O tym, że spełniamy swoje największe marzenie (oczywiście zaraz po dzieciach) i budujemy nasz pierwszy upragniony dom pisałam Wam już w TYM poście. Nadal w to nie mogę uwierzyć, nadal czuję, że śnie i zaraz się obudzę! Pamiętam gdy nieraz przejeżdżaliśmy przez osiedle domków jednorodzinnych i zza szyby w samochodzie obserwowałam każdy mijany dom. Podziwiałam wszystkie i zastanawiałam się – jak ludzie to robią, że ich na nie stać? Pamiętam, że wtedy temat własnego domu był bardzo nieosiągalny i taki obcy, ale mimo tego marzyłam o własnym i tak sobie wizualizowałam, jakby to było gdybyśmy i my mogli w takim zamieszkać lub się wybudować. Zresztą, co ja Wam będę tu pisała… tę historię już Wam opowiadałam. Teraz to się dzieję! Te marzenia stały się rzeczywistością! I chyba długo w to nie uwierzę, aż nie stanę w naszym domu w środku. Od kilku miesięcy nie żyjemy niczym innym i tak będzie chyba aż do przyszłych wakacji. :)

img_2832a-kopia

Ale! Mimo, że budowa domu to coś naprawdę wymarzonego i wspaniałego to aby sprawa była jasna – nie są to same kwiatki, ohy i ahy. Budowa domu to bardzo poważna sprawa, bardzo stresująca, wymagająca, czyszcząca budżet rodzinny do cna i przede wszystkim wystawiająca na ogromną próbę. Mnie w tej kwestii bardzo dużo zaskoczyło, i to jeszcze przed samym powstawaniem budynku.

Nie ma czegoś takiego jak termin ostateczny. Nie ma, no po prostu nie ma. Budowanie domu to nie przelewki i bardzo długi proces, który mam wrażenie ciągnie się w nieskończoność. Teraz nie dziwię się, że sporo ludzi woli kupować gotowe domy i nie „bawić się” w stawianie własnych. Formalności załatwiamy od stycznia tego roku, planowaliśmy zacząć budowę na przestrzeni kwietnia-maja, a ostatecznie budowa ruszyła dopiero teraz. Chcieliśmy aby do końcu roku dom już stał, ale ostatecznie stanie pewnie na lato przyszłego roku. Chociaż z tym „ostatecznie” wiemy jak to już wygląda. :) Same nasze formalności trwały pół roku, a urzędy i papierkowa robota zbywały nas z tygodnia na tydzień. Nasza działka nie miała podłączonych żadnych mediów, także same zgody i projekty to szmat czasu. Nie ukrywam, że pytania wśród znajomych i rodziny – A kiedy w końcu ruszycie z budową? – w pewnym momencie działały na mnie jak płachta na byka. Nasłuchałam się też, że właśnie przez to wszystko budowa domu jest beznadziejna, bo tylko się czeka i czeka, ale co ja mogę powiedzieć – Nie jesteśmy ludźmi, którzy idą przez życie na skróty i zadowolą się czymś na pół gwizdka. Zawsze będę powtarzała, że małe kroki do przodu są lepsze niż tylko te duże, które tylko planujemy. Wiemy, że to wszystko jest tego warte.

Budowa domu to nie tylko kupno działki i zatrudnienie firmy budowlanej. A ja głupia tak kiedyś myślałam – Kupiliśmy działkę, zatrudniliśmy firmę, to niech chłopaki wjeżdżają ze sprzętem i zaczynają. Niestety, to nie ta bajka. Budowa domu to coś znacznie więcej. Zanim zaczniesz, wszystkie urzędy wystawiają Cię na ogromną próbę. Musisz mieć projekt budynku zgodny z przepisami do aktualnego terenu i miejsca, musisz mieć spotkania z geodetą, który wytyczy dokładne punkty działki, podjazdów i mediów, musisz załatwić sobie media (jeśli wcześniej ich nie masz), wypisy i wyrysy z rejestru gruntów, dziennik budowy i całą masę innych rzeczy, która zapewne nic nie mówi osobom, które nigdy z budowlanką nie miały styczności. Spoko, ja też dopiero teraz o tym wszystkim się dowiedziałam. No i do tego wszystkiego dochodzi czas, oczekiwanie na zgodę na budowę i inna papierologia, o której wspominałam wyżej.

