Niewątpliwe jest, że ciężka praca popłaca, a dawanie z siebie 100%, prawie zawsze zwraca się w zaskakującym tempie. Niemniej jednak, ciągła gonitwa za czymś, potrafi być męcząca i wyniszczająca – nie tylko siebie, ale i dla ludzie dookoła.

Wiecie bardzo dobrze, że cenię sobie wartości i relacje rodzinne, a także dbam o to, aby w dzisiejszych czasach nie zbłądzić i nie złapać się na pokusach, które wiele mogą zaprzepaścić. Takimi pokusami mogą być: pieniądze, kariera, popularność, życie towarzyskie czy najzwyczajniejszy w świecie święty spokój i wygoda. Im więcej ludzi poznaję, tym bardziej to dostrzegam. Coraz więcej osób goni za karierą, pieniędzmi i życiem wygodnym, zapominając równocześnie o tym, czego oni naprawdę kiedyś pragnęli. Mężczyźni ciągle pracują i wpadają w wir gonitwy, aby na ich nadgarstku pojawił się nowy złoty zegarek, a na kontach więcej zer. Kobiety nagminnie korzystają ze sprzątaczek i opiekunek, bo muszą zająć się innymi ważniejszymi sprawami – bardzo często z pozoru. I może trochę stereotypowo na to spojrzałam, ale naprawdę zastanawiam się – Co jest ważniejsze od relacji z innymi ludźmi, od rodziny, dzieci, zdrowia i własnego domu? Co jest ważniejsze aby stale za czymś gonić? Wiem, że za coś żyć trzeba, że fajnie jest z roku na rok podnosić sobie standard życia, ale jakim kosztem? Brakiem obecności w domu lub przy ważnych wydarzeniach, w zamian za gonitwę po szczeblach kariery? Kosztem tego co się dzieje tu i teraz, w zamian za idealne i pozorne zdjęcia na instagramie? Powiedźcie mi…

Kiedy ostatni raz wykonałyście rachunek sumienia? Trzeźwo spojrzałyście na własne zachowania i priorytety? Kiedy ostatni raz wyłączyłyście się dla świata i byłyście tylko dostępne dla swoich bliskich, rodzin, dzieci? Kiedy zorganizowałyście piknik bez powodu, pojechałyście nad jezioro, wyszłyście do kina czy wsiadłyście na rower, jednocześnie nie rozmawiając o pracy, tego czego chcecie lub czego nie macie? Ja to robię często i może dlatego udaje mi się to wszystko jakoś poukładać.

Ostatni miesiąc był dla nas bardzo ciężki, mieliśmy dużo pracy, problemów i kłopotów na głowie – pomimo, że zupełnie nie dawaliśmy tego po sobie poznać. Martwiliśmy się o pracowników, ja nie wyrabiałam się w terminach z własnymi projektami, na budowie stresowaliśmy się wydatkami, a kilka innych naszych planów i starań po prostu poszły się ***, no wiecie… Ale mimo wszystko, nie pozwoliliśmy aby odbiło się to na naszych relacjach, rodzinie i dzieciach. Musieliśmy w pewnym momencie zwolnić, zdystansować się i odpowiedzieć na ważne pytania – Czy te problemy są problemami bez wyjścia? Czy są tak duże, że za rok czy dwa będą również miały znaczenie? Odpowiedź jest jednogłośna – Nie.

Każdy z nas ma zupełnie inną drogę w życiu, marzy i pragnie o innych rzeczach, ale moim zdaniem wszyscy powinniśmy mieć jedną wspólną cechę: Powinniśmy od siebie dawać tak niewiele aby znaczyło to tak wiele. Może brzmi to absurdalnie, ale dla mnie spędzony czas z dziećmi, malowanie z nimi rysunków, wyjście do parku, na plac zabaw, pojechanie nad jezioro czy wyjście do kina tylko we dwoje, to tak naprawdę niewiele, a jednocześnie tak znaczące. To właśnie z małych rzeczy powstają te duże. Nigdy na odwrót. Duże rzeczy może i są zjawiskowe, ale często niosą ze sobą zniszczenie tego co mniejsze.

W ubiegły weekend wybraliśmy się nad jezioro, tylko nasza czwórka. Wykonaliśmy piękne zdjęcia: dla nas i na bloga, popracowaliśmy też chwilę i obgadaliśmy kilka ważnych tematów. Później odłożyliśmy wszystkie rozpraszacze, mniej ważne rzeczy i byliśmy tu i teraz. Piękna pogoda, wiatr we włosach, kaczki, smakołyki i śmiech dzieci. To niby takie małe, ale równocześnie tak wielkie rzeczy. ♡

A Wy, kiedy ostatni raz wyszłyście gdzieś z bliskimi? Nie w przelocie, nie na chwilę, ale dając z siebie całą obecność i zainteresowanie?

Mam na sobie: Sukienka – Lav-Mag | Buty – Renee (na hasło „ZATRZYMUJAC15” – 15%)
Pola: Sukienka – Mamunio | Rajstopki – Zara | Buty – Adidas Superstar (Footway)
Maks: Koszula, spodnie – Zara | Buty – Nike
Wózek – Chicco (recenzja TUTAJ)