Czasem naprawdę mam wrażenie, że jesteśmy „nienormalni”, jakby urwani z choinki czy pochodzący z innej planety. Żyjemy obecnie w trochę dziwnych czasach, w których ludzie nie do końca trzymają się własnych zasad i wartości. A może nie trzymają się, bo nie mają ich wcale? Sama nie wiem. Nawet nie do końca wiem, jak to było kiedyś, ale z opowieści poprzednich pokoleń widać kolosalną różnicę chociażby pod względem dóbr rodzinnych. Zdrady, matactwa i kombinacje są obecnie zupełnie na porządku dziennym. Wcześniej myślałam, że tacy ludzie są nienormalni, odstający od reszty społeczeństwa, ale im więcej ludzi poznaje tym bardziej mam wrażenie, że coś takiego w dzisiejszych czasach jest tak powszechne, że jest już uznawane za zupełnie normalne. Tymczasem my, wyznający wartości rodzinne na pierwszym miejscu, uważamy, że dzieci to największy skarb, a szacunek, lojalność i wierność to dla nas coś tak oczywistego, że właśnie przez to odstajemy zupełnie od reszty… Coś tu nie gra, prawda? To powinno być tak oczywiste i zupełnie normalne, ale niestety w dzisiejszych czasach robi się abstrakcyjne i mało spotykane. Paradoks XXI wieku.

W głowie mam pewną grafikę, która nałogowo krąży po sieci. Widać na niej parę staruszków trzymających się za ręce. Zadano im pytanie – Jak to zrobiliście, że po 50 latach nadal jesteście ze sobą i tak bardzo się kochacie? Na co babcia z dziadkiem odpowiedzieli – Bo wiecie, urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się psuło to się naprawiało, a nie wyrzucało do śmieci. Ta odpowiedź jest tak dosadna, że powinna zamieść wszystkie pseudo wartości dzisiejszych czasów.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że wśród większości znanych mi par, małżeństw i rodzin, może na palcach jednej ręki mogę zliczyć, ile z nich naprawdę jest ze sobą szczęśliwych i bez większych przejść. Ja wiem, że nie ma ludzi idealnych i każdy ma jakieś brudy w swojej szafie, ale jednak powinny być to brudy, które zawsze można posprzątać. Dookoła dzieje się naprawdę dużo, a ja jestem naprawdę świetnym obserwatorem i czasem widzę więcej niż inni. To wszystko powinno mnie szokować, ale tak często widzę powielane błędny, że nie szokuje mnie to już wcale. Znów ten paradoks.

Nie będę już brała pod uwagę skrajnej patologii, gdzie w domu panuje przemoc, alkoholizm i cała masa świństw o których najczęściej w telewizji słyszymy. Niemniej jednak szokuje mnie fakt, jak ludzie sobie szybko odpuszczają i nie walczą o to co wartościowe. W dzisiejszych czasach praktycznie co trzecia para się zdradza. I zdrad nie dokonują tylko mężczyźni – kobiety zaczęły za nich nadrabiać szukając wrażeń, płomyka i adrenaliny, czasem najwyższym kosztem. Wiele małżeństw żyje ze sobą tylko na wgląd na dzieci, co jest dla mnie nie do przyjęcia, bo tym samym te dzieci są jeszcze bardziej ranione. Jeszcze więcej rodzin żyje ze sobą bez wzajemnego szacunku i szczerości, zamiast tego panuje tam zazdrość, zawiść i dwulicowość. To jest coś okropnego i to wszystko w głowie mi się nie mieści. Ja nie wiem, czy my urodziliśmy się w złych czasach, czy to z nami jest coś nie tak? Ale dla nas idealnym wyznacznikiem są wcześniej wymienieni babcia i dziadek, którzy znają siebie na wylot, mają wartości, uczucia i jeśli coś się psuje to to naprawiają, a nie wyrzucają do śmieci. Bo po cholerę się starać i o coś pielęgnować, skoro później i tak tego się pozbędziemy?

I wiecie co jest najśmieszniejsze w tym wszystkim? Gdy poruszam ten temat z niejedną osobą, to w 100% przyznaje mi ona racje i dzieli ze mną poglądy. A później się rozchodzimy… Ten ktoś wraca do domu i olewa swoje dziecko, burzy się na relacje, które w nim panują czy idzie do kochanka. I jaki tu sens? Czy my wszyscy sami siebie okłamujemy? A może robimy to celowo, aby lepiej się poczuć? Ja nie chcę takiego życia. Nie chcę nieszczerości, nieporozumień, zdrad, gniewu i rozczarowań. Skoro to wszystko w dzisiejszych czasach jest tak normalne to ja już wolę abyśmy byli „nienormalni”. Ja po prostu na to się nie zgadzam! I zawalczę o to, aby nasze życie było szczere, dobre i abyśmy na sam koniec mogli spojrzeć na siebie w lustro.