Nasze tegoroczne wakacje będą najbardziej ekscytujące z naszych wszystkich dotychczasowych. To będzie prawdziwa podróż życia, pełna ekstremalnych wycieczek i doświadczeń. Będziemy zdobywać szczyty, boso chodzić po piasku, prażyć się w promieniach słońca i oglądać najpiękniejsze zachody. Wprost nie mogę się doczekać tych tropików, wysokich temperatur i pamiątek, która uda nam się nazbierać. To będzie pierwsza taka podróż. Jestem podekscytowana!

Szczyty będziemy zdobywać na drabinie, boso będziemy rozsypywać ziemię, a najpiękniejsze zachody słońca będziemy podziwiać z naszego niedokończonego tarasu. Te wszystkie wymarzone tropiki fundują nam w tym roku wysokie chwasty w naszym ogrodzie i łaskawa pogoda. A co Wy myślałyście? :) Do tej pory perspektywa lata i wakacji istniała dla nas zawsze w kwestiach wylotowych, gdzieś w jakimś fajnym miejscu, gdzie można byczyć się całymi dniami nad basenem czy na plaży. Podczas ostatnich miesięcy udało nam się trochę zwiedzić naszą piękną Polskę w ramach cyklu „Z rodziną na mapie Polski„, więc tym razem postanowiliśmy zrobić coś zupełnie innego – wyruszamy w podróż życia!

Jeśli nie macie jeszcze dość postów budowlanych to wiedzcie, że jestem tak sfiksowana na tym punkcie, że żadne Malediwy by tego nie przebiły. Perspektywa innego lata niż wszystkie, jest ekscytująca! A jeszcze bardziej jest ekscytująca świadomość, że każde następne lato będzie już na swoim – ze śniadaniem na tarasie, basenem w ogrodzie i z zachodem słońca na własnym niebie. W tym roku wyjazdy poczekają, bo tu na miejscu, na polu budowy mamy ostrą jazdę bez trzymanki. :)

Muszę Wam się pochwalić, że na budowie wszystko zmierza w dobrym kierunku – za 4 dni osiągamy stan zamknięty! Chociaż na zdjęciach i relacjach jeszcze Wam tego nie pokazywałam. Teraz zabieramy się za środek i ogród, którego musimy totalnie przekopać i wyrównać aby pozbyć się tej puszczy. Więc to oznacza jeszcze częstsze wizyty w naszym „prawie domu”, ale my się cieszymy! :)

Jesteśmy ludźmi z priorytetami, którzy doskonale potrafią oddzielić od siebie rzeczy ważne i ważniejsze. W tej chwili najważniejsza jest dla nas budowa, więc odpuszczamy na chwile jakiekolwiek wyjazdy, aby móc zakasać rękawy i wziąć się do roboty, aby jak najmniej było już obsuw wykończeniowych.

Często pytacie się mnie, czy zawsze zabieramy Polę i Maksa na budowę. Oczywiście, że tak! Pomimo swojego wieku, chcemy aby byli aktywni i obecni podczas wszystkich etapów tego przedsięwzięcia. Może w przyszłości nie będą tego pamiętać, ale za to będą mieli mnóstwo wspaniałych pamiątek w postaci zdjęć i filmów. Tu stawiali swoje pierwsze kroki czy odciskali rączki w świeżo wylanym betonie – coś niesamowitego!

Dzieci na budowie trzeba mieć stale na oku, aby krzywda im się nie stała, ale należy też pamiętać, że one również doskonale uczą się i kodują nowe miejsce, szybko się aklimatyzują i po części rozróżniają gdzie mogą wejść, a gdzie nie. Więc takie dziecko podczas wypadów na budowę to żaden problem, przynajmniej w naszym przypadku. Do tego zabieramy ze sobą przydatne gadżety i lato można tu spokojnie spędzać – pracować, wykańczać, podziwiać, bawić się, przeżywać i chłonąć ten niesamowity czas: te jedyne w swoim rodzaju wakacje.

