Witam Was w kolejnym wpisie z cyklu „Z rodziną na mapie Polski”. Ledwo co rozpoczęliśmy rok, a nam już udało się wyskoczyć na kilka dni prosto nad morze. Było cudownie! Zatrzymaliśmy się w hotelu Aquarius SPA w Kołobrzegu i to właśnie on będzie głównym bohaterem dzisiejszego materiału. Przedstawię Wam kolejne fajne miejsce, wprost stworzone dla rodzin z dziećmi, które sami sprawdziliśmy.

Domyślam się, że na sam wypad nad morze długo bym nie musiała Was namawiać. W końcu mamy piękne plaże i urokliwe miejsca wzdłuż całego wybrzeża, więc taki wyjazd to sama przyjemność. Jednak znaleźć takie miejsce, które w 100% umili i ułatwi nam pobyt z dziećmi to już trochę większe wyzwanie, zwłaszcza dla takich ludzi jak my – wymagających.

Dlaczego Aquarius SPA? Bo słyszeliśmy o nim dużo pozytywnych opinii, widzieliśmy na stronie, że ma fajny basen oraz salę zabaw dla dzieci, znajduje się bardzo blisko plaży (5 minut spacerkiem) i naprawdę fajnie prezentuje się z zewnątrz – efekt szklanej, kolorowej fasady budynku robi ciekawe wrażenie zwłaszcza po zmroku, kiedy przechadzamy się korytarzami hotelu.

Do tej pory przedstawiałam Wam głównie dość nietypowe miejsca na wyjazdy (domki w drezwach czy na wodzie), ale tym razem chcieliśmy dla odmiany wyskoczyć w zupełnie (z pozoru) zwyczajne miejsce, gdzie wszystko jest i o nic nie musielibyśmy się martwić. I muszę przyznać, że zostałam pozytywnie zaskoczona. Duży hotel nie zawsze kojarzy się z czymś przytulnym, a tu jednak tego nie zabrakło. Od wystroju, po obsługę czy komfort i samopoczucie gościa – śmiało możesz w laczuszkach śmigać sobie na śniadanie czy w szlafroku przez korytarz. Coś potrzebujesz to dzwonisz i masz. Pełen luksus, wygoda i brak presji o cokolwiek.

Pokój w którym się zatrzymaliśmy nie był zwykłym pokojem, a dwupokojowym apartamentem. Jeśli mamy możliwość to zawsze na wyjazdach wybieramy tego typu opcję, bo przy dwójce dzieci, jednak ta dodatkowa sypialnia zawsze się przydaje. Apartament był naprawdę duży i przestronny, posiadał dwie łazienki i ogromny taras z widokiem na dziedziniec hotelu z placem zabaw. Do dyspozycji mieliśmy czajnik i podgrzewacze na posiłki – przy dzieciak dla nas niezbędne. Dodatkowo od hotelu otrzymaliśmy dwa dodatkowe łóżeczka dla Poli i Maksa, nawilżacz powietrza oraz zabezpieczenia do kontaktów. Pierwszy raz spotkałam się z hotelem, który te zabezpieczenia do kontaktów zapewniał – bardzo mi tym zapunktowali, ponieważ dzięki temu widać, że dbają o rodziny z dziećmi już w najdrobniejszych szczegółach.

Pierwsze co robię po zameldowaniu to sprawdzam łazienkę! Też tak macie? To śmieszne, ale naprawdę tak jest. Łazienka ma dla mnie duże znaczenie i tutaj również się nie rozczarowałam. Mieliśmy wannę i prysznic jednocześnie, piękne oświetlenie i duże lustra. Dodatkowo dostaliśmy wanienkę dla dzieci, podnóżek oraz mini kosmetyki i szlafroczki dla najmniejszych. Dzięki temu mogliśmy urządzić Poli i Maksowi prawdziwe hotelowe SPA. :)

