Dalej podróżujemy z rodziną na mapie Polski. W tym roku byliśmy już w kilku miejscach nad morzem, a także w górach. Kilka miejsc Wam pokazałam, a o innych… zapomniałam lub nieodpowiednio się przygotowałam przez co materiał nigdy nie ujrzał światła dziennego. Ale jak to się mówi „Mądry Polak po szkodzie”. Jednak obiecuję Wam, że od teraz każde ciekawe miejsce, które odwiedzimy pokażę Wam na blogu. Bo jak się okazuje temat fajnych miejscówek na wyjazd rodzinny w naszym kraju, jest tematem bardzo rozchwytywanym, a w sieci niestety są bardzo duże braki w tej kwestii. Ja Was nie zawiodę! Będę przygotowywała wszystko w kontekście rodzinnego odpoczynku i rekreacji. :)

Pamiętacie naszą ostatnią miejscówkę w domku na drzewach? O  dokładnie chodzi. Myślałyście, że to tak oryginalne, że nic tego nie przebije? To dziś zabierzmy Was do czegoś zupełnie przeciwnego. Zapraszam Was do… domku na wodzie, w którym zamieszkaliśmy na kilka dni!

Domki na wodzie w Polsce? Przecież to nie Malediwy! Ale jak się okazuje, mamy swoją własną wersję, która zwie się HT Houseboats. :)

Pierwszy raz odkryłam te miejsce w programie „Tu jest pięknie” prowadzony przez Dorotę Szelągowską. Gdy tylko zobaczyłam ten odcinek to wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, aż tam zawitamy. Ja wprost uwielbiam takie nietypowe lokalizacje i noclegi. Nie dość, że to fajne urozmaicenie dla dorosłych, to w dodatku prawdziwa przygoda dla dzieci, które wiadomo, jak wszystko przeżywają i interpretują na swój sposób. Ja chcę jak najwięcej odkrywać i pokazać im tego typu miejsc, aby kiedyś miały masę zdjęć i mnóstwo wspomnień. To są rzeczy bezcenne.

Lokalizacja z domkami na wodzie znajduje się w Mielnie, nad jeziorem Jamno, a od morza ok 300-400m. Domki są usytuowane przy pomoście i są stworzone (o ile się nie mylę) z kontenerów morskich. Mamy 10 domków do wyboru, o przeróżnej wielkości i z różnymi dodatkami typu: sauna, prywatna motorówka, jacuzzi itd. My postawiliśmy na jeden z większych domków HT3 o wielkości 40m2.

Nasz domek posiadał salon z w pełni wyposażonym aneksem kuchennym, dwie sypialnie i dwie łazienki. Dodatkowo w cenie naszego domku, mieliśmy własną saunę i prywatną motorówkę z nieograniczonym dostępem do paliwa, z której mogliśmy korzystać do woli. Natomiast każdy domek zapewnia również takie urozmaicenia jak: kominek, zestaw wędkarski, stół do ping ponga, gry planszowe, hamak i telewizor. W dodatku na terenie obiektu mogliśmy korzystać z dodatkowego sprzętu wodnego, kajaków, rowerków, tandemu, dodatkowej sauny pływającej (znajdującej się w oddzielnym domku), placu zabaw, trampoliny, mini parku linowego i ogrodu z ziołami. Z tego co wiem, obiekt w sezonie rozstawia jeszcze duży basen przy brzegu jeziora czy funduje wieczorami ognisko. Także atrakcji jest tu sporo!

Muszę przyznać, że klimat jest, zwłaszcza rano, dzięki ogromnym oknom, które są skierowane wprost na wschód słońca. Budzisz się, fale uderzają o brzeg domku, a Ty napawasz się widokiem przy śniadaniu. W takim miejscu to chyba plus, że dzieci budzą nas tak wcześnie. :)

Z tego co zdążyłam zauważyć, każdy z dostępnych domków w HT Houseboats jest urządzony w niby spójnym, ale i innym klimacie. U nas dominowało drewno i biel. Wszystko było bardzo minimalistyczne i zabudowane. Drzwi były ukryte jakby w szafach, to samo tyczyło się łazienek. Jedynie co to sauna była przeszklona prosto z jednej sypialni – daje to fajny klimat, w szczególności dla par.

