Instagram

Parenting

Pierwszy vs. drugi poród – Moja historia dwóch cesarskich cięć bez cenzury

Gru 18, 2017

Do tego wpisu zbierałam się bardzoooo długo i pomimo, że miałam wiele obaw przed jego stworzeniem, to już po takim czasie mogę ze spokojem odetchnąć i Wam wszystko opowiedzieć. Temat: MOJE DWA PORODY – jak wyglądały, czym się różniły i jakie emocje się za nimi kryły. Natomiast na tapecie: DWA CESARSKIE CIĘCIA – jedno planowane, a drugie niekoniecznie. Czy coś bym zmieniła? Czy wolałabym rodzić naturalnie? Zaraz wszystkiego się dowiedziecie, ale uwaga… jeśli poród jest dopiero przed Tobą to czytasz to na własną odpowiedzialność. :)

Mój pierwszy poród – Oczekiwania.
Plan swojego pierwszego porodu miałam idealnie rozplanowany i wymarzony. Miały mi odejść wody w mało publicznym miejscu lub miało się zacząć wszystko zupełnie naturalnie, delikatnymi skurczami w zaciszu domowym. Torbę już od dawna miałam spakowaną więc miałam jechać do szpitala, o nic się nie martwiąc, zwarta i gotowa, silna fizycznie i psychicznie. Poród miał się odbyć tylko wyłącznie drogami natury – o cesarskim cięciu nawet słuchać nie chciałam, bo w końcu Mariusz też chciał być wszystkim i koniecznie chciał przeciąć pępowinę. Marzyłam aby wszystko odbyło się bardzo szybko, wiedziałam, że bólu nie uniknę więc modliłam się tylko o prędkość zawodowego sprintu. I później zdałam sobie sprawę, jaka ja byłam naiwna i rozmarzona, zupełnie jak mała dziewczynka. Poród to takie zjawisko, którego nie da się zaplanować i przewidzieć na 100%. To istna gra w ruletkę, rollercoaster, horror, dramat i komedia w jednym… :)

Mój pierwszy poród – Rzeczywistość.
Było to dokładnie 30 sierpnia 2015 roku. Godzina popołudniowa, 5 dni po moim planowanym terminie porodu, jedliśmy sobie obiad u nas w domu z Mariusza siostrą (która wtedy również była w ciąży), jej mężem i ich córką. Naszemu psu zachciało się dwójkę więc Mariusz wyszedł z nim na krótki spacer. Nie było go dosłownie chwile, kiedy ja wstałam z kanapy i tak jak w filmach było widać i słychać wielkie… CHLUS! Odeszły mi wody na środku naszego salonu. Przy wszystkich! Raz i konkretnie! Byłam zdezorientowana, nie za bardzo wiedziałam co się dzieje i nie docierało do mnie, że to już się zaczęło. Szybko pobiegłam pod prysznic cała roztrzęsiona, ale i podekscytowana równocześnie, Mariusza siostra biegała z mopem i sprzątała po mnie podłogę, a jej mąż z trzeciego piętra darł się przez okno, aby Mariusz szybko wrócił, bo odeszły mi wody. Normalnie kabaret, w dodatku na całe nasze osiedle. Mariusz wparował do domu cały rozpromieniony, odpalił kamerkę, chwycił moją torbę w rękę i dumnym głosem powiedział – „Kochanie, jedziemy rodzić!”. W tym momencie również byłam naiwna, bo jeszcze nie wiedziałam, że to „my” oznacza dosadne „ja”. Ale okej… pojechaliśmy na porodówkę, weseli i żądni poznania naszej córki.

Do szpitala dotarliśmy dość szybko, ok 17, albo i 18 – już nie pamiętam dokładne. Wtedy już zaczęłam czuć pierwsze skurcze podczas wypełniania całej sterty dokumentów przed przyjęciem nas na oddział porodowy. Najlepsze jest to, że w międzyczasie jeszcze ze dwa, albo i trzy razy odeszły mi wody – nawet nie wiecie jak było mi wstyd, ale teraz już wiem, że dla nich to zupełnie normalny widok. Po wstępnych badaniach, okazało się, że nie mam rozwarcia i ze spokojem mamy czekać na rozwój wydarzeń już na sali porodowej. Było nam wesoło, Mariusz kręcił wszystko kamerą, a ja, jak to ja, aby odreagować stres opowiadałam głupie żarty. Wtedy kluczowym momentem stała się godzina 19:00. Kiedy z komedii stał się dramat…