Jeśli masz X złotych na budowę to dorzuć do tego jeszcze kolejne kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy. To chyba największy minus budowy – jest bardzo droga, a jej wydatki wydają się nie mieć końca. Jeśli masz już własną działkę i wkład własny to jest jakoś z górki, ale jeśli musisz ją dopiero kupić, wszystko podłączyć i dopiero zacząć budowę to wiedz, że budżet rodzinny bardzo na tym ucierpi. No, ale coś za coś. U nas akurat się udało kupić działkę o wielkości 1300m2 za gotówkę, do tego mieliśmy spory wkład na rozpoczęcie budowy – na formalności, łącza, fundamenty i postawienie ścian. Na resztę dobraliśmy kredyt. Zanim budowa się zaczęła to nasz budżet został już uszczuplony o ok 15 tys złotych – same formalności! A jeszcze musimy wywiercić studnie i zrobić kilka innych rzeczy. Także widzicie, jak to jest. Nasz dom będzie miał prawie 200m2 i to bez garażu (go chcemy postawić oddzielnie, na samym końcu gdy zdeklarują się wydatki), także jeśli ktoś orientuje się w temacie to może sobie wyobrazić ile to wszystko kosztuje. Ale dla własnego domku z ogródkiem, dla dzieci i tej świadomości posiadania własnego miejsca na ziemi jestem w stanie zrobić wszystko, nawet stanąć na głowie i zaharować się do upadnięcia aby to wszystko powstało.

Masz pomysł i wizję? Zmienisz ją jeszcze ze 100 razy. To właśnie działo się przy tworzeniu projektu naszego domu. Nie poszliśmy na łatwiznę, nie wybraliśmy gotowca tylko stworzyliśmy własną wizję. Na początku chciałam antresolę, chciałam wysokie sufity, szyby przy schodach i okna na kilka metrów w górę. Po rozmowach i namysłach stwierdziłam, że to bardzo niepraktyczne, ponieważ ciepło będzie uciekać do góry, przez co rachunki za ogrzewanie będą większe, a ilością szyb i okien dorzuci mi więcej sprzątania + dzieci i pies = nie ma opcji! Także poszliśmy w bardziej klasyczną formę dwupiętrowego domku z dwuspadowym dachem. Z zewnątrz nasz dom będzie biało-szary, chciałam też zdobienia w formie szarych cegiełek, ale odeszłam od tego pomysłu i pójdziemy w minimalizm. Będzie też jedna zwariowana rzecz o której marzyłam i Mariusza udało mi się na nią namówić, ale o tym dowiecie się w swoim czasie. ♡ Generalnie dużo rzeczy planowaliśmy, a wyszło inaczej. Na pewno jeszcze drugie tyle podmienimy, a po wybudowaniu stwierdzimy, że coś mogliśmy zrobić inaczej, ale tak to wszystko właśnie wygląda. :)

Zanim się zacznie już poczujesz ten dreszczyk i emocje. Poczujesz tę próbę życia! Często słyszę od innych, że jeśli wybudujemy dom, dotrwamy do końca budowy i nadal będziemy wszyscy razem szczęśliwi to już nic nas w życiu nie zniszczy. Wiecie co, to chyba prawda. Zanim jeszcze zaczęliśmy budowę już zdążyliśmy się poprztykać o różne rzeczy. – o to, jak ten dom ma wyglądać, czy garaż ma być razem czy osobno, o moje biuro do pracy, liczbę pokoi czy wielkość kuchni, o to z której strony ten dom postawić, kto ma podjechać do urzędu po papiery lub to, czy płot ma stanąć przed czy w trakcie budowy. To niby cała masa banałów, ale przy skumulowaniu ich razem robią się wielkie i poważne rzeczy, a co za tym idzie tworzą się burzliwe emocje i odmienne zdania. Ale na szczęście my wiemy, co to w życiu kompromis i jakoś się dogadujemy. Czasem talerze będą latać, ale na pewno się dogadamy. :) Ustaliliśmy, że Mariusz zajmuje się formalnościami i rodzajami materiałów, a ja kwestią wizualną i wystrojem wnętrz. On będzie miał własny niezależny garaż z warsztatem, a ja własne biuro z ogromną garderobą – tak aby było fair.

img_2832-kopia

To dopiero sam początek i jeszcze wiele przed nami. Nie ukrywam, że ogromnie się cieszę, że spełniamy marzenia, ale z drugiej strony strasznie się wszystkiego boję. Boję się, czy damy radę finansowo i psychicznie, czy dobre decyzję podjęliśmy i czy damy radę nad wszystkim zapanować. To się okażę, ale trzeba być dobrej myśli. Na pewno będę tym wszystkim dzieliła się z Wami. ♡

A jeśli macie jakieś rady lub własne historie z budowy domów to koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach. Ten temat jest teraz dla nas numerem jeden także chętnie poczytam i podyskutuję z Wami. Uspokójcie mnie trochę, że sprawa nas nie przerośnie. Błagam! :)