Dla mnie silna kobieta to kobieta niezależna, jednocześnie niebojąca się uczuć i wrażliwości, znająca swoje wartości, zalety, ale i największe słabości. Silna kobieta to taka, która również popełnia błędy, ale zamiast po nich rezygnować, wyciąga z nich cenną lekcję i wnioski i brnie dalej. A co najważniejsze, nie podkopuje dołków pod innymi kobietami, tylko motywuje i ciągnie je ze sobą w górę… Tutaj można by wywodzić się w temacie godzinami, ale wraz z minionym Dniem Kobiet naszły mnie pewne refleksje. Siła to pojęcie względne, które ma tysiące różnych spostrzeżeń i które każda z nas odbiera inaczej. A Ty? Uważasz się za silną kobietę? Bo ja siebie tak, chociaż nie zawsze tak było.

Wydaje mi się, że w większości przypadków, świadomość samej siebie i swojej siły przychodzi wraz z wiekiem oraz dzięki doświadczeniom, które przeżyłyśmy. Te, które w swoim życiu miały naprawdę ciężko, ale jakoś stanęły na nogi i odbiły się jeszcze wyżej, niewątpliwie sobie jeszcze niejednokrotnie poradzą. Natomiast te, które całe życie miały z górki i były wręcz skazane na sukcesy, zapewne też sobie poradzą. A może się mylę? Jak uważacie? Bo mnie się wydaje, że nie ma co siebie nawzajem porównywać, bo niezależnie od etapu życia, przeżyć, wieku, kultury, rasy i stanu materialnego, wszystkie mamy jedną wspólną cechę – jesteśmy stworzone do dużych rzeczy, bo siła jest kobietą!

„Siła jest kobietą” to od pewnego czasu mój ulubiony cytat, który wdrażam w swoje życie każdego dnia i w 100% się z nim utożsamiam. Dla mnie już dawno nie istnieją słowa: nie możesz, nie wyjdzie ci, nie dasz rady. Zamieniłam je na: spróbuję, zawalczę z całych sił, wyjdzie mi! Obecnie żyjemy w czasach, w których powoli zaciera się ta różnica między kobietą, a mężczyzną jeśli chodzi o równouprawnienie – chociaż nie zawsze. Kobiety coraz częściej zasiadają na najwyższych stanowiskach największych firm, występują w rolach policjanta, strażaka, rajdowca czy jakiegokolwiek innego „typowo męskiego” zawodu. Dla mnie to ekstra i z całych sił kibicuję każdej z Was, która walczy o swoje marzenia, a tym bardziej łamie te stereotypy. Jednak wstyd mi za kobiety… chociaż nie – bardziej mi ich żal… które nie wierzą w siebie, w swoje możliwości oraz siłę. Nie chcę tu wrzucać wszystkich do jednego wora, ale głównie chodzi o takie „wygodne”, które pracują na swoje dobra ciałem, sponsoringiem i innymi śliskimi zagraniami. W dobie internetu i instagrama, widzimy takich zjawisk mnóstwo. A szkoda, bo każda z nas ma ręce (niekoniecznie tyłek i cycki), pomysły i możliwości, dzięki którym same sobie będziemy mogły zawdzięczać sukces. Ale okej, niech każdy żyje jak chce. :)

Czy zastanawiałaś się może nad własną osobą, nad własną siłą oraz tym, co osiągnęłaś? Czasem biegniemy tak szybko przez życie, że pewne rzeczy umykają nam przez palce, gonimy za niewiadomo czym i często nie potrafimy się cieszyć z tego co mamy, bo stale nam czegoś mało. To smutne. I właśnie miniony Dzień Kobiet skłonił mnie do refleksji, do zastanowienia się nad tym wszystkim i podsumowań.

I teraz mam pytanie do Was – Czy uważasz się za silną kobietę? Potrafisz siebie docenić i zdać sobie z tego sprawę? Bo ja tak!

Jestem silną kobietą, bo pokonałam stany nerwicowe i depresyjne i wyszłam z tego ze zdwojoną siłą. A nie każda z Was o tym wie – w końcu tu tak zawsze kolorowo i cukierkowo. Niestety bywały w moim życiu naprawdę ciężkie chwile, o których mało kto tak naprawdę wiedział. Ciężko było mi się pozbierać i zmotywować o lepsze życie, a jednak… teraz to ja motywuje Was!

Jestem silną kobietą, bo urodziłam dwójkę cudownych dzieci! Dałam radę mimo bólu, strachu i obaw. I wydaje mi się, że każda kobieta, która doświadczyła porodu i narodzin cudu, zasługuje na miano superbohaterki!

Jestem silną kobietą, bo jestem niezależna. Pomimo tego, że mam rodzinę i wsparcie cudownego partnera, na którego zawsze mogę liczyć, i na dobrą sprawę mogłabym tylko siedzieć w domu i zajmować się „tylko” dziećmi, to mimo wszystko chcę sama zapracować na własny sukces i mieć coś własnego. Prowadzę własną firmę, sama pracuje i zarabiam na swoje zachcianki, przyjemności i utrzymanie rodziny. Ja muszę mieć świadomość, że niezależnie od sytuacji, zawsze sobie SAMA poradzę. To mi daje spokój i samospełnienie.

Jestem silną kobietą, bo wiem co to jest nie mieć nic i zaczynać od zera. I to właśnie pewne doświadczenia mnie w tym przekonały, że tą całą siłę zdobywamy dzięki minionym wydarzeniom. Kiedyś to ja w czymś zaczynałam, kiedyś to ja czegoś nie potrafiłam, a teraz na tym miejscu są inne kobiety – zamiast je przez to poniżać to pragnę motywować i ciągnąć w górę. To jest naprawdę fajne!

Jestem silną kobietą, bo mam rodzinę! I to właśnie ona wydobyła ze mnie tę całą siłę oraz pewność siebie.

Jestem silną kobietą, bo ćwiczę i walczę z własnymi kompleksami. Tak jak wspominałam na samym początku posta  – silna kobieta to taka, która jest świadoma swoich zalet oraz największych słabości i wad. Ja swoje wady znam doskonale, a o największych zaletach stale się uczę. Od urodzenia drugiego dziecka ćwiczę, a od niedawna tak konkretnie i muszę przyznać, że na maxa się w to wkręciłam. Waga to była moja największa zmora, a już powoli udaje mi się z nią rozstawać. I to jest właśnie dla mnie ta siła! Zamiast sobie odpuszczać i wmawiać, że czego nie dam rady zrobić, biorę sprawy w swoje ręce i jadę z tym życiem! :)

Jestem silną kobietą, bo z wiekiem zdałam sobie sprawę, że … nie muszę już niczego udowadniać, mogę żyć jak zechcę i spełniać się w jakikolwiek sposób tylko zapragnę, a co najlepsze – to wszystko przekazuję swojej córce, aby od najmłodszych lat już wiedziała, że tę siłę to ona ma wrodzoną w sobie i musi ją tylko wydobyć.

A Ty? Uważasz, że siła jest kobietą?