Od godziny 19:00 skurcze dosłownie w moment tak się nasiliły, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Moje ciało zupełnie odmawiało mi posłuszeństwa – nigdy, ale to nigdy nie doświadczyłam takiego bólu. I tak jak nigdy nie przeklinałam to w tamtym momencie, rzucałam słownictwem jak szewc. Mariusza kamera szybko wylądowała na dnie torby, a on biedny musiał z pokorą znosić wszystko co wyczyniałam i mówiłam. Minęła godzina i nic, minęły dwie godziny i nadal nic… ból się tylko nasilał, a ja czułam gdzieś w głęb, że coś jest nie tak. Mariusz zaczął węszyć, wypytywać, prosić o jakieś środki przeciwbólowe, ale lekarze tylko wpadali, sprawdzali KTG i wypadali. Widzieliśmy, że coś jest nie tak, bo było ich coraz więcej, z przejęciem mnie doglądali i konsultowali coś na boku między sobą. Po chwili wpadł jeden z nich, chyba z 6 osobową załogą, coś do mnie powiedział, ale w pierwszym momencie nie za bardzo to do mnie dotarło. – Zapraszamy Panią na blok operacyjny, musimy natychmiast przeprowadzić cesarskie cięcie…Że JAK?Musimy wykonać cesarskie cięcie, w tej chwili… Wierzcie mi, w tym momencie mój świat się zawalił, zbladłam jak ściana, rozpłakałam się i tak mocno złapałam Mariusza, że siłą musieli mnie od niego odciągać. Planowałam poród naturalny, cesarskie cięcie nie było w ogóle brane pod uwagę. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się bałam. I w dodatku to właśnie wtedy poinformowano nas, że im mocniejsze miałam skurcze to tym bardziej Poli spadało tętno. Nie mogliśmy czekać, zwłaszcza, że żadnego rozwarcia nie było nawet widać. Ona mogła po prostu nie dotrwać do końca porodu. Nawet nie chcę o tym myśleć, bo nawet teraz chce mi się płakać… Szybko mnie przebrali, przenieśli na inne łóżko i zawieźli na salę operacyjną. W przelocie Mariusz mnie  tylko pocałował i powiedział, że nas kocha i będzie czekał pod drzwiami. To mnie jeszcze bardziej rozłożyło psychicznie…

Na salę wjechałam dokładnie o godzinie 21:37 i tam już nie pamiętam zbyt wiele. Byłam tak wycieńczona skurczami, że nie do końca kontaktowałam co do mnie mówią. Dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe w kręgosłup i już po chwili od piersi w dół nie czułam zupełnie nic. Położyli mnie, podali tlen i zasłonili kotarą. Czułam jak mnie dotykali i cieli, ale nie czułam bólu – nie potrafię tego opisać. Chwila moment i o 21:50 usłyszałam płacz dziecka i słowa lekarzy, że urodziłam zdrową, piękną i całkiem pokaźną dziewczynkę, która waży aż 4200g. To było, jak największy cud… to był najpiękniejszy dźwięk, jaki kiedykolwiek w życiu słyszałam. Po chwili przystawili mi ją do policzka abym mogła ją chociaż pocałować. Tego nie da się opisać, ale po takim momencie mogę śmiało napisać – właśnie dla takich chwil warto żyć.

Cesarskie cięcie odbyło się bez problemów. Samo „wyciąganie” dziecka trwa chwile, ale szycie to już cięższy kaliber. Trochę się należałam i momentami chyba już przysypiałam – z tych emocji połowy rzeczy już nie pamiętam. Wiem tylko, że w międzyczasie Pola była z Mariuszem. Mariusz mógł ją natulić do swojej gołej klatki piersiowej, aby dziecko zaklimatyzowało się z naszymi bakteriami – niestety przy cesarskim cięciu, kobieta nie ma takiej możliwości. Nawet nie pytajcie mnie, jak Mariusz płakał ze wzruszenia gdy o tym wszystkim mi opowiadał.

Co się działo po pierwszej cesarce?
Gdy emocje już trochę opadły to dotarło do mnie, że ja faktycznie miałam cesarskie cięcie. Miałam operację! Kiedy wcześniej, nigdy w życiu nie miałam nawet styczności ze szpitalem. Ale w tamtym momencie to już nie było ważne. Zapomniałam o minionym bólu i wszystkim co złe, bo liczyło się dla mnie tylko to, że Pola jest już z nami, a to spadające tętno w dobrym momencie udało się odkryć. Dzięki Bogu.

Cesarskie cięcie to nie droga na skróty!
Wierzcie mi proszę, bo ciągle widzę, że kobiety, które rodziły siłami natury kłócą się z tymi po cesarce. Kłócą się zupełnie o pierdoły, który poród to faktycznie poród, a który to droga na łatwiznę. Napiszę Wam tylko tak – po urodzeniu Poli dochodziłam do siebie bardzo długo, ponad miesiąc uczyłam się na nowo chodzić bez bólu. Pierwsza doba to horror, kiedy położne na siłę próbują Cię podnieść z łóżka, a Ciebie wszystko ciągnie, boli i w dodatku masz dreny wystające z brzucha, cewnik i dziecko, którym musisz się opiekować. Kiedy ja w 10 minut próbowałam dojść do łazienki, którą miałam 3 metry od łóżka, to kobiety po porodzie naturalnym już biegały po korytarzu. Moim zdaniem tych porodów nie można zupełnie porównywać, bo każdy jest inny, każda przechodzi go na swój sposób, a najważniejsze w tym wszystkim jest dobro i zdrowie dziecka. Ja w tamtym momencie nie miałam wyjścia i wyboru. Spory o takie rzeczy są dla mnie zupełnie idiotyczne.