Z dodatkowego wyposażenia dostaliśmy jedno łóżeczko dziecięce dla Maksa. Natomiast Pola spała na rozkładanej kanapie w salonie. Z początku miała ona spać w drugiej sypialni, ale łóżka są tak bardzo wysokie (trzeba się na nie prawie wspinać), że woleliśmy nie ryzykować gdyby w nocy się obudziła. Dlatego dzieciaki zasypiały wieczorem w naszej sypialni, my korzystaliśmy z salonu, a później robiliśmy wymiankę – Pola na kanapę, Maks do łóżeczka, a my do sypialni. Na zdjęciu poniżej widać jaka to mała odległość, za otwartymi drzwiami po prawej stronie jest już sypialnia.

Jak wyglądało wyżywienie? Obiekt zapewnia śniadanie w cenie domku. Było ono dostarczane codziennie rano w formie kosza wiklinowego pod same drzwi. Muszę przyznać, że śniadania są naprawdę bogate, ponieważ ani razu nie było sytuacji, że nasza 4-osobowa rodzina dała radę wszystko zjeść. Było tego naprawdę dużo, wszystko było pyszne i bardzo urozmaicone. Codziennie było serwowane co innego – od parówek, po jajka, sałatki, kanapki, dżemy, sery, szynki, owoce, koktajle, gorące czekolady, soki, rogaliki… Natomiast obiady były już we własnym zakresie, obiekt ich po prostu nie przygotowuje.

Z obiadami było tak, że mieliśmy w planach wychodzić sobie coś zjeść, marzyła mi się prawdziwa nadmorska rybka, ale Mielno poza sezonem świeci pustkami. My o tym nie wiedzieliśmy, ponieważ pierwszy raz tam byliśmy i dosłownie wszystko było pozmykane, a na ulicy spotkaliśmy osoby, które możemy policzyć na palcach jednej ręki. Więc pojechaliśmy do sklepu, nakupowaliśmy produktów i w domku gotowaliśmy sobie sami. To też jakaś alternatywa – zwłaszcza dla rodzin z dziećmi, które wolą same gotować, a nie tłuc się po knajpach.

Jak na listopad pogody nie mieliśmy złej. Nie było zimno, nie było też specjalnie wietrznie, ale niestety bywało, że padało. Mimo wszystko zaliczyliśmy spacer na plaży nad morzem, a Mariusz popływaj sobie motorówką po jeziorze. Obstawiam, że gdyby był to sezon to wszyscy byśmy z niej skorzystali. Może następnym razem…

Kiedy pochwaliłam się Wam tym miejscem na moim instagramie to muszę przyznać, że spotkałam się z niesamowitym odzewem. Moja skrzynka prywatna pękała w szwach od Waszych wiadomości. Bardzo mnie to cieszy, że jeden z naszych wyjazdów tak Was zaskoczył i zainspirował do odwiedzenia oryginalnego i nietypowego miejsca. ♡

ALE! Odezwały się też do mnie dziewczyny, które tam były lub przechodziły w innym okresie w roku i napisały, że to wszystko wygląda zupełnie inaczej – jezioro śmierdzi, a dookoła jest bałagan. Hmm… ja nie wiem jak to wygląda w sezonie, kiedy faktycznie są tam tłumy, ale moim zdaniem poza sezonem domki na wodzie mają swój urok. Nam naprawdę się podobało, była cisza i spokój i przede wszystkim nie czuliśmy niepokojących zapachów ze strony jeziora. Dookoła było pusto więc trudno stwierdzić o jakimkolwiek bałaganie. Rozumiem, że musiało im chodzić o okolicę? Natomiast co do domków, nie mam żadnych zastrzeżeń. Żadnych! Jest porządek, wszystko jest utrzymane w fajnym klimacie i bardzo funkcjonalnym. Jest to nietypowe miejsce, które moim zdaniem każdy chociaż raz w życiu powinien odwiedzić.

