Skąd czerpiesz tyle siły i motywacji? Skąd w Tobie tyle radości i wigoru, pomimo tego, że masz dwójkę małych dzieci, etat i dom na głowie? Jak Ty to robisz i jak dajesz ze wszystkim radę? Ja tak nie potrafię…

Nie ma dnia, abym nie znalazła od którejś z Was tego typu wiadomości w swojej skrzynce mailowej czy w szufladce instagrama. Wielokrotnie przecieram oczy ze zdumienia… Bo jak to? Kobieta, czegoś nie potrafi, nie może? Niemożliwe! Nie ma opcji. Ktoś czasem może i ma prawo w Was zwątpić, ale NIGDY przenigdy nie możecie Wy same zwątpić w siebie. No nie możecie i już!

To nie jest tak, że ja wiecznie chodzę szczęśliwa, podskakuje z nóżki na nóżkę, podśpiewuje jak skowronek i mam na wszystko czas czy chęć. Tak się po prostu nie da, bo żaden człowiek nie funkcjonuje w ten sposób. Każdy ma swój lepszy i gorszy czas, każdy ma inny charakter, różny próg motywacyjny i różne poziomy radości – jakkolwiek by to nie brzmiało. Ja w życiu wyznaję pewną zasadę: Żyj dobrze i daj też tak żyć innym. Wiem, oklepane na maxa, ale naprawdę funkcjonuję w ten sposób każdego dnia. Nie oglądam się na innych, chyba, że ktoś mnie motywuje, nie porównuję swoją miarą innych, staram się nie przeżywać złych rzeczy zbyt długo i skupiam się tylko na samych pozytywach – wręcz wyolbrzymiam szczęście. Każdy najmniejszy sukces czy powodzenie celebruje, a każdą potyczkę odkładam na kupkę z innymi potyczkami, aby później z nich wszystkich zrobić drabinę doświadczeń, która zaprowadzi mnie wysoko i tam gdzie będę chciała. Boże, jakie to oklepane się wydaje jak piszę, ale serio tak myślę. Musicie mi uwierzyć na słowo.

Pamiętajcie, kiedy będzie Wam źle, to zawsze będzie Wam się wydawało, że wszyscy ludzie dookoła mają lepiej. Kiedy będziecie się radować to zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie tę radość próbował przygasić. Cały sens jest taki, że między tym wszystkim trzeba znaleźć złoty środek, taki pod siebie. Niestety nie ma do tego instrukcji, tego trzeba próbować każdego dnia.

A wracając już tak do Waszych wiadomości. Pamiętajcie, że blogi, media społecznościowe, piękne i wymuskane zdjęcia to tylko drobny urywek czyjegoś życia, który podglądacie przez dziurkę do klucza. Widzicie tyle, ile ten ktoś chce abyście zobaczyli. Za tym wszystkim też stoją niepowodzenia, zmęczenie, bałagan i gorsze chwile, które przecież lepiej trzymać dla siebie. Najlepiej dzielić się sukcesem, dobrym dniem, czymś głębokim i szczerym. Ja moją szczerość dla Was zamieniam w spiralę pozytywnych emocji, bo szkoda mi przestrzeni na negatywne rzeczy. Pomimo tego, że też mam takie dni, w których muszę się porządnie wypłakać, aby ciśnienie ze mnie uszło. Nie jestem też alfą i omegą, nie umiem wszystkiego i też nie wszystko mi wychodzi, nie na wszystko mam siłę i nie zawsze robię to na co mam ochotę. Mam ludzi, których kocham i na których mogę liczyć, pomimo, że ubolewam nad tym, że w moim życiu nie spotkałam takich osób, których mogłabym nazwać bezwarunkowymi przyjaciółmi (to gdzieś zawsze ciążyło mi na sercu). Otaczam się też dobrobytem na którego ciężko zapracowałam, ale też boję się, że czasem czegoś nie przypilnuję i wszystko zaprzepaszczę. Niby jestem młoda i zdrowa, ale jak człowiek głębiej pogrzebie to aż sam się boi. To takie przykłady, kompletne przeciwieństwa, ale jednak mają miejsce w naszym życiu.

Skąd czerpię tyle siły, radości i motywacji? Może to oklepane (kurcze znowu), ale to wszystko czerpie z życia. Motywacje wysysam ze wszystkiego dookoła, od innych ludzi, z natury, filmów, cudzych powodzeń, albo i najczęściej korzystanego narzędzia: z muzyki – trochę taka niespełniona piosenkarka bez głosu jestem… Mogłabym tak wymieniać długo. Grunt to dostrzegać małe rzeczy w miejscach, które są niepozorne, ale z ogromnym potencjałem – widzieć coś, czego nie widzą inni. Powiedz mi, kiedy ostatni raz założyłaś ulubioną sukienkę, wzięłaś psa i poszłaś na spacer po łące? Tak po prostu, spacerując, rozmyślając i planując, a nie ciągle za czymś goniąc? Kiedy ostatni raz wyszłaś gdzieś sama i zrobiłaś to na co masz ochotę? Tu bez przemyśleń o tym, co powiedzą inni? Czy kiedy ostatni raz puściłaś w domu muzykę i potańczyłaś przed lustrem? Tak po prostu? Ja często tańczę, dla mnie dzień bez tańca jest dniem straconym, nawet jeśli jestem gwiazdą estrady tylko w mojej głowie. Bo wszystko zaczyna się w naszej głowie!

Dziewczyny proszę Was, nie bądźcie w stosunku do siebie tak krytyczne, nie mierzcie innych swoją miarą i nie szukajcie problemów tam gdzie ich nie ma. Niestety wiem, że często to robimy, bo mamy to w naturze, ale możemy temu jakoś pomalutku zaradzić. Jeśli jesteście zdrowe to naprawdę macie wszystko. Jeśli macie rodzinę i dobrych ludzi dookoła siebie to jesteście milionerkami. I może się powtórzę, ale cała reszta leży już w naszych rękach, czy będziemy żyć szczęśliwie czy z wiecznym marudzeniem i niezadowoleniem – niezależnie od statusu. Wykonajcie rachunek sumienia i odpowiedzcie sobie na pytanie: jak chcecie żyć? Czy na końcu swej drogi powiecie: „Kurczę, miałam cholernie dobre życie!” czy może „Mogło być lepiej…”. Ja chcę należeć do tej pierwszej grupy i serdecznie Was do niej zapraszam.

Wiecie co jeszcze zauważyłam? Osoby, które w życiu miały trochę pod górkę, ale w końcu się na nią wgramoliły to później mają łatwiej. Nie dzięki komuś, tylko dzięki samym sobie! Bo nie rozczulają się nad sobą, tylko działają i walczą o lepsze jutro. Ja w życiu nie zawsze miałam łatwo, ale nie rozdrapuje ran, jestem za nie wdzięczna, bo teraz czerpię z nich siłę i radość z życia. Tak po prostu. I jeśli tym postem, zainspiruje chociaż kilka z Was do czerpania tej siły, to dla mnie będzie sukces. Będę to celebrować i wyolbrzymiać tę radość – jak zawsze. Jeśli komuś to przeszkadza? To jego problem, nie mój. Bo pamiętajcie, nie ma nic złego w wyolbrzymianiu swoich powodzeń, talentów, sukcesów i radości. Tak trzeba żyć. Dobrze. Szczerze. W zgodzie ze sobą.

Sukienka, buty – Renee | Kapelusz – Asos