Podsumowując – pierwsze cesarskie cięcie było dla mnie traumą. Wiele się namęczyłam, napłakałam i wycierpiałam. Planowaliśmy dwójkę dzieci rok po roku, ale miałam taki uraz, że o drugim nie chciałam nawet słyszeć. W dodatku myślałam, że nie mogę mieć tak szybko drugiego dziecka, bo po cesarce trzeba odczekać przynajmniej rok. Ale minęły 2-3 miesiące, Pola była już z nami, a ja zupełnie zapomniałam o tym wszystkim co działo się na porodówce. Instynkt macierzyński ponownie we mnie nabuzował, a my już byliśmy u lekarza konsultować wszystko – czy możemy, czy jest jakieś ryzyko ponownego zajścia w ciążę itd. Okazało się, że po 5 miesiącach ja pięknie się zagoiłam, a lekarz dał nam zielone światło na działanie. Byliśmy przeszczęśliwi, podziałaliśmy i… za pierwszym razem udał nam się Maks. :)

A o tym, jak przechodziłam pierwszą, a drugą ciążę znajdziecie o TUTAJ.

Mój drugi poród – Oczekiwania.
O tyle, co przed pierwszym porodem w ogóle się go nie bałam, to przed drugim czułam wiele obaw i strachu. Może dlatego, że dostałam przedsmak i zobaczyłam jak to wszystko wygląda. Muszę przyznać, że przy drugiej ciąży bardzo często o tym myślałam, czasem nawet nie spałam po nocach i biłam się z myślami, czy ponownie próbować i walczyć o poród drogami natury, czy jednak zaplanować drugie cesarskie cięcie. W przypadku pierwszej cesarki mamy te udogodnienie, że przy drugim porodzie możemy już w szpitalu same decydować, czy wyrażamy zgodę na poród naturalny czy cesarkę.

Długo, naprawdę długo o wszystkim myślałam i zdecydowałam, że skoro wiem jak to wszystko wygląda to drugi poród odbędzie się ponownie cesarskim cięciem, z tą różnicą, że te będzie już w pełni planowane i przewidziane. Ja mam bardzo niski prób bólu, zwłaszcza taki, którego nie mogę kontrolować – także skurcze porodowe i te spadające tętno Poli to dla mnie największa trauma na świecie. Natomiast w przypadku bólu, którego już zdążyłam poznać, jest tak, że ja nad nim potrafię już zapanować – nawet jeśli byłby silniejszy od tego, który jest impulsywny i nie do końca mi znany. U mnie wiele działa psychika i właśnie na niej często polegam. Wiem jak wygląda przebieg cesarskiego cięcia, wiem jaki ból towarzyszy później i już jestem mądrzejsza, bo wiem co zrobić aby szybciej dojść do siebie. Także niech mnie tną!

Mój drugi poród – Rzeczywistość.
Tutaj chciałabym się rozpisać tak jak z Polą, ale w przypadku Maksa poród i cały przebieg to był luksus. Wszystko zaczęło się 16 października 2016 roku, na 5 dni przed moim planowanym terminem porodu. W domu od kilku dni czułam delikatne skurcze, ale tego dnia nasiliły się i były w miarę regularne. Stwierdziliśmy, że skoro mamy babcię pod ręką, która zostanie w domu z Polą to weźmiemy torbę i pojedziemy do szpitala sprawdzić co się dzieję. Dojechaliśmy, ok 21:00 podłączyli mnie pod KTG i wyglądało na to, że powoli coś się zaczyna. Stwierdzili, że zatrzymają mnie samą na patologii ciąży i będą obserwować. Podczas wypełniania dokumentów zapytali mnie, jak chcę rodzić – odpowiedziałam, że nie wyrażam na zgody na poród naturalny i bardzo proszę o cesarskie cięcie. Nie było z tym żadnego problemu, tylko wypytywali mnie dlaczego taką, a nie inną podjęłam decyzję. Uzasadniłam im bezpośrednio, że mam traumę po zeszłym roku, boję się bólu i boję się powikłań przy porodzie naturalnym po tak krótkim odstępie czasu. O dziwo, zrozumieli i nawet nic nie komentowali.