Nasze dzieciaki na budowie są ekstra! One są tak kreatywne, że z każdego kamyczka zrobią ludzika, z każdej rury rynnowej zjeżdżalnie dla niego, a z rusztowania mega drabinki. Tego im zazdroszczę! Ale oprócz polegania na ich kreatywności, zabieramy ze sobą na budowę kilka przydatnych gadżetów, które mogą pochłonąć ich czas na dłużej, tak abyśmy my mogli w spokoju przypilnować fachowców czy też popracować na miejscu. Dziś je Wam pokażę! Powiedzmy, że to są nasze tegoroczne wakacyjne hity – takie lekko budowlane. :)

Małpia piramina Janod to gra zręcznościowa, która pobudza również wyobraźnię i koncentrację. Małpki trzeba układać na sobie w taki sposób, aby zbudować z nich jak najwyższą konstrukcję – piramidę lub wieżę. Gracz, który doprowadzi do jej upadku – przegrywa i zabawa rozpoczyna się od nowa. W dodatku małpki są w różnych kolorach więc możemy ćwiczyć ich rozróżnianie. Pola świetnie sobie z nimi radzi, a nie ma jeszcze 3 lat. Natomiast z Maksem bawimy się w taki sposób, że chowamy mu je w różnych miejscach, a on musi je odnaleźć. Mamy niezły ubaw.

– Plecaki prawdziwych odkrywców to kolejny gadżet bez którego nie możemy wybrać się na budowę. Maks ma rakietę Buzza Astrala, a Pola Konika Morskiego od LittleLife – tak sobie wybrali. Muszę Wam zdradzić, że nasz ogród jest prawdziwym wykopaliskiem skarbów. Tu zawsze znajdzie się nietypowy kamień, magiczny patyczek czy jakaś uszczelka. Wtedy dzieci koniecznie muszą spakować swoje odkrycie w plecaki i zabrać do domu. Nawet nie pytajcie, ile rzeczy i „skarbów” zwieźliśmy już z budowy do domu. :)

– Jeśli już spędzamy wakacje inne niż wszystkie, a pogoda funduje nam słońce prawie jak na Greckiej plaży, to nie możemy zapomnieć o ochronie! Podczas wypadów na budowę pamiętamy o kremach z filtrem. Dla dzieci 30, a dla nas 15. Moje najnowsze odkrycie to te z Derma dla osób z wrażliwą skórą, bo niestety zarówno ja, jak i dzieciaki taką posiadamy.

– Otulacze, otulacze i jeszcze raz otulacze! Aby był prawdziwy pretekst do tulenia. :) A tak serio, otulacze są moim letnim hitem i niezbędnikiem od pierwszych chwil narodzin Poli i Maksa, czyli ok 3 lat. Mamy je co sezon i świetnie sprawdzają się przy wysokich temperaturach, bez znaczenia na wiek dziecka. Czy dopadnie ich drzemka w aucie i wykorzystamy je do przykrycia (bo tak lepiej się śpi), czy posłużą jako mini kocyk, na którym rozłożą swoje zabawki, otulacze są ekstra i polecam je każdej z Was. My mamy takie piękne w gwiazdki i flamingi z Mamissima.

– Kolejny taki fajny gadżet to opaska informacyjna LittleLife, która może i na budowie jest nam zbędna, ale na spacery po okolicy lub wyjazdy w dalszą podróż jak najbardziej mogłaby się przydać. Na pierwszy rzut oka wygląda ona jak zwykła bransoletka dla dziecka, ale to tylko pozory – w środku znajduje się miejsce na włożenie karty z danymi kontaktowymi i informacjami medycznymi dziecka. O tej opasce dowiedziałam się od koleżanki, która jakiś czas temu „zgubiła” swoją 4 letnią córkę na lotnisku, bo okazało się, że mała wymknęła jej się do innych bawiących się dzieci. Na całe szczęście wszystko skończyło się happy endem i mała się znalazła, ale wszyscy najedli się mega strachu. Ja panicznie boję się takich sytuacji więc stwierdziłam, że przy okazji tego wpisu pokażę Wam to cudo, które mogłoby uratować wiele sytuacji – ale życzę Wam, aby nigdy nie było takiej potrzeby.

Jeśli o inne gadżety chodzi, to co wypad na budowę improwizujemy i zabieramy ze sobą przeróżne smakołyki i zabawki: balony, bańki, piłki, samochodziki… Staramy się aby dzieci już się tu aklimatyzowały i czuły jak w domu. W końcu niedługo tak będzie. :)

Z tych wakacji tak bardzo się cieszę. Naprawdę! To nasze pierwsze i zapewne jedyne tego typu. Nic tego nie przebije. Naprawdę! Już mam brak słów ze szczęścia. ♡