Tytuł tego posta wcale nie jest przypadkowy. Od pewnego czasu, praktycznie nie ma dnia, abym nie dostawała tego typu wiadomości. Dostaje je od moich czytelniczek czy dawnych znajomych. Praktycznie na okrągło. I wiecie co? Pomimo tego, że schlebia mi to naprawdę to musze przyznać, że sporo prawdy jest w tej mojej „przemianie”.

W naszym życiu najpewniejszą rzeczą jest fakt, że jedyną stałą jest zmiana. I nie ważne jak abstrakcyjnie to brzmi, w tym jest 100% prawdy. Gdyby człowiek się nie zmieniał to nie rozwijałby się i stale stał w miejscu. A chyba o to chodzi, aby tą naszą drogę przewędrować, do przodu, jak najciekawiej i intensywniej, prawda?

Nawet już nie pamiętam ile lat bloguję. Zaczynałam jako nastolatka, z nudów i czystej ciekawości, która przerodziła się w największa pasję. Początkowo interesowałam się głównie fotoblogami i lifestylowymi rzeczami, później zajęłam się strikte modowymi tematami, ale tak naprawdę głównym skokiem rozwojowym było pierwsze samodzielne mieszkanie i kwestia założenia rodziny. To właśnie chwile później, kiedy zostałam mamą po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, kim chcę być, jak chcę wyglądać i jakie wartości posiadać. To również objęło mój cel i główny temat blogowania, czyli lifestyle i parenting – to w czym najlepiej się odnajduję i spełniam. I właśnie z racji tego, że przy tych wszystkich etapach gdzieś tam blogowałam, to mogliście widzieć moją całą drogę zmian i przeżyć.

Jako nastolatka, kiedy przechodziłam okres dojrzewania nie byłam łatwym „dzieckiem”. Wpadłam w dziwne i toksyczne środowisko, nie miałam odpowiednich wzorców i nie znałam całej swojej wartości. Wtedy wiele błądziłam i szukałam tego prawdziwego wewnętrznego ja. Wszystkie swoje emocje i chęć zwrócenia uwagi przełożyłam na wygląd – chodziłam na solarium, miałam tlenione przedłużone włosy, kilometrowe tipsy, a moim najlepszym przyjacielem była panterka i róż. Teraz śmieję się z tego i jednak zdaję sprawę, że każdy wiek ma swoje prawa. Ja w ten sposób zaczynałam szukać swojego prawdziwego „ja”. Później, po drodze wiele tych styli i metamorfoz się przeplatało, od czarnych długich włosów z gęstą grzywką niczym hełm, po krótkiego ombre boba, aparat na zębach czy milion ubraniowych eksperymentów, których już zliczyć nie potrafię. Jedno jest pewne – drogę przeszłam długą zanim znalazłam się w miejscu, w którym obecnie jestem.

I wiecie co Wam zdradzę, jakkolwiek by to banalnie nie brzmiało – niczego, ani żadnej „dawnej siebie” nie żałuję, ani się nie wstydzę. Wiem, że to w pewnym stopniu ukształtowało mnie jako osobę: mój charakter i wygląd. Nie jestem już dzieckiem, nie jestem nastolatką, nie przechodzę buntu ani okresu dojrzewania. Jestem kobietą, mamą i doskonałym przykładem na to, że w pewnym momencie swojego życia przychodzi taki moment, w którym na 100% odkrywasz kim jesteś. Jeśli jeszcze sama do tego momentu nie doszłaś to nie martw się – na pewno dojdziesz. U mnie tym kluczowym momentem właśnie było zostanie mamą. To dzięki moim dzieciom zdałam sobie sprawę, jak wiele jestem warta i jak wiele mogę osiągnąć, jeśli tylko bardzo będę chciała, starała się i walczyła o to z całych sił. To właśnie dzięki mojej rodzinie poznałam moje słabości i najmocniejsze strony, zrozumiałam na czym polegają moje atuty, a na czym rzeczy, których nie do końca akceptuje. To jest właśnie ten moment, ta chwila, kiedy niczego nie muszę się wstydzić i mogę wykrzyczeć w niebogłosy, że jest naprawdę szczęśliwa będąc… sobą, prawdziwą sobą.

Muszę przyznać, że trochę czasu to wszystko mi zajęło, ale to wszystko było tego warte. O akceptacji samej siebie pisałam już nieraz więc powtarzanie się jest zupełnie zbędne. Ale powtórzę tylko jedno – jeśli masz jakiś kompleks czy czegoś nie akceptujesz to zmień to. Jeśli coś nie jest Twoim zdaniem największym atutem to spraw, aby tym atutem i znakiem oryginalności pozostało. Patrz na mnie, ja już nie muszę kryć się za żadną sztucznością. Jedyną zrobioną rzeczą u mnie są usta, a cała reszta takie jak: włosy, rzęsy, paznokcie, brwi, karnacja są w 100% naturalne. Nawet już swoje wysokie czoło zaakceptowałam, a nadprogramowe kilogramy z każdym tygodniem żegnam z uśmiechem na twarzy. Moją niską samoocenę przemieniłam w ciężką pracę i własne sukcesy z których jestem dumna. Wiem w czym jestem dobra i wykorzystuje to. Wiem w czym jestem słaba więc unikam tego lub pracuję nad tym. Pamiętajcie, że nie ma ludzi idealnych, ale najważniejsze jest odnalezienie samego siebie – jeśli to zrobisz to już masz jak w banku, że będziesz wiedzieć jak potoczyć to dalej.

Także zgadzam się z Wami, przeszłam ogromną przemianę – wizualną jak i charakterną. Dlaczego? Bo nie stoję w miejscu i stale się rozwijam, lubię to i nigdy nie będę miała dość.

Kwiatowy box – Flower Store | Zapach – Chloe
Bluzka, spodnie – Zara | Buty – Renee (na hasło „ZATRZYMUJAC15” – 15% na wszystko!) | Zegarek – Kazar