Także pożegnałam się z Mariuszem, a położna zaprowadziła mnie na salę na patologii ciąży. Muszę przyznać, że cieszyłam się, że chociaż jedną noc uda mi się wyspać. A po chwili PSIKUS… znów zaczęło się nieprzewidziane. Dosłownie po 15 minutach odeszły mi wody! Położne śmiały się ze mnie, że dobrze nie zdążyłam się ułożyć, a już mnie muszą przenosić na salę porodową. Szybko zadzwoniłam po Mariusza, który zdążył wejść do domu na całe 2 minuty, że już musi wracać. Cieszyłam się, ale tym razem również miałam mnóstwo obaw, bo pomimo tego, że miałam planowane cesarskie cięcie to nie wiedziałam, jak to wszystko będzie się odbywać – bo z tego co się orientowałam to muszę czekać na mocniejsze skurcze aby zabrali mnie na blok operacyjny. Matko, czy ja to przeżyje?! Miałam znów czarne scenariusze przed oczami…

Po chwili wpadł lekarz, z uśmiechem na ustach i pytaniem – Jest Pani gotowa? A ja mu na to – Na poród? Oczywiście! – To zapraszamy. Szok normalnie, szok! Że tak bez skurczy, bez bólu, bez niczego? Cyk myk i byłam już w drodze na salę operacyjną. Moją jedyną obawą w tym momencie była świadomość wsadzenia tego cholernego cewnika oraz tego, czy Mariusz zdąży chociaż się pożegnać. Wpadł w ostatniej chwili! Dał buziaka, przejął moje torby i powiedział, że będzie jak zwykle czekał pod drzwiami. Całe ciśnienie ze mnie uszło.

Wjechałam na salę operacyjną, temat już znałam więc nie specjalnie się martwiłam. Dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe w kręgosłup, kotarka i te sprawy i wszystko się zaczęło. Leżałam i czekałam na rozwój wydarzeń. W tle nawet radio z muzyczką leciało, a lekarze wypytywali mnie o plany na wakacje. Prawdziwa sielanka, teraz się śmieje… :) Po chwili powtórka z rozrywki – płacz dziecka! Momentalnie przeszedł przeze mnie dreszcz, popłakałam się i znów poczułam te najwspanialsze uczucie na świecie. Zobaczyłam malutkiego i sinego Maksia, ubranego w różową czapeczkę. Z początku zwątpiłam przez ten kolor, ale położne zaśmiały się, że w innym kolorze akurat nie zdążyły uprać. Uff, mamy synka, całe 3820g! :) Dostałam go do policzka, ucałowałam i pożegnałam, bo położne zabrały go do Mariusza aby mógł go wytulić do swojej klatki piersiowej – tak samo jak to było z Polą. No i znów wzruszenie…

Co się działo po drugiej cesarce?
Doskonale pamiętałam ból po pierwszej więc tym razem nastawiłam się na stan bojowy, niczym żołnierz Marines. Nie mogłam się ze sobą ciaćkać, nie mogłam płakać i leżeć bezradnie. W końcu nie mogłam tak długo do siebie dochodzić i musiałam wziąć sprawy w swoje ręce – w trybie ekspresowym musiałam stanąć na nogi, bo nie dość, że urodziłam drugie dziecko to w domu czekało na mnie pierwsze, które nie zrozumie, że mama musi leżeć. I to pokazało mi, że dzieci to jednak największy motywator na świecie!

W dobę po cesarce wstawałam na nogi, zaciskałam zęby, z ogromnym bólem, ale wstawałam i chodziłam jak najwięcej. Nastawiłam się bardzo pozytywnie i po prostu ruszałam się jak najwięcej. Może nie każda z Was wie, ale pierwsze ruchy po cesarce to ogromny ból i wysiłek dla organizmu, ale jednak trzeba się ruszać – tak szybciej dochodzi się do siebie. Jeśli będziemy leżeć i załamywać ręce to blizna będzie zastygać i wbrew pozorom będziemy dochodzić do siebie dwa razy dłużej i ciężej. Ja nie mogłam sobie na to pozwolić. Pamiętacie o tym co wspominałam, że nad bólem, który znam potrafię zapanować? To jest w 100% racja. Inne kobiety po cesarkach patrzyły na mnie w podziwie, a ja im mówiłam – Nie możecie dać za wygraną, to poboli, ale wierzcie mi, że ten ruch wyjdzie Wam na lepsze. Motywowałam je i zachęcałam, aż sama byłam z siebie dumna… tak nieskromnie.

* Mogę Wam jeszcze od siebie doradzić, aby po cesarskich cięciach mieć ze sobą małego jaśka i dociskać go do rany podczas siadania, wstawania i chodzenia. To zdecydowanie potrafi delikatnie ulżyć w bólu i ciągnięciu. Doradzałam tak każdej kobiecie po porodzie i następnego dnia wszyscy świeżo upieczeni tatusiowe biegali po korytarzu z jaśkami – śmieszny, ale fajny widok. :)

Podsumowując oba porody – 2x cesarskie cięcia.
Pierwszy poród to była dla mnie trauma, a drugi to istny luksus. Tutaj kluczową rolę odgrywała moja psychika. Strach i niewiedza była moją słabością, a opanowanie i determinacja były moją siłą. Czy żałuję, że rodziłam przez cesarki? Z perspektywy czasu nie, zwłaszcza, że dzieci urodziłam bardzo duże. W dodatku bardzo szybko się zagoiłam, a bliznę mam bardzo malutką, nie mam też żadnych powikłań czy skutków ubocznych – to dla mnie ogromna zaleta. Jeśli byłabym w trzeciej ciąży to zapewne też bym chciała rodzić przez cesarskie cięcie.

