypadkiem, ale jednak tak bardzo wpłynął na moją codzienność. Niestety, już go nie ma na tym świecie…

Drugi z bohaterów był ojcem, miał córkę oraz żonę w ciąży z ich drugim dzieckiem. Na pozór mieli wszystko – dom, pracę, pieniądze, szczęśliwą rodzinę. Aż do czasu… Pewnej nocy bardzo źle się poczuł, wymiotował krwią i mdlał na zmianę. Żona natychmiast zabrała go do szpitala. Po chwili już okazało się, że zaraził się sepsą. Nie do końca wiadomo skąd, jak i gdzie. Tak po prostu. Bakterie tak szybko się rozprzestrzeniły, że przejęly jego ciało. On zapadł w śpiączkę, a jego kończyny zaczęły obumierać. Żona musiała stanąć przed najtrudniejszym wyborem w swoim życiu – lekarze zalecili odcięcie zainfekowanych kończyn. Wyobrażacie sobie? Albo to, albo smierć. Ja nawet nie mogę o tym myśleć! Ale żona ostatecznie podpisała papiery, aby w jakikolwiek możliwy sposób uratować jego życie. Zabrali go na operację, odcięli mu dwie ręce i nogi. Gdyby tragedii było mało, po amputacjach okazało się, że wirus nie ustępuję. Umierać zaczęła część jego twarzy – wirus i tam się dostał. Musieli amputować część skóry, co okaleczyło go jeszcze bardziej. Miał zdeformowany nos, policzki i usta. On nadal był w śpiączce. Coś okropnego. Żona została zupełnie sama – z córką i drugim dzieckiem w drodze, z domem, rachunkami i ciężarem, który teraz będzie musiała dźwigać. Aż mam ciarki na samą myśl, ale to co dzieje się później jest jeszcze bardziej smutne. Mężczyzna się wybudza i nie wie co się dzieje. Zauważa brak swoich rąk i nóg, czuje, że z jego twarzą jest coś nie tak i w dodatku widzi stojącą przy nim żonę z ich drugim dzieckiem na jej rękach. Nawet nie mogę sobie wyobrazić, co on musiał w tym momencie przeżywać. W dodatku, w tamtym momencie, ich starsza córeczka twierdzi, że to nie jest jej tatuś i odwraca się od niego. Normalnie serce pęka. Mężczyzna wygląda jak „Rozgwiazda” – i właśnie taki tytuł nosi ten film. Jest on na faktach, stworzony dla rodziny, która naprawdę to przeszła – zresztą na końcu są pokazani. W tym przypadku mamy szczęście w nieszczęściu, bo mężczyzna ostatecznie dostaje protezy i jakoś uczy się funkcjonować, aby ich życie mogło być chociaż w drobnej mierze normalnie wyglądać. Wszystko jest tak udokumentowane, że naprawdę łapie za gardło – oni walczą, wątpią, załamują się i kochają jednocześnie. Musicie same poznać tę historię. Mi ona otworzyła oczy na wiele rzeczy.

Człowiek w dzisiejszych czasach pędzi nieubłaganie. Goni za karierą, pieniędzmi, sławą czy akceptacją, goni za marzeniami, lajkami, liczbą followersów, a czasem za czymś nieosiągalnym i zupełnie bez znaczenia. Przez to wszystko jest mnóstwo rzeczy, które umykają gdzieś po drodze. To jest kiepskie. I szkoda, że czasem musi stać się tragedia aby można było to zrozumieć. U mnie na szczęście żadna tragedia się nie stała, ale na mojej drodze stanęli ci dwaj mężczyźni, zupełnie obcy, ale którzy otworzyli mi oczy. Są to bardzo smutne historie, ale jestem im za nie ogromnie wdzięczna.

Obecnie jesteśmy na takim etapie naszego życia, że będzie to „być, albo nie być”. Jest bardzo stresująco i wymagająco, co po części można zauważyć gdzieś poprzez moją aktywność na blogu, ale… KURCZĘ! Coś się uda to super, a jeśli nie to trudno – będziemy walczyć dalej. Wiecie co jest tak naprawdę najważniejsze? Że mamy siebie, że jesteśmy zdrowi i wspieramy się na każdym kroku. Ważne jest to, że tworzymy RODZINĘ. Nawet jeśli jest gorszy dzień, że mało się widzimy czy w ogóle rozmawiamy. To jest czasem mało istotne. Najważniejsze jest to, że po całym dniu, nawet tym najbardziej wymagającym i trudnym, wieczorem jesteśmy wszyscy razem. Zdrowia za żadne pieniądze świata nie kupimy, a my póki co mamy go pod dostatkiem. Wiem, że są ludzie, którzy wszystko by za nie oddali. Szczęście produkujemy sami, a wartości które są dla nas najważniejsze układamy od dawna cegiełka po cegiełce.

I wiecie jaka puenta tego wpisu? Że jeśli masz zdrowie i rodzinę to tak naprawdę masz WSZYSTKO! Cała reszta to dodatki, które tylko i wyłącznie są w Twoich rękach. To od Ciebie zależy co z tym zrobisz i co z tym osiągniesz. Zastanów się, czy warto jest tak pędzić i pozwalać aby wszystko co jest najbardziej wartościowe uciekało przez palce… Doceń to właśnie teraz, bo niestety nie każdy ma takie szczęście.

(myślę, że do tego wpisu idealnie pasuje te video – jedno z moich naszych ulubionych ♡)