Wiesz jak to jest, coś może być przepiękne i możesz wyglądać w tym jak milion dolarów, ale sama nie do końca będziesz dobrze się w tym czuła. Czy mimo to założysz to na siebie? Niby my kobiety możemy wiele znieść i jeszcze więcej poświęcić, byleby tylko się podobać i wyróżniać na tle konkurentek. Czy to prawda? Myślę, że po części tak, bo w końcu każda z nas chce być postrzeganą za piękną i stylową, ale z drugiej strony, w pewnym momencie życia ten pogląd nieco się zmienia. Zwłaszcza wtedy, kiedy zostajemy mamami lub mamy partnerów z wieloletnim stażem. Pojęcie atrakcyjności kompletnie zmienia swoje pojęcie, a my same zaczynamy zwracać uwagę i starać się w zupełnie innych kierunkach. Oczywiście, nadal chcemy się podobać i czuć dobrze we własnej skórze, ale to już wygląda trochę inaczej niż dawniej. Jakby ten pęd za atrakcyjnością nieco zwolnił, stał się dojrzalszy i bardziej rozważny. Macie podobne odczucie? Bardziej cieszymy się, kiedy np nasz partner/narzeczony/mąż po wielu latach związku zauważy drobną zmianę fryzury czy nowy manicure. Właśnie to ma dla większości większą wartość niż przypadkowy komplement usłyszany na ulicy. Podobnie jest w przypadku mam – nie zawsze jest czas aby się wystroić, a o ułożeniu włosów czy założeniu wysokich obcasów czasem w ogóle można pomarzyć. Co wtedy? Zapuszczamy się jak typowe kury domowe? Nie! Przyzwyczajamy się do tego i znajdujemy przeróżne patenty, aby mimo to, w nieco inny sposób, dobrze i pięknie czuć się ze sobą. Bo nie wiem jak wy, ale ja kompletnie nie wierzę w te wszystkie piękne zdjęcia wystrojonych mam, które zawsze wyglądają jak milion dolarów, mają nienaganną fryzurę, świeżo zrobiony makijaż czy obcasy, w których nawet modelki na wybiegu nie dałyby rady. Z doświadczenia wiem, że przy życiu z dzieckiem, niekiedy najlepszą opcją jest wygodna fryzura, leginsy i za duży sweter. A samopoczucie poprawić sobie można zadbanym makijażem czy zakupem nowych perfum. Strojenie się czeka już na specjalną okazję, a wśród codzienności staramy się po prostu wygodne funkcjonować i dobrze ze sobą czuć. Myślę, że potwierdzicie moją tezę?

Dla przykładu… lato już nas opuszcza, zaraz nadejdzie jesień – nie panikuję z tego powodu, znajduję w tym pozytywy. Jednym z nich jest moja miłość do ogromnych wełnianych swetrów, które właśnie w obecnej sytuacji (będąc zabieganą mamą plus dodatkowo w ciąży) sprawdzają się idealnie. Dobrze się w nich czuje i ze spokojem pomagają mi wygodnie funkcjonować podczas dnia. Czyli mam upieczone dwie pieczenie na jednym ogniu – wygoda przede wszystkim. I pamiętajcie, że wygoda wcale nie musi oznaczać coś brzydkiego lub to, że jesteśmy zaniedbane. Jak odchowamy dzieci to dopiero sobie odbijemy. :)

213 96 7 4 5 10

Mam na sobie: Sweter – Mosquito | Bluzka – Romwe | Leginsy – Zara | Buty – Papilion | Torebka – Monashe
Pola ma na sobie: Bluza – Mosquito | Leginsy – F&F | Buty – Emel (Catleya) | Opaska – UL&Ka