Czy mogę Wam coś doradzić?
Na pewno nie zachęcam Was do wybierania porodu przez cesarskie cięcie. Jeśli macie siłę i determinację wybierajcie poród naturalny, ale jeśli strach jest ponad wasze możliwości rozważcie z lekarzami różne opcje. Moja pierwsza cesarka była nieplanowana i pozostawiła ogromny uraz gdzieś w psychice, natomiast druga była planowana i naprawdę wymarzona. Nie uważam się z tego powodu za gorszą czy lepszą, jednak nienawidzę gdy kobiety spierają się w tym temacie. Nienawidzę powiedzeń, że cesarka to nie poród. Przecież to poważna operacja, tak samo bolesna i ryzykowna jak siły natury. Z tą różnicą, że przy cesarce nie cierpi się w trakcie samego „porodu”, ale tuż po nim. W przypadku porodu naturalnego cierpi się w trakcie, a po urodzeniu dziecka cały ból znika – i regeneracja oraz laktacja są znacznie szybsze. Ale czy warto o to się kłócić?

+ Taka ciekawostka. 90% kobiet z którymi rozmawiałam, które rodziły przynajmniej dwa razy i doświadczyły obu rodzajów porodów, podsumowały, że poród naturalny jest znacznie lepszy i mniej traumatyczny niż cesarskie cięcie. Więc może cesarskie cięcie to wcale nie taka droga na skróty, jak się wszystkim wydaje?

Podsumowując…
Porodu nigdy nie da się przewidzieć czy w 100% zaplanować. Nigdy nie wiemy co nas spotka czy jakie skutki to będzie za sobą niosło. Komplikacje mogą być tuż po cesarce, albo i 10 lat po porodzie naturalnym – tego nigdy nie wiemy. Jedne kobiety rodzą szybko i bez większych wysiłków, a inne męczą się godzinami, albo i dniami. Każdy poród jest zupełnie inny, każdy organizm i każde nastawienie jest inne. Na porodówce musimy być gotowe na wszystko, dlatego warto odpowiednio wcześniej wyedukować się w tym temacie i poznać różne opcje oraz rozwiązania. No i oczywiście – bliska osoba! Ona obowiązkowo musi być z nami – ja nie dałabym rady bez Mariusza, jego wyrozumiałości, siły i wsparcia. To doświadczenie jeszcze bardziej zbliżyło nas do siebie.

Dla mnie nie ma różnicy, czy dziecko urodziło się przez pochwę czy rozcięcie w brzuchu – najważniejsze jest, że przyszło na ten świat całe i zdrowe. I dla Was też powinno… ♡

  • Reply
    Klaudia
    Gru 18, 2017 at 15:55

    Jak już się nie ma pomysłu co pisać na blogu to zaczyna się opisywać porody.masakra. Co będzie następne???

    • Zatrzymując czas
      Reply
      Zatrzymując czas
      Gru 18, 2017 at 16:07

      A poród to jakiś temat tabu? Zwłaszcza na blogu dla obecnych lub przyszłych mam? ??‍♀️

      • Reply
        Karola
        Gru 18, 2017 at 16:45

        Wzruszylam sie…?a dlaczego? Bo rowniez jestem Mama 8-miesiecznego Oskarka I przypomnial mi sie moj porod,ktory rowniez byl niespodziewany w przebiegu-tylko Z malym dodatkiem..moj synek urodzil sie miesiac wczesniej. Na szczescie caly I zdrowy I duzy jak na to stadium ciazy,ale sam fakt,ze czlowiek przezyl dodatkowy stres ? Bardzo lubie Twojego bloga I kibicuje Ci! Ps. Kojarze Cie Z widzenia z podstawowki ? pozdrawiam❤

    • Reply
      Monika
      Gru 18, 2017 at 19:47

      Mnie akurat bardzo interesowal ten temat, gdyż mam podobna sytuacje. Należy docenić czyjąś
      Szczerość i prace, a Jezeli kogos nie interesuje wpis to można go pominać, to naprawdę nie jest trudne…