Czy w domkach na wodzie jest bezpiecznie dla rodzin z dziećmi? To było jedno z najczęściej zadawanych przez Was pytań. My pojechaliśmy z dwójką dzieci i jak widać dwójka dzieci z nami wróciła – czyli nikt się nie potopił. :) A tak całkiem poważnie. Miejsce jak to miejsce, w przypadku z dziećmi zawsze trzeba mieć rezerwę i trzeba wszystkiego bardzo pilnować. Tu mamy to, że są te pomosty i jest ta woda. Dla malutkich dzieci jest to zagrożenie więc trzeba nosić na rękach i zamykać drzwi wychodzące na wodny taras. W przypadku starszych dzieci myślę, że to nie będzie większy problem, bo już powinny więcej rozumieć, ale mimo wszystko – zawsze trzeba mieć na oku! Z wodą nigdy nie ma żartów, nawet w przypadku dorosłych i np w połączeniu z alkoholem!

Dodatkowo w domku mamy kominek, który dla co niektórych rodzin z dziećmi może być jakimś tam zagrożeniem, ale dla nas nie był to jakiś większy problem. W pierwszy dzień zrobiliśmy prowizoryczną balustradę z dostępnych w domku leżaków, a w kolejnych dniach Pola i Maks już wiedzieli, że nie wolno do „tego czegoś” się zbliżać, bo parzy. Czyli dla nas to drobnostka, ale wolę Wam o tym wspomnieć już tak na zapas.

W domku na wodzie spędziliśmy dokładnie 3 noce i 4 dni. Przez większość dnia nie robiliśmy… nic. Pojechaliśmy tam totalnie się zresetować i wypocząć – adekwatnie do tego, ile z dziećmi można. :) Po prostu spędzaliśmy ze sobą czas, bawiliśmy się z dziećmi, sami graliśmy w ping ponga i gry planszowe, korzystaliśmy z motorówki, oglądaliśmy filmy i po prostu napawaliśmy się widokami oraz tym, że byliśmy naprawdę tak blisko wody. Najfajniejsze były wieczory, kiedy kładliśmy się spać, a tuż przy oknie biły fale i było słychać ten dźwięk. Przy większym wietrze było czuć, jak domek delikatnie się buja.

Czy polecam Wam HT Houseboats? Zdecydowanie! Jeśli jesteście tak samo jak my żądni przygód i kochacie nietypowe miejsca to te domki są wprost do tego stworzone. Byliśmy poza sezonem, ale nie ukrywam, że jestem też ciekawa jak wygląda tu w typowym okresie letnim – kiedy słońce świeci i jest masa ludzi, którzy jednocześnie się bawią i korzystają z atrakcji wodnych. Na wyjazd rodzinny? Idealnie! Na rocznice czy romantyczny wyjazd tylko we dwójkę? Jak najbardziej! Dla paczki znajomych aby poimprezować? Jeszcze lepiej! Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

I na koniec cena. Czy tu jest drogo? Drogo to pojęcie względne, dla jednego może być drogo, a dla drugiego nie – cennik znajdziecie na stronie. Jeśli od siebie mogę coś dodać to lepiej wybrać się tu poza sezonem lub poza weekendem, kiedy ceny są jednak trochę niższe. Jest jeden wielki i dwupoziomowy domek, który ma ponad 132m2, a jego cena moim zdaniem jest kolosalna. Za to mniejsze domki, taki jak nasz lub nawet o połowę mniejsze, mają już moim zdaniem znacznie korzystniejszą ofertę – można też pojechać w więcej osób i podzielić się kosztami. Moim zdaniem te domki na wodzie są warte tych pieniędzy, bo spójrzmy na to od strony czysto biznesowej – utrzymanie takiego miejsca również kosztuje, płacimy też za jakość i coś innego niż zwykle. Moim zdaniem chociaż raz warto tu przyjechać i wydać te pieniądze. Wspomnienia i przeżycia będą bezcenne. :)

Pomyślcie tylko… budzić się z takim widokiem jak poniżej. ♡

I na sam koniec mam dla Was coś ekstra! Nasz pobyt w domku na wodzie w pigułce, w formie rodzinnego video – tak dla urozmaicenia. Dla nas w formie pamiątki, aby dzieci nigdy nie zapomniały, a dla Was, abyście mogły zobaczyć jak to faktycznie wszystko wygląda. Miłego oglądania! Jeśli się Wam spodoba to dajcie koniecznie łapkę w górę lub po prostu subskrybujcie mój kanał. :)