Gdy dzieci się rodzą tak bardzo wyczekujemy tego czasu, w którym będą świadomie nas rozpoznawały i do nas się uśmiechały. Później nie możemy się doczekać pierwszego samodzielnego słowa czy kroczku. Później gdybamy, że tak fajnie by było gdyby nareszcie poszły do przedszkola, bo jest ta integracja z innymi dziećmi, no i odrobina wolnych chwil dla siebie. Później szkoła, bardziej samodzielny starszak i nieograniczone możliwości na bardziej kreatywne zajęcia czy podróże. Zawsze jest coś „później”, co planujemy i czego nie możemy się doczekać.

Przyznajcie się, która z Was tak miała? Ja już gdybałam tak niejednokrotnie. Marzyłam aby dzieciaki w końcu zaczęły chodzić, a jak już chodzą to marzę o tym, aby wysiedziały chociaż chwilę w jednym miejscu. Rozmarzam też o tym, jak to będzie gdy Pola i Maks będą mieli po ok 6-7 lat i w końcu będziemy mogli wyruszyć w podróże naszego życia – nie takie odpoczynkowe jak do tej pory, tylko takie bardziej aktywne, zwiedzające i rozpoznawcze. Zawsze marzyliśmy o Stanach czy Afryce i w końcu jest ten czas, że możemy sobie na to pozwolić. Teraz tylko czekamy na dzieci, ale już planujemy!

Ale plany planami – pewnych rzeczy już nie mogę się doczekać – ale i tak obstawiam, że później będę tęsknić za tym co jest teraz. W sumie już teraz tęsknie za tym, co było wcale nie tak dawno… Ironia, prawda?

Początki macierzyństwa to jeden z najpiękniejszych okresów życia – tak przynajmniej było i jest w moim przypadku. Mimo, że moje dzieci wcale nie urodziły się tak dawno, bo w 2015 i 2016 roku, to i tak mam wrażenie, że wiele momentów uciekło mi zbyt szybko. Już brakuje mi pewnych rzeczy i tęsknie za pewnymi chwilami.

Tęsknie za tą nieświadomą i okresem poporodowym. Pomimo tego, że ten czas wcale nie należy do najłatwiejszych. Brakuje mi go po prostu. Wtedy jest wszystko takie nowe i świeże, zupełnie nieznane i jakby… odkrywcze. Nie dokładnie wszystko wiesz i dopiero wszystkiego się uczysz, ale na swój sposób, ta nauka jest najpiękniejszą w całym życiu. Ten okres jest po prostu magiczny i trwa tak krótko, niestety,

Tęsknie za tymi mikro stópkami i rączkami. Ohhh, tak! To chyba największa słabość każdego rodzica. W tym i moja! Może Pola i Maks są jeszcze mali, ale gdy widzę te noworodki i inne mikro bobaski, to te moje stają się jakieś takie… ogromne. Nadal trzymam na pamiątkę kilka skarpetek i bucików z początku ich istnienia i jestem w szoku, jak oni szybko z nich powyrastali.

Brakuje mi pierwszego usłyszanego „mama”. Bo to jest tak, że te pierwsze „mama” jest takie magiczne, wyjątkowe i niezwykle chwytające za serce. Później już kolejne i w dodatku słyszane milion razy dziennie już… niekoniecznie. Dlatego tak bardzo tęsknie za tym samiutkim początkiem, gdy te słowo było miodem dla moich uszu. Teraz raczej brzmi, jak paznokcie jeżdżące po tablicy. :)

Brakuje mi tego noworodkowego zapachu i jego „stylu życia”. Te dosłownie najmniejsze, świeżo urodzone dzieci mają w sobie taki nietypowy zapach. Można wąchać te główki i buźki na okrągło i z niczym nie da się ich porównać! Ten kto miał styczność z tak malutkim dzieckiem, ten zapewne wie o co chodzi. Szkoda, że to tak szybko mija. W dodatku brakuje mi „stylu życia” takiego noworodka, który przez większość dnia śpi lub jest wtulone w ramiona rodziców. Mało kiedy protestuje i krzyczy, nigdzie nie ucieka, nie pyskuje i nie buntuje się. Jest takim małym aniołkiem i jedyne co go interesuje to mleko, sucha pielucha i bliskość mamy lub taty. Aż się rozmarzyłam…

Tęsknie za tą początkową wyprawką i tym całym szałem z nią związanym. Pamiętam nasze mini smoczki, butelki i laktator od Lovi, kocyki, które sprezentowała nam czytelniczka, pajacyki, które zawsze tak skrupulatnie wybierałam, mini skarpetki i całą masę innych rzeczy. Wszystko było takie nowe, świeże, pachnące, no i bardzo malutkie. Pamiętam gdy ekscytowałam się kupnem nowego smoczka, bo akurat wyszła nowa kolekcja, wyborem łóżeczka i dekoracji do dziecięcego pokoju, czy moim odkryciem szumiącego misia, którego później mogłam polecać dalej. To wszystko było jeszcze ciekawsze i przyjemniejsze, niż zakupy w ulubionym sklepie odzieżowym z nieokreślonym limitem budżetowym. Ajajaj!