    • Reply
      Patrycja
      Gru 18, 2017 at 21:05

      Super ze postanowiłaś się podzielić swoimi doświadczeniami 10 miesięcy temu przyszedł na świat mój kochany synek poprzez cc . Ciąża była z komplikacjami gdyż miałam cukrzyce i cholestaze ciążowa i z tego powodu trafiłam na patologie ciąży po 5 dniach próbowali wywołać poród jednak bez skutku nastopnego dnia wyniki wątrobowe znacznie wzrosły i zdecydowano ze za 2h będę mieć cesarkę . Bardzo chciałam spróbować naturalnie jednak gdzieś z tyłu głowy byłam gotowa na to ze możne tak własnie się potoczyć i zakończyć się cc . Sam pobyt na sali operacyjnej wspominam bardzo dobrze cały czas informowali mnie co robią a anestezjolog zagadywał a po chwili lekkie szarpniecie strasznie dziwne uczucie ! i usłyszałam płacz synka najpiękniejsze uczucie !
      położyli mi go na chwile na piersi wzięli a po chwili pojechał na oddział neonatologi . Najgorsze było później kiedy przewieźli mnie na sale pooperacyjna kiedy leżałam sama i nie miałam żadnych informacji o stanie zdrowia dziecka a partner nie mógł nawet wejść żeby przekazać mi wodę i rzeczy ..no i obok mnie leżała kobieta po cesarce która miała dziecko przez cały czas przy sobie a mnie łapał straszny dół i tak leżałam do 22 kiedy położna pomogła mi się uruchomić i od razu pobiegłam na sale do synka ! i tu muszę przyznać Ci racje nie pamiętam bólu bo dostałam takiego powera ze muszę zobaczyć syna ! Mały mial niski cukier przy urodzeniu i 2 doby leżał podłączony do pompy z isulina na szczęście wszystko okazało się ok i po tygodniu wróciliśmy razem do domu :)

    • Reply
      Paulina
      Gru 18, 2017 at 22:47

      Jak ci sie nie podoba nie musisz czytac !!! Uszczypliwe konentarze zostaw dla siebie

    • Reply
      Monia
      Gru 19, 2017 at 10:49

      A ja myślę, że bardzo dobrze , że Angelika pisze o wszystkim! ? osobiście nie mam jeszcze dzieci, ale bardzo chciałabym mieć trójkę i przynajmniej dwoje chciałabym po roku, a m.in. dzięki blogowi Angeliki wiem mniej więcej na co się przygotować i jak to wszystko może wyglądać ? to zdecydowanie najlepszy blog parentingowy, na którym poruszane są wszystkie tematy ❤ pozdrawiam Cię gorąco Angelika!?

    • Reply
      Ania
      Gru 19, 2017 at 16:41

      Klaudia po co w takim razie wchodzisz na bloga, który prowadzi matka dwójki dzieci ?! Znajdź bloga o tematyce, która interesuje właśnie Ciebie.

    • Reply
      Anonim
      Gru 19, 2017 at 18:37

      Jak Ci nie pasuje temat to go nie czytaj. Proste !.

    • Reply
      Dorota
      Sty 2, 2018 at 21:41

      Pani Klaudio, czy naprawdę tak trudno sobie uświadomić, że wiele kobiet chce czytać na temat porodów? Czy to takie dziwne, że na blogu , na którym porusza się tematy związane z rodziną, dziećmi etc. pojawia się historia porodu? Mnie post bardzo zaciekawił, dobrze, że są kobiety takie jak Pani Angelika, które chcą przestawić swoją historię i swój punkt widzenia mniej doświadczonym bądź niedoświadczonym kobietom. Co więcej, uważam, że i mężczyźni powinni to przeczytać- w końcu mężczyzna dobrze zaznajomiony z kobiecą naturą, naszymi troskami, obawami, doświadczeniami to skarb!

  • Reply
    Marta
    Gru 18, 2017 at 16:10

    Płakałam jak czytałam ten tekst. Jestem mamą 1,5 Lenki, która też urodziłam przez cesarskie cięcie (była źle ułożona do porodu). Też tego nie planowałam, ale teraz będąc w drugiej ciąży, wiem, że będę rodzic przez cesarskie cięcie. Tak samo jak ty boję się tego nie znanego dla mnie bólu przy porodzie naturalnym. A po cesarce, więc już co na mnie czeka, wiem jakiego znowu bólu doświadcze. Pamiętam jak nie mogłam przespać pierwszej nocy, bo tak wszystko bolało, ale taka prawda, że to wszystko dla dobra dzieci. Też nie uznaje powiedzenia, że cesarka to nie poród. Albo tekstu „ale miałaś fajnie”. Oba porody są trudne, i oba mają swoje minusy i plusy. A to co „wybierzemy” bądź nie, nie zmieni przecież naszej miłości do dzieci.