A jeśli już o SPA chodzi! Hotelowy basen też niczego sobie. Widać, że duże znaczenie mają tu rodziny z dziećmi – jest brodzik, mini zjeżdżalnia, rwąca rzeka, zajęcia z animatorkami i cała masa wodnych gadżetów. Łącznie mamy 3 baseny: sportowy, rekreacyjny i ten dziecięcy + trzy jacuzzi (dwa kryte i jeden na zewnątrz). Dodatkowo w szatniach mamy przewijaki i kojce dla najmniejszych aby na chwile móc ich tam „uwięzić”, kiedy same chcemy się przebrać. Dla mnie to kolejny plus. Wodnych harców mieliśmy sporo!

Jedzenie, jedzenie i jeszcze raz jedzenie! Uwielbiam hotele, które mają wyżywienie w formie bufetu – nakładasz sobie to co chcesz i ile chcesz. I wiecie z czym pierwszy raz akurat w tym hotelu się spotkałam? Z oddzielnym bufetem dziecięcym. Dzieci miały swój własny sektor w którym były dania, przekąski, desery i smakołyki przygotowane specjalnie pod nich. A to wszystko w kolorowych miseczkach i kubeczkach, z plastikowymi łyżeczkami i widelczykami. Normalnie czad! Dzięki temu nasi najmniejsi mogą się poczuć prawie jak „dorośli” i z nami zjeść posiłek przy stole.

A dla tych bardziej żywiołowych i aktywnych dzieci – w hotelowej restauracji były krzesełka i kącik zabaw z klockami i innymi zabawkami w gustach najmniejszych. My zajmowaliśmy stolik tuż najbliżej, Pola i Maks mogli się bawić, a my w spokoju mogliśmy zjeść kolację, wypić wino i nie martwić się o bieganie za nimi.

Nasz apartament znajdował się na ostatnim (czwartym) piętrze. I tak jak wspominałam wcześniej – szklana i kolorowa fasada budynku robi niesamowite wrażenie. Podczas naszego pobytu niejednokrotnie padał śnieg więc była to jakaś dodatkowa atrakcja dla dzieci, kiedy właśnie z korytarzu hotelu mogli podziwiać widoki.

Muszę Wam powiedzieć, że w Kołobrzegu zatrzymywaliśmy się już z wielu dużych hotelach, ale akurat w tym zauważyłam największą ilość rodzin z dziećmi – tymi mniejszymi, jak i starszymi. Doskonale widać, że Aquarius SPA odpowiednio przygotowali się pod tego typu gości. I właśnie dlatego tak bardzo nam się tu podobało. Gdyby to był kolejny zwyczajny hotel, w którym niby wszystko jest, ale brakowało by tej rodzinnej duszy, to zapewne nie zrobiłabym tego materiału.

My byliśmy tu akurat w sezonie zimowym, ale podobno w sezonie letnim jest tu jeszcze lepiej. Podobno jest więcej atrakcji na zewnątrz, jest duży plac zabaw, plaża, leżaki i inne udogodnienia. Po zdjęciach na instagramie innych gości widziałam, że naprawdę fajnie to wygląda. Może uda nam się tu jeszcze wrócić. :)

Gdybyście miały okazję tu kiedyś przyjechać to koniecznie musicie spróbować w hotelowej kawiarni bezę z truskawkami (najlepsza jaką w życiu jadłam!) i świeży, wyciskany sok z pomarańczy. I to nawet śmiało z dziećmi możecie tu wpadać, ponieważ tuż obok jest przeszklona sala zabaw – Wy odpoczywacie, a dzieciaki bawią się w zasięgu wzroku i nie uciekną gdzieś nieproszone. Trochę egoistycznie, ale w końcu każdy zadowolony. :)

Kołobrzeg zdecydowanie ma swój urok. Zresztą, jak całe nasze Polskie wybrzeże! Uwielbiam tu wracać, niezależnie od pory roku i już nie mogę się doczekać naszego kolejnego wypadu…