Zatrzymywanie czasu to nasza specjalność. Nie tylko jako blogerów i fotografów, ale ludzi, którzy cenią sobie wspomnienia, emocje i rzeczy, które nie chcieliby nigdy przenigdy zapomnieć. Po części stąd też ta nazwa bloga – Zatrzymując czas. :)

Nawet nie zliczę ile zdjęć w życiu wykonałam, na ilu byłam i ile trzymam na dyskach lub w albumach. Jedno jest pewne – nasze dzieci będą miały tryliard pamiątek, kiedy podrosną, ale jak dla mnie to fajna sprawa! Kiedy sama byłam dzieckiem, nie miałam aż tylu zdjęć, bo nie było tylu „zatrzymywaczy czasu” i po części szkoda, bo wielu rzeczy po prostu nie pamiętam. Teraz też czasy są inne, chociaż wiele osób z tego powodu narzeka, że te aparaty wszędzie są zauważalne, ale jak dla mnie (miłośnika fotografii) obecne czasy są wprost proporcjonalne do zamiłowania. Zawsze powtarzam, że obiektyw to moja druga para oczu na świat. ♡

Jeśli o fotografię chodzi, to jestem totalnym samoukiem z takiego prawdziwego, życiowego zamiłowania. Pierwszy poważniejszy aparat kupiłam sobie sama – na raty, za pierwsze samodzielnie zapracowane pieniądze. Ze tego powodu, jeszcze bardziej doceniam wartość takiego sprzętu, czas i umiejętności, które w to wszystko wkładam. Później zaraziłam tym wszystkim Mariusza i teraz siedzimy w tym razem. Wymieniamy się spostrzeżeniami, wiedzą i trikami, które chłoniemy. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że on jest ten „techniczny”, który świetnie ustawi aparat i światło, a ja jestem ta „dusza artysty”, która ma pomysły na sesje i widzi kadry oraz miejsca z potencjałem, które są niedoceniane i niedostrzegane przez innych (ahh, jak skromnie :)).

W jaki sposób przechowujemy zatrzymany czas?

– Wywołujemy zdjęcia.
Jedne typowo pozowane, z mega ekstra sesji lub wyjazdów, a inne zupełnie spontaniczne i nieprzewidziane. Znajdą się też takie kompromitujące, które lepiej aby nigdy nie ujrzały światła dziennego. Chyba każdy takie ma, prawda? Generalnie zdjęcia mają dla nas ogromną wartość sentymentalną – nieważne w jakiej formie. Myślę, że fajnie jest do nich wracać i przypominać sobie ich historię lub opowiadać ją na swój sposób, bo w końcu każdy pamięta coś zupełnie inaczej. Na starość chyba nie będę robiła nic innego. :)

I może będę „starodawna”, ale jednak gdybym miała ostatecznie wybrać między zdjęciami cyfrowymi, a tymi „realnymi” na papierze, to jednak albumy dla mnie rządzą bezkonkurencyjnie. Uważam, że mamy do nich łatwiejszy dostęp i dają pewność, że nigdy w jakiś magiczny sposób fotografie się z nich nie wykasują – a miałam taką sytuację, gdzie przepadło nam ponad 500 zdjeć… nikomu tego nie życzę! Muszę teraz uzupełnić zbiory i kupić nowe albumy, bo ostatnio wywołałam sporo nowych kadrów z Colorland.pl – to tam gdzie realizowałam fotokalendarz (o TEN) czy obraz na płótne (o TEN). Od kilku dni macie możliwość skorzystania u nich z inteligentnej korekcji zdjęć Perfectly Clear, która poprawi za Was jasność i ostrość tych fotografii, które będą tego wymagać… i to zupełnie za darmo! W związku z tym, specjalnie dla Was przygotowaliśmy z Colorland kod rabatowy „ZATRZYMUJAC”Po wpisaniu go w koszyku w chwili finalizowania zamówienia odbitki 10×15 zamówicie za 0,19 zł/szt.! Kod jest wielokrotnego użytku i ważny do końca września 2018 r.

– Montujemy mini filmy.
Oprócz kanału na YouTube, na którym pojawiło się już kilka naszych produkcji, to tworzymy również filmiki prywatne, które odpalamy sobie w zaciszu naszego salonu. To wyższy i bardziej emocjonujący level wspomnień i zatrzymywania czasu.

– Tworzymy fotoksiążki.
To zdecydowanie jedna z moich ulubionych form na zatrzymywanie czasu. To tak jakby wywołać klasyczne zdjęcie, ale jednocześnie móc dorzucić do niego własną historię i projekt, z piękną oprawą i jeszcze piękniejszym przesłaniem. Fotoksiążek na swoich półkach mamy już wiele – niektóre są tematyczne, np. z podsumowaniem danego roku lub z relacją z jakiegoś ważnego wydarzenia czy wyjazdu, a niektóre są stworzone zupełnie losowo – w formie albumu. Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa.