  • Reply
    Beata
    Gru 18, 2017 at 16:16

    Poród to tabu? A jak przychodzimy na świat? Bocian nas przynosi? To temat trudny i niefajny. Ja rodziłam naturalnie, to było koszmarne i traumatyczne ale wiem ze jeśli kobieta chce rodzic naturalnie a nie może, to jest to dla niej dramat. Co za różnica w jaki sposób rodzą się dzieci? Byle były zdrowe

  • Reply
    Sandra
    Gru 18, 2017 at 16:27

    Ja póki co jestem po jednym porodzie – cesarce. Dochodzenie do siebie,pierwsze wstawanie ,kroki.. to była jakas masakra ! Straszny ból. Z jednej strony chciałabym drugi raz spróbować rodzic naturalnie,choć wiem ,że nie dałabym rady ogarnąć tego bólu . Wiec druga tez raczej cesarka. Interesuje mnie tylko jak się zachowuje/ wyglada blizna po drugim nacięciu ?

    • Zatrzymując czas
      Reply
      Zatrzymując czas
      Gru 18, 2017 at 16:34

      Blizna po drugiej cesarce jest taka sama jak po pierwszej – wycinają tą starą i zostaje tylko nowa. A jak się zachowuje? To kwestia indywidualna myśle, ale w moim przypadku obie zagoiły się bardzo szybko. :)

  • Reply
    Joanna
    Gru 18, 2017 at 16:27

    Za miesiąc kończę 21 lat i wydaje mi się, że do porodu pierwszego dziecka jeszcze trochę poczekam, to i tak skusiłam się na przeczytanie tego postu i super, że poruszyłaś ten temat, bo na pewno nie powinien on być tematem tabu :) pozdrawiam Was serdecznie iii może kiedyś przeczytam post o Twoim trzecim porodzie :)

  • Reply
    Kilee
    Gru 18, 2017 at 16:46

    Gdzie rodziłaś?

  • Reply
    Ola
    Gru 18, 2017 at 16:46

    Poplakalam się to przerażający moment i łatwo każdej z nas oceniać dopóki sama nie doświadczy☺. Fajnie że odwazylas się o tym napisać.
    Buziaki !

  • Reply
    Kasia
    Gru 18, 2017 at 16:53

    Pamiętam swój poród. Cztery dni w jednym szpitalu..5 dnia trafiłam do kolejnego szpitala na patologie ciąży ledwo co zdążyli mi zrobić badania a mi już wody odeszły. 34 tc stan zagrożenia życia matki i dziecka, ja przerażona nikt mi nic nie wytłumaczył, tylko szybko na sale operacyjną. Godzinę próbowano wbić mi sie w kręgosłup..jak sobie to przypomnę to aż mnie boli. Po godzinie mnie uśpiono.. obudziłam się ze strasznym bólem w gardle. Dziecka nie było na sali tylko na neonatologii i dopiero wtedy sie dowiedziałam że mam śliczna dziewczynkę która bardzo walczy o życie. 23:17 dokładnie o tej godzinie urodziła się Anastazja. O 5 rano kazano mi wstać.. hmm w sumie nie było tak źle..tyle ze ten okropny cennik między nogami ( zaburzenia pracy nerek przez kilka dni nie pracowały w ogóle.) Chciałam e końcu zobaczyć córkę. Położne zaporowadzily mnie na neonatologie…zobaczylam ja i nie poczułam nic. Kompletnie nic. Nie było jakiejś miłości od samego początku. Pojawiła sie dopiero po 3 miesiącach dopiero wtedy pierwszy raz powiedziałam córce że ja kocham. Lubię przypominać sobie czas porodu mimo że było nie tak jak sobie wymarzyłam.

    • Zatrzymując czas
      Reply
      Zatrzymując czas
      Gru 18, 2017 at 17:01

      To jest bardzo ciężki temat i nie każdy go zrozumie, ale czasem tak bywa, że miłość nie pojawia się od razu tylko trzeba się z nią oswoić. Nie każda z nas do tego się przyznaje, ale takie sytuacje faktycznie maja miejsce. I fajnie, że Ty nie boisz się o tym mówić. ??

  • Reply
    Ewelka
    Gru 18, 2017 at 17:02

    Porównywać porody mają prawo tylko te kobiety, które obu doświadczyły. Piszesz że nienawidzisz sporów o cc i sn a sama w pewien sposób pozwalasz sobie na pisanie że po cc to a po sn tamto. Piszesz że 90proc kobiet które zapytałaś o to który poród lżejszy odpowiedziało że naturalny, gdzie wśród moich znajomych a szczególnie rodziny cesrka jest „zbawieniem” i nawet nie nazywaja jej porodem. Kwestia doboru pań do ankiety. Racja.. Są kobiety co się trzy razy dobrze zaprą i dziecko na świecie, ale są i takie jak ja które wija się całą noc w skurczach a rano przy porodzie dziecko utknie w kanale, tetno jest bliskie zeru a zamiast robić cc, nacinaja krocze, wkładają proznociag a pozniej przez 2 tyg chodzisz kleczkiem i placzesz bo szwy ciagna a blizna sie nie goi.. Tak jak przy cesarce… Są różne historie i jeśli piszesz że czegoś nienawidzisz to sama też tego nie rób!!

