Jestem jedynaczką więc nie do końca wiem, jak to jest mieć rodzeństwo. Ale jedno w tej kwestii wiem – nie chciałam tego dla moich dzieci. Już od momentu gdy planowałam macierzyństwo powtarzałam, że będę miała minimum dwójkę dzieci. I mimo tego, że jestem fanką dzieci o małej różnicy wiekowej, to tu nie było to priorytetem. Najważniejsze aby jednak te dzieci nie były same i miały siebie – w postaci rodzeństwa i niezależnie od wieku.

Kiedy myślę „rodzina” to w głowie mam obrazek szczęśliwych ludzi, którzy się kochają, dobrze dogadują i są ze sobą na dobre i na złe. Jest mama, tata oraz dzieci, minimum dwójka, która oprócz oparcia w rodzicach ma te oparcie między sobą. Taki wartościowy życiowy fundament. Ja tego niestety nigdy nie miałam więc z pewnymi rzeczami musiałam być po prostu sama. Musiałam być wsparciem, motywatorem i pocieszycielem dla samej siebie. To nie do końca jest fajne, ale na szczęście teraz los się do mnie uśmiechnął. Udało mi się zbudować wszystko co najważniejsze w życiu. Była to długa i ciężka droga, ale na szczęście z wielkim happy endem. :)

Jedynak zawsze kojarzy się z osobą rozpieczoną i samolubną. Może trochę prawdy w tym jest, bo on od małego nie jest nauczony do dzielenia się i życia z kimś na pół „w jednym stadzie”. Takie odruchy później są u niego zupełnie naturalne i to nie jest jego wina. Wiele zależy też od wychowania rodziców oraz wartości, które mu wpajają. W końcu nie każdy decyduje się lub może mieć więcej niż jedno dziecko. W końcu życie pisze różne scenariusze. I już głębiej nie mi to oceniać, ale z mojej perspektywy wiem, że bycie jedynaczką jest beznadziejne. Dlaczego? Przez to, że nie miałam rodzeństwa zawsze trudniej było mi nawiązać nowe znajomości. Nie czułam się tak pewnie jak rówieśnicy, którzy mieli braci czy siostry, którzy już od małego wiedzieli jak to jest żyć w społeczeństwie. Przez to, że nie miałam rodzeństwa, w dużym stopniu też za bardzo później angażowałam się w pewne znajomości i relacje – czasem szukałam przyjaciółki na siłę, aby była dla mnie oparciem tak jak siostra. To nie do końca było fajne i dobre, bo przez takie sytuacje wielokrotnie zostałam wykorzystywana i raniona. Chociaż z drugiej strony, to może właśnie dzięki temu stałam się taka zaparta, zdeterminowana i nauczyłam się walczyć o swoje? Nie wiem… ale nadal twierdzę, że brak rodzeństwa jest beznadziejne.

Za każdym razem gdy poruszam ten temat znajdzie się część osób, które twierdzą, że rodzeństwo i tak w życiu do niczego nie było im potrzebne, że mają i tak kiepski kontakt i kompletny brak więzi. Oczywiście, tak również może się zdarzyć, sama widzę takie przypadki, ale wydaje mi się, że tu bardzo wiele zależy (ponownie to napiszę) od rodziców, ich podejścia oraz wartości, które przekazują swoim dzieciom od najmłodszych już lat.Dużo też zależy od rodzeństwa, bo wystarczy, że jedna ze stron sobie odpuści i już wszystko jest przekreślone. A w dodatku tutaj często też pojawia się zazdrość, rywalizacja i jakiś żal. Dlatego ja zamierzam moim dzieciom właśnie te wartości przekazywać i pielęgnować, aby jednak w tym życiu były dla siebie najważniejsze. Wiecie jak to jest, nas rodziców kiedyś zabraknie, więc dlatego bardzo ważne jest aby te dzieci miały siebie, aby się wspierały, pomagały, ciągnęły w górę, nie były o siebie zazdrosne, cieszyły się z wzajemnych osiągnięć i po prostu żyły w dobrych, zdrowych i rodzinnych relacjach.

Kiedy dzieciaki są małe bawią się ze sobą, czubią, kłócą o zabawki, ale i tak bawią się ze sobą, trzymają za rączki i uczą się ze sobą żyć. Później zaczyna się okres dojrzewania i tu ta rola również staje się bardzo ważna. Okres dojrzewania jest dość ciężkim etapem dla nastolatka, jak i rodzica. Dlatego warto mieć osobę przy sobie, która będzie nas wspierać i trzymać na dobrej ścieżce życia – rodzeństwo (a zwłaszcza z małą różnicą wieku) jest tu idealne, ponieważ przychodzą takie momenty, że niestety nasze dziecko nie porozmawia z nami o wszystkim. Później zaczyna się życie dorosłe, praca, zakładanie własnej rodziny i cała masa innych bardzo ważnych rzeczy. I jest to taki etap, że rodzeństwo już może nie mieszka ze sobą, nie widuje się codziennie, ale jednak fajnie aby miało ze sobą dobry kontakt – aby dzwonili do siebie, widywali się, spędzali ze sobą święta, wyjeżdżali na wakacje i po prostu byli przy sobie i wspierali się na dobre i na złe. To niby niewiele, ale jednak tak wiele – to są te jedne z ważniejszych wartości życiowych. Niby banalne, ale równocześnie tak wymagające. To trudne, ale też i proste – wystarczy mocno się starać i podlewać to wszystko jak roślinkę, bo w innym przypadku zwiędnie.

Jeśli ktoś mnie pyta: co jest najważniejszą wartością życiową? To bez zastanowienia odpowiadam – RODZINA i RODZEŃSTWO. ♡

Pola i Maks są już na takim etapie, że oboje wiele już kumają i pokazują. To właśnie już teraz zaczyna się nasza praca aby zbudować między nimi jak najlepsze relacje i więzi. Każdego dnia widzę, jak wspólnie bawią się, przytulają czy podają jakieś przedmioty. Widzę też, jak kłócą się o zabawki czy przepychają – ale super, bo to jest zupełnie normalne. Najważniejsze aby były między nimi interakcje i kontakty. To naprawdę dobry wiek na posiadanie rodzeństwa i uczenia się wszystkiego wspólnie.

Namiot tipi, który widzicie na zdjęciach jest prezentem urodzinym Maksa. Obecnie jest to jeden z lepszych gadżetów jakie posiadamy. Dzieciaki chętnie do niego wchodzą, a co za tym idzie spędzają czas wspólnie i blisko siebie. Wystarczy, że do środka wrzucimy jakieś zabawki i frajda gwarantowana. Tym razem urządzili sobie piknik. Pola szykowała kanapki i „karmiła” nimi Maksa. Było też tak, że to on kradł jej talerze, a później zdzielił gdzieś łyżką. Ale to nic! Bo czy się czubią czy bawią, najważniejsze jest, że mają siebie. :)

Namiot – Edukatorek | Kosz piknikowy – Zielone Zabawki