Tęsknie za tymi pierwszymi chwilami. Tak po prostu. Tęsknie za pierwszym poznaniem, dotykiem i buziaczkiem, za kolejnymi chwilami, w których uczyliśmy się wzajemnie. Naprawdę, jeśli ktoś by mnie spytał: Jaki okres w moim życiu był najpiękniejszy? To śmiało odpowiem – Narodziny moich dzieci i te wszystkie chwile, które dzieją się zaraz później.

Ale wiecie, co w tym wszystkim jest najpiękniejsze? Że to są właśnie te wspomnienia, piękne i niezapomniane, których nikt już nigdy mi nie zabierze. Mam je w głowie, w sercu, w formie zdjęć i pamiątkowych rzeczy, takich jak: pierwszy mini smoczek, mały bodziak, bucik czy opaska ze szpitala. I mogę sobie tak gdybać, że brakuje mi pewnych chwil, ale ostatecznie za nic i z nikim nie zamieniłabym się na miejsca – to co mam tu i teraz jest dla mnie najcenniejsze i najwspanialsze na świecie. Dzieci są zdrowe, aktywne (czasem aż nadto), mądre, szczęśliwe i przepełnione czystą miłością. Czyż nie mam ogromnego szczęścia? To co było może i już nie wróci, ale w tym właśnie cała magia – wszystko co przechodzimy trwa raz, wyjątkowo i jest nie do zapomnienia.

Czy zastanawiałyście się kiedyś, za czym najbardziej tęsknicie w macierzyństwie lub innym aspekcie życia? Czy jest coś, co byście zmieniły lub zrobiły inaczej? Bo ja chyba niczego bym nie zmieniła, pomimo tego, że nie do końca zawsze podejmowałam te „właściwe” decyzje. Jedną z takich decyzji było postanowienie o bardzo krótkim karmieniu piersią, o którym pisałam Wam TUTAJ. Poddałam się, odpuściłam i poszłam na skróty – nie żałuję – ale i tak zawsze będę powtarzała i zachęcała, aby jednak inne kobiety walczyły o to co „najlepsze” dla swojego dziecka. Możecie wziąć mnie w tej chwili za hipokrytkę, ale tak to właśnie w życiu bywa. Nieraz wybieramy tę drogę, która nie do końca jest łatwa i prosta, jednocześnie chcąc innym wskazać tę odpowiednią. Rozumiecie?

Ja Wam tę drogę chcę wskazać i pomóc przez nią iść. Chcę abyście budowały tak wspaniałe wspomnienia i chwile, za którymi później będziecie mocno tęsknić. Czy słyszałyście może o nowym laktatorze Expert marki Lovi? Lovi jest bardzo bliskie memu sercu, ponieważ jest z nami już od pierwszych chwil narodzin naszej dwójki. To z nimi komponowaliśmy całą wyprawkę, od pierwszego smoczka, po butelkę, nakładki na piersi, czy właśnie laktator. To oni ułatwiali nam życie, pomagali i towarzyszyli podczas tworzenia tych wszystkich niezapomnianych wspomnień. Czy chciałybyście aby również i Wam potowarzyszyli?

Laktator Expert podobno jest Ekspertem w rozwiązywaniu problemów laktacyjnych i odciąganiu pokarmu. Efektywne i delikatne odciąganie w nowej technologii 3D PUMPING. Innowacyjna zasada działania lejka pracuje całą swoją powierzchnią (masuje, naciska, zasysa), otaczając ze wszystkich stron brodawkę sutkową na całej jej długości. Brzmi fajnie, prawda? Ja współpracowałam z poprzednim modelem i muszę przyznać, że byłam bardzo zadowolona, a ten wydaje się być jeszcze lepszy. :)

W związku z tym, dam Wam możliwość wygrania takiego laktatora, przetestowania go i zbudowania z nim niezapomnianych wspomnień przy tych pierwszych chwilach macierzyństwa.

Co musicie zrobić aby wziąć udział w konkursie i mieć szansę na wygranie jednego z 2 laktatorów Expert marki Lovi?
– Lubić Zatrzymując czas na facebooku
– Lubić Lovi Karmienie miłością na facebooku
– W komentarzu (koniecznie pamiętajcie aby podać imię i maila) odpowiedzieć na jedno z dwóch pytań: Jak wyobrażasz sobie początek macierzyństwa? Lub za czym najbardziej tęsknisz z początku swojego macierzyństwa?
* Konkurs trwa do 21 listopada – następnego dnia ogłoszę wyniki. Wygrają aż dwie z Was. Powodzenia!