    • Zatrzymując czas
      Reply
      Zatrzymując czas
      Gru 18, 2017 at 17:09

      Przepraszam, ale chyba nie czytasz, że zrozumieniem. Nie porównuje ani nie krytykuje kobiet, które rodzą SN i CC – pisze, że najważniejszy nie jest poród a zdrowie narodzonego dziecka. Chyba musiałaś mnie gdzieś źle zrozumieć.

      A co do ankiety i tych 90%, ja nie próbuje nikogo na sile przekonać – wystarczy ze wejdziesz teraz na instagram i przeczytasz komentarze pod najnowszym zdjęciem. Jak byk widać te 90% i to nie jest zły dobór ankietowanych – to samo życie. ??‍♀️

    • Reply
      Misia
      Mar 13, 2018 at 22:18

      Oj tak dokładnie zgadzam sie z P.Eweliną..niestety moja historia jest bardzo podobna :( dlatego będąc w 2 ciąży nawet nie wyobrażałam sobie rodzic naturalnie i wzięłam cc na żądanie i absolutnie nie żałuje!Ja przeszłam przez sn (do końca z proznociagiem) i cc,nikogo nie oceniam ale uważam,że mam prawo porównywać i cc dla mnie to faktycznie łatwizna,tak jak piszesz pójście na skróty.Choć sama tak rodziłam,to cos w tym jest ze ten kto miał cc to nie wie co to poród.Bo do sn to jest bajka,tak jak napisałaś ból jest kontrolowany,duzo lżejszy i zupełnie inny.Ja każdemu cc polecam,ale pisze i mowię tylko i wyłącznie swoje zdanie.

  • Reply
    Ewa
    Gru 18, 2017 at 17:09

    Po nowym roku wypada mój termin porodu. Mówiąc szczerze od początku twierdziłam że to tylko formalność choć to moja pierwsza ciąża to takie mówienie o tym z lekkością napawało mnie optymizmem. A im bliżej tym sama nie wiem czy faktycznie to taka „formalność”. Tym bardziej że bardzo zależy mi na naturalnym porodzie a Mała mi w tym nie pomaga bo się nie odwrociła. Twój tekst trochę mi pomógł choć czytałam ze łzami w oczach i nogami z waty. Cesarki teraz boję się trochę mniej ale jednak nadal. Za jakiś czas dowiem się na 100% jaki w końcu porod mnie czeka. Oby mój optymizm mnie nie opuścił w dniu rozwiązania ;)

  • Reply
    Ewulka
    Gru 18, 2017 at 17:10

    Cześć. Bardzo ciekawy post. Jeśli chodzi o pierwszy porod to najważniejsze że wszystko dobrze sie skonczylo. Pozdrawiam
    p.s. na sali pooperacyjnej pacjentkami po cięciach cearskich i na patologii ciąży pracują tylko położne( a nie pielęgniarki).

  • Reply
    Magdalena
    Gru 18, 2017 at 17:23

    Osobiście na sali porodowej błagam o CC … Ból był niesamowity, a skurcze trwały 16 godzin … bylam wykończona i nie miałam siły juz nawet płakać … Lekarze nie mieli podstaw do CC więc czekali . Po 12 godzinach poród został i tak wywołany i zakończył się Kleszczewo … Nikomu nie życzę tego co przeszłam … strach o dziecko na słowa „kleszcze” nie do opisania !! Osobiście jeżeli będę w drugiej ciąży zapanuje CC !!

  • Reply
    Aneta
    Gru 18, 2017 at 17:27

    Pięknie napisane. Wzruszyłam się bo przeszłam to samo . A do tego doszedł Baby Blues coś strasznego . Ale dałam radę i jestem z siebie dumna .

  • Reply
    Ewa
    Gru 18, 2017 at 18:43

    Czytając się poryczałam, ja jeszcze nie rodziłam ale takie opowieści dają dużo do myślenia .Parę dni temu rodziła moja przyjaciółka ,miała poród naturalny opowiadała że ból jest ogromny jednak zaraz po powrocie z porodówki poszła do łazienki ,różnica w porodzie jest ogromna jak i po nim. Najważniejsze być silną i dawać radę :) Dzięki za ten post .Trzymaj się Angelika :D

  • Reply
    Maria
    Gru 18, 2017 at 18:44

    Jestem mamą 2,5 rocznej Julki i miesięcznej Róży. W obu przypadkach rodzilam poprzez cesarskie cięcie. Pierwsza cesarka byla planowana, bo mała była ułożona pośladkowo, wiec już wiedziałam, że będzie to operacja. Zaczęło sie jednak mega niespodziewnie, bo tydzień przed rerminem na wlasbym weselu o 21 odeszly mi wody :D 5 sierpnia 2015 ślub a 6 sierpnia nasza córka przyszła na świat. Wydarzenie nr 1 w szpitalu :D Za pierwszym razem balam sie i bóle byly okropne ( krzyżