Kto z Was w dzieciństwie marzył o własnym domku na drzewie? Albo kto z Was spełnił marzenie swoich dzieci i postawił taki w ogrodzie? Ja niestety takiego się nie dorobiłam, ale na „starsze” lata udało mi się chociaż w małym stopniu spełnić moją dziecięcą fantazję. Wszystko to się stało dzięki naszej ostatniej rodzinnej wycieczcie, wśród natury i kompletnej ciszy. Zamieszkaliśmy na kilka dni w drewnianym… domku na drzewie! Wersja dziecięcego domu wśród drzew w formacie XXL? Uwierzcie mi, że byłam w raju!

Wydaje mi się, że domy na drzewach dla całych rodzin to coś oryginalnego i raczej mało spotykanego. Na mapie Polski można naliczyć tylko kilka takich miejsc. Jednym z nich jest Dolina Charlotty, o której naopowiadała mi koleżanka. Zdradziła mi, że to jedne z lepszych miejsc z atrakcjami dla dzieci, w którym kiedykolwiek była. Tak mnie nakręciła, że zapragnęłam tam pojechać i przekonać się na własne oczy. I wiecie co? Przyznaje jej całkowitą racje! To miejsce ma niezliczoną ilość atrakcji.

Dolina Charlotty znajduje się w Słupsku (do plaży w Ustce mamy rzut beretem) i jest to centrum wypoczynkowo-konferencyjne, położone nad Jeziorem Zamełowskim. Mamy tam chyba wszystko czego dusza zapragnie – od stylowych i luksusowych apartamentów w głównym budynku, po pensjonaty w Rybaczówce, które są położone na wyspie jeziora oraz klimatyczne drewniane domki, które są na wysokościach wśród drzew. To wszystko znajduje się na terenie jednego obiektu także każdy znajdzie coś dla siebie. I jedno jest pewne, to właśnie tutaj idealnie się zresetujemy i odłączymy od świata. Dookoła Doliny Charlotty nie mamy nic oprócz dzikiej natury – jesteśmy totalnie odłączeni od świata.

Ze względu na to, że nasze wyjazdy zawsze kończyły się w bardzo wygodnych hotelach z basenem, to tym razem fajnie było zasmakować czegoś zupełnie przeciwnego. Trochę odłączyliśmy się od wszystkiego, wyciszyliśmy, zwolniliśmy i po prostu spędzićliśmy czas na łonie natury w swoim towarzystwie. Domki na drzewach okazały się ku temu idealnym rozwiązaniem. Było to coś zupełnie innego niż doświadczaliśmy do tej pory. Tego nie da się opisać, tam po prostu trzeba pojechać i spędzić chociaż jedną noc aby poczuć jakie to świetne uczucie. To niby tylko domek na drzewie, ale nie wiecie jaką sprawia frajdę, spełnia marzenia z dzieciństwa i wśród tych wszystkich drzew skłania do różnych refleksji. Tam jest taki klimat, który zbliży jeszcze bardziej chyba każdą rodzinę. Zapomina się o codzienności, pracy, wifi i wszystkich mediach społecznościowych. Tam liczy się tu i teraz.

Domków na drzewach na ternie Doliny Charlotty nie ma zbyt wiele, wszystkie położone są na jednej ścieżce, na uboczu całego obiektu, są zakamuflowane gęstymi drzewami i odgrodzone bramą aby nocujący tu mogli zastać tylko ciszę i spokój.

Jak wygląda taki domek w środku? Wszystko jest mega klimatyczne i jak najbardziej zbliżone do natury. Także widać w nim jak największą ilość drewna, a także meble, które w 100% są ręcznie wykonane. Dopracowany jest każdy szczegół. Z tego co się orientowałam wszystkie domki składają się z salonu, jednej sypialni, łazienki i tarasu. Nasz jako jedyny posiadał dwie sypialnie i dodatkowy wiatrołap także mieliśmy szczęście, że udało nam się go zarezerwować w wybranym przez nas terminie.

Do samego domku wchodzi się po schodach, następnie mamy taras na którym możemy rozpalić grila lub po prostu posiedzieć sobie wśród gałęzi drzew. Następnie był wiatrołap, który był przejściem do mini salonu – piszę mini, bo on był naprawdę mini (ale taki jego urok) – który był w kształcie litery L. Prosto z salonu były schody, w górę i w dół – do pierwszej sypialni na antresoli i do drugiej sypialni w dole, która była podwieszona pod domkiem. Na antresoli mieliśmy balkon, który miał widok na stadninę koni, a w sypialni niżej mieliśmy okno tuż przy samym łóżku przez które mogłam się wpatrywać bez końca tuż przed pójściem spać. To właśnie tam narodziły się mojej głowie nowe pomysły i refleksje, które mam zamiar niedługo realizować. :)

