Sprawa zabawek to wspaniały temat dla dzieci, niestety już nieco mniej dla rodziców. Jakieś 90% moich dzietnych znajomych narzeka na wieczny harmider i brak miejsca, spowodowany właśnie przez olbrzymią ilość zabawek dziecięcych. Cóż, temat i nam był również bardzo dobrze znany, ale na szczęście w odpowiednim momencie ocknęliśmy się i jakoś z tym wszystkim zorganizowaliśmy. Był taki czas, zaraz po narodzinach Maksa, kiedy w naszym mieszkaniu panował istny chaos, dosłownie – nie dość, że wszędzie walały się rzeczy wyprawkowe dla noworodka to jeszcze więcej zamętu robiły zabawki dla Poli, które w tym momencie przybywały błyskawicznie od rodziny, aby jakoś zająć ją i wynagrodzić to, że podzielność uwagi rozdzieli się teraz na dwie małe istoty. To wcale nie było fajne. Pomijam już bałagan, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że stale chodziłam jakaś rozdrażniona i sprowokowana. Sprowokowana byłam właśnie tym domowym armagedonem, który przeszkadzał mi w normalnym, codziennym funkcjonowaniu. Powiedziałam dość! I właśnie wtedy, wraz z Mariuszem obraliśmy kilka taktyk, które dużo nam pomogły i pozostała z nami aż do dziś. Dzięki temu te wszystkie zabawkami i dziecięce rzeczy, nie przeszkadzają nam aż tak bardzo i mają stałe swoje miejsce, a co za tym idzie, nie robią aż takiego bajzlu w naszym otoczeniu. Chcecie poznać te triki? Wiem, że tak… :)

1-kopia

1. Stawiam na jakoś, a nie ilość – przestaliśmy kupować „byle jakie” zabawki. Nie chodzi o ich styl, ale jakość. Unikam plastikowych i słabej jakości Chińczyków, które i tak zaraz się popsują, ale będzie szkoda wyrzucić, bo dziecko w jakimś stopniu się do niej przywiąże (wiecie jak to jest). Przykład – kiedyś kupiliśmy taką grającą ośmiorniczkę, która po 3 tygodniach przestała grać i odpadły z niej mrugające lampki. Zabawka okazała się już totalnie zbędna, ale Pola codziennie gdzieś jej szukała więc wyrzucić nie mieliśmy serca. Takim oto sposobem, robiła się niepotrzebna zbieranina „śmieci”, która do niczego się nie nadawała i zagracała tylko naszą przestrzeń. Totalnie bez sensu. Dlatego teraz wolę nawet odczekać, dołożyć trochę więcej pieniędzy i kupić coś jednego, ponadczasowego, konkretnego i dobrej, sprawdzonej jakości – pokażę Wam później przykład takiej jednej zabawki. A wpis o moim „Smart shoppingu” możecie zobaczyć o TUTAJ.

2. Nam też się zdarza kupować „byle co” – nie powiem, że nie. Wystarczy iść z dzieckiem na zakupy, a niejednokrotnie pojawi się ten błysk w jego oku. Ale jestem zdania, że jeśli zasłuży to dlaczego by nie? Raz na jakiś czas można zrobić jakiś zabawkowy wyjątek, prawda? My również kupimy zupełnie zbędne rzeczy, z Pepco, Tesco czy straganów targowych gdzie roi się aż od „made in China”. Jak na moje oko są to totalne buble, ale skoro dziecko sobie upatrzyło i mu się podoba to niech ma jakąś tam radość. Nie ma co przesadzać, wyjątki robimy, ale mimo wszystko ograniczamy je do minimum – właśnie takim sposobem unikamy „zaśmiecania”, o którym pisałam w punkcie powyżej.

3. Co 1-2 miesiące podmieniam zabawki – i to jest właśnie kluczowy sukces! Pola z Maksem mają BARDZO dużo zabawek – między innymi również ze względu na tego bloga i częstych „prezentów” od firm. Gdybym miała je wszystkie trzymać porozrzucane gdzieś po pokojach, to nie mogłabym się już w ogóle ruszyć w naszym domu. Na szczęście mamy w mieszkaniu pomieszczenie gospodarcze (szkoda tylko, że nie jest z gumy i bez dna), i chowamy do niego jakieś 70% zabawek. Po miesiącu lub dwóch podmieniamy je, chowamy te, które dzieciakom już zdążyły się znudzić i wyciągami te, o których już zapomniały. Dzięki temu zyskujemy nowe zabawki, niby stare, ale jednak jakieś takie nowe. To dużo nas ratuje, nie tyle co na porządek, ale i na rodzinny budżet. Polecam to każdej z Was.

2-kopia 3-kopia 5-kopia

4. Szukam również rozwiązania w pojemnych meblach, skrzyniach czy organizerach – urządzając pokoje dziecięce i wybierając do nich meble, kierowałam się głównie ich pojemnością oraz funkcjonalnością. Robiłam już to wszystko, kiedy dzieciaczki były małe i nie miały tego wszystkiego co teraz. To była jedna z lepszych decyzji. Dzięki temu, pomimo, że obecnie mamy małe mieszkanie, to moim zdaniem jest ono dość funkcjonalne i mieści całkiem sporo dziecięcych zabawek. Zobaczcie, przykładem takiego praktycznego mebla jest regał z wnękami widoczny na zdjęciach. Nie jest on jakiś wielki, ale potrafi zgromadzić dużo zabawek czy dziecięcych książeczek. Można poukładać je luzem (tak jak jest to w naszym przypadku, ponieważ wolę gdy Pola sama sięga po zabawki, którymi aktualnie chce się bawić) lub możemy poukładać w jego wnękach kartony lub inne organizery (dzięki czemu zachowamy większy porządek w kontekście wizualnym). Regał pochodzi ze sklepu Sleep&Fun, w którym znajdziecie więcej tego typu rozwiązań.