Najświeższą fotoksiążke, właśnie z podsumowaniem ubiegłego roku, stworzyłam również na Colorland.pl – bo stale mnie o to pytacie. Przy jej tworzeniu wybrałam model z oprawą z tkaniny. Fotoksiążka LUX, bo o niej mowa, to wyższa półka klasycznej fotoksiążki. W środku znalazły się między innymi takie ważne momenty jak: rozpoczęcie budowy domu, wyjazdy w ramach cyklu „z rodziną na mapie Polski”, pierwsze wspólne sesje dzieciaków, urodziny czy zagraniczne wakacje. To jest dzieło, momenty i wspomnienia, których nikt nam nie odbierze. Uwielbiam tę formę!

Zdradzę Wam również, że w tej kwestii, w wielu sytuacjach motywujemy się blogiem. Tak, naprawdę! Myślę, że gdyby nie ten blog, to może nie do końca chciałoby mi się tyle tych sesji wykonywać. Dlatego to wszystko jest takie fajne, bo napędza ten kołowrotek pasji. To działa w taki sposób, że ja daję coś od siebie, a moje czytelniczki się odwdzięczają: fajnym odzewem i mobilizacją. Blog w fantastyczny sposób przyczynia się do tego wszystkiego i daje mi kopa motywującego do działania – aby wymyślać, główkować, realizować i doskonalić się w tym wszystkim. W końcu to Zatrzymując czas! :)

Czym zatrzymujemy czas? To proste! Sprzętem fotograficznym, video i głową: czyli pomysłami i marzeniami, bo pamiętajcie, że wszystko zaczyna się w głowie! Później dopiero potrzebny jest sprzęt. Na szczęście pomysłów nam nie brakuje, a nasz ulubiony sprzęt na dzień dzisiejszy wygląda tak:

 

– Canon 6d + obiektyw 24-70 – to zdecydowanie mój ulubiony duet. 90% zdjęć, które widzicie na blogu, są wykonane właśnie tym sprzętem.

– Canon g7x – to mały kompakt, który wrzucam do torebki dla kadrów dnia codziennego. Zdjęcia może nie są takie ekstra jak lustrzanką, ale za to jakość filmów video dla mnie petarda! To właśnie nim kręciliśmy wszystkie filmiki na YouTube.

– Instax mini 8 – to mój taki cukierkowy gadżet, który może i nie jest niezbędny, ale zdecydowanie fajnie go mieć. To polaroid, który wywołuje zdjęcia (w wielkości karty kredytowej) zaraz po ich zrobieniu. Uwielbiam go używać podczas urodzin, wakacji lub różnych rodzinnych imprez.

– iPhone 7 – to moja trzecia ręką i przenośne centrum dowodzenia, które oprócz dzwonienia i dostępu do internetu, służy mi do robienia zdjęć. I mówcie co chcecie, ale iPhone robi naprawdę spoko fotki, chociażby na instagram. Dla mnie to idealny przykład, że zdjęcia robi człowiek, a nie sprzęt.

– GoPro 4 black – to gadżet, który towarzyszy nam podczas różnych wakacji i wyjazdów. Tą kamerką kręcimy bardziej aktywne wyjścia i przygody. Fajnie się sprawdza pod wodą, na wysokości, a nawet na masce samochodu, kiedy osiągamy większą prędkość. Sprawdzone info!

– Dron Phantom 3 pro – jest zdecydowanie ulubioną zabawką Mariusza. Moją w sumie też, ale niestety pilot tego ze mnie marny. :) Dronem kręciliśmy niejedno wakacyjne video lub postępy budowy domu – z powietrza wszystko wygląda zupełnie inaczej.

– Dron DJI Mavic pro – to nasza zupełna nowość, którą mamy od niedawna. W porównaniu z poprzednim dronem, ten jest prawdziwym maleństwem. Mieści się nawet w torebce! Także Mavic staje się moim faworytem, bo teraz nie będziemy musieli sobie odmawiać jego zabierania przy różnych wyjazdach ze względu na gabaryty.

Z pasji fotografowania i zatrzymywania czasu chyba nigdy bym nie potrafiła zrezygnować. Wszędzie widzę piękno i ciekawe ujęcia, które zasługują na utrwalenie w każdy możliwy sposób. Blog w dużej mierze pozwala mi to realizować i rozwijać się dalej. Dla czytelników, dla siebie, samorealizacji, jak i mojej rodziny, aby na starość mieć co wspominać i oglądać. Pamiętajcie – zdjęcia robicie Wy, a nie aparat. ♡