W domku głównie poświęcaliśmy czas sobie nawzajem. Czytaliśmy bajki, rysowaliśmy, bawiliśmy się z dziećmi, dużo rozmawialiśmy czy po prostu leżeliśmy i odpoczywaliśmy. O dziwo przy dzieciach się udało – to chyba przez to dotlenienie na świeżym powietrzu. :)

Jak wyglądało wyżywienie? W pakiecie z noclegiem mieliśmy śniadanie, ale dodatkowo wzięliśmy sobie obiadokolację, która była w formie bufetu. Restauracja znajdowała się w głównym budynku Doliny Charlotty, czyli ok 800m od miejsca w którym znajdował się nasz domek. Także trzeba trochę dojść. Przy pięknej pogodzie to idealna sprawa aby sobie pospacerować, ale niestety kiedy my byliśmy to momentami padał deszcz. Więc na śniadania i obiady dojeżdżaliśmy po prostu samochodem. Szkoda, że w takich przypadkach kucharze nie serwują posiłków w formie kosza piknikowego pod drzwi domków. Ale z drugiej strony… to może dobrze? Bo taki wypad na posiłek można potraktować jeszcze bardziej rekreacyjne, niż siedzenie stale w jednym miejscu, prawda? :)

Jedzenie było przepyszne, a sama restauracja, jak i główny budynek, były mega klimatyczne. Wszędzie cegły, drewno i obrazy. Naprawdę, te miejsce ma swój klimat. A to jeszcze nie wszystko…

Dolina Charlotty oprócz noclegów i restauracji ma znacznie więcej w swojej ofercie. I właśnie to „więcej” zaraz po domkach na drzewach zachęciło mnie aby odwiedzić te miejsce. Do dyspozycji gości jest jeszcze basen, strefa saun, jacuzzi, Spa Bali Hai, sala zabaw dla najmniejszych oraz Rock Pub z kręgielnią i bilardem. A i tak to jeszcze nie wszystko! Zaskoczę Was, bo na terenie obiektu znajduje się Zoo do którego przyjeżdżają ludzie zarówno z okolicy, jak i dalszych części Polski.

Zoo tutaj było naprawdę urokliwe i zrobiło na mnie pozytywne wrażenie ze względu na to, że był pokazany nacisk na zwierzęta, które występują w naszych polskich lasach. Wszystko było w nim takie zadbane i dopracowane.

Oprócz samego Zoo widzieliśmy też Wodne Zoo Safari z tematycznymi wysepkami: Afryka, Ameryka Płd. i Australia, a także najbardziej rozchwytywaną wyspą lemurów. Dodatkowo do dyspozycji gości widzieliśmy dwie łodzie motorowe MS Ustka i MS Darłowo, które na swój pokład zabierają każda po 26 pasażerów.

A gdyby atrakcji było mało, w Dolinie Charlotty widzieliśmy jeszcze park linowy, krainę bajek (i czadowy domek krasnoludków), a także stadninę koni. Jednak nic nie zrobiło na nas takiego wrażenia jak wypad do fokarium i foki, które potrafią więcej niż nasz… pies. Naprawdę! Foki potrafiły aportować, dawać buziaka, turlać się, a nawet przybijać żółwika. A to wszystko było połączone z nauką, zabawą i sprawdzaniem ich stanu zdrowia. Coś niesamowitego.

Także musicie sobie wyobrazić, jakie zainteresowanie i radość wykazywały nasze dzieci. Dom na drzewie, natura, masa zwierzątek, sala zabaw, basen, pyszne jedzenie i istna sielanka. Mówię Wam, to wprost idealne miejsce dla rodzin z dziećmi.

Po całym dniu pełnym atrakcji dzieciaki padały jak kawki, a my mieliśmy czas dla siebie. Mogliśmy wtedy usiąść na tarasie wśród drzew i pod rozgwieżdżonym niebem, rozpalić grila, wypić lampkę wina i po prostu rozmawiać do późnych godzin nocnych. Dało nam to naprawdę wiele, bo w codziennym życiu wszystko tak pędzi, że często brakuje nam czasu na jakąkolwiek refleksję. W dodatku to właśnie tam narodził się pewien pomysł i kolejne marzenie, które niedługo mam nadzieję uda mi się realizować. Trzeba jednak czasem zwolnić, bo warto naprawdę…

Także jeśli nie macie pomysłu na rodzinny wyjazd lub znudziły Wam się te typowo luksusowe hotele to takie domy na drzewach, jak i cała Dolina Charlotty są naprawdę fajna odmianą aby oderwać się chociaż na chwilę od rzeczywistości. I wiecie co? Aż żałuję, że dopiero tutaj wzięłam się za pomysł realizowania pełnych relacji z naszych wyjazdów – a w tym roku byliśmy już w kilku fajnych miejscach na mapie Polski. Cóż, jednak ta natura ma coś w sobie, że motywuje i ładuje baterie jak nigdzie indziej. Odtąd będę pokazywała każde fajne miejsce, które odwiedziliśmy. To gdzie następnym razem? :)