5. Co pół roku robię zabawkową weryfikację – czyli większy porządek w zabawkach. Pozbywam się, sprzedaję lub wydaję zabawki, które od bardzo dawna nie były nawet ruszane. Jeśli np Maks obecnie nie bawi się już grzechotkami (tak, jak było to kilka miesięcy temu) to szykuję paczkę i wydaje je koleżankom, które aktualnie oczekują własnego maleństwa. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, że to właśnie takie już nieużywane zabawki robią najwięcej bałaganu. Często, nawet nieświadomie, chomikujemy je zupełnie bez sensu – zbieractwo nie jest dobrym rozwiązaniem. My zachowaliśmy tylko kilka takich drobnych rzeczy, na wgląd sentymentalny i pamiątkowy, a cała reszta bez skrupułów idzie w odstawkę.

6. „Uprzedzam” gości z prezentami – gdy zbliżają się urodziny, święta, Dni Dziecka i inne tego typu okoliczności, to z góry informuję (oczywiście w delikatny sposób) tych, którzy mają w planach przyjść z prezentami, aby unikali pluszaków i zabawek dużych gabarytów. Oczywiście każdy zrobi jak uważa, ale pamiętam, że gdy nie byłam jeszcze mamą to sama robiłam tego typu prezenty. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że to nie było dobre posunięcie. Kto jest rodzicem i jest wyrozumiały to wie, że kolejny wielki pluszak, który zbiera tylko kurz, lub kolejna tablica, która będzie wykorzystana w tydzień, a później odstawiona w kąt, nie będą dobrym rozwiązaniem. Inna sytuacja jest, gdy dziecko marzy o dużej zabawkowej kuchni lub innej tego typu rzeczy. Weźcie to proszę pod uwagę, bo może też zaliczacie się do „nieświadomych” gości, którzy przychodzą z takimi prezentami, z którymi później biedni rodzice nie mają co zrobić – a przecież pozbyć się nie wypada.

4-kopia 6-kopia

W naszym przypadku, połączenie chłopca i dziewczynki to niezłe wyzwanie, ponieważ to oznacza dwa razy więcej zabawek różnej kategorii. Gdybym miała dwie dziewczynki, to jedna po drugiej otrzymywałaby lalki i bawiłyby się razem, a gdybym miała dwóch chłopców to wystarczyłyby auta i rakiety. A tak to mamy mix lalek i samochodów, czyli dwa razy więcej zabawek i dwa razy więcej kombinowania, jak to wszystko pomieścić. Cóż, ja bardzo się cieszę, ale nie ukrywam, że nie mogę się już doczekać końca budowy naszego domu i przeprowadzki na znacznie większą powierzchnię. :)

7-kopia

Wracając teraz do punktu pierwszego i ponadczasowych zabawek, w których stawiam na jakość, a nie ilość. Idealnym przykładem, który wpasowuje się tutaj jest Poli domek dla lalek marki Janod. Kosztuje on 600zł, co dla niektórych może być abstrakcją, ale wierzcie mi – jest jedną z najlepszych zabawek jaką posiadamy. Zobaczcie na zdjęcie poniżej, Pola jakiś rok temu i Pola obecnie – ta sama zabawka i ta sama fascynacja. Był on również dewastowany na wiele sposobów (jak to przy dzieciach bywa), służył jako schowek czy krzesełko, a mimo tego jest nie do zniszczenia. Wydaje mi się, że jakikolwiek inny domek, np w wersji plastikowej nie przetrwałby tak długo, ani nie zachęcał do zabawy, jak ten drewniany Janod – musielibyśmy kupić nowy, co i tak wiąże się z dodatkowymi kosztami. Właśnie o takich zabawkach wspominałam, aby czasem lepiej przeczekać, odłożyć więcej pieniędzy (lub zrobić rodzinną zrzutkę z okazji jakiegoś prezentu) i zainwestować w jedną porządną zabawkę niż kilka byle jakich, które będą nam zagracać przestrzeń.

8-kopia

Kolejnym przykładem, mogą być prezenty oryginalne. Tutaj muszę się Wam pochwalić dziełem naszej czytelniczki – Creative Home. To przepiękna, drewniana, własnoręcznie robiona i moim zdaniem mało gdzie spotykana karuzela do łóżeczka. Subtelna, piękna i praktyczna, zupełnie nie zaśmiecająca przestrzeni. Zdecydowanie wolę i cenię takie gadżety dziecięce, o których wspominałam już wyżej, niż masę innych, które i tak gdzieś będą leżały.

9-kopia

Generalnie wiecie jak to jest, z dziećmi nie zawsze wszystko się przewidzi, zaplanuje czy zorganizuje. Bardzo często to one weryfikują wszystko co nas otacza. My możemy tylko sobie jakoś pomagać lub totalnie się temu poddać. A, że ja poddawać się nie lubię to zamierzam walczyć. Boję się tylko, że faktycznie jest tak – ilość zabawek rośnie wraz z dzieckiem. :)

10-kopia 11-kopia

Pola ma na sobie: Sukienka – Minimki / Maks ma na sobie: Bluzka – H&M | Spodenki – Hey Popinjay
*Jeśli interesuje Was coś konkretnego ze zdjęć to pytajcie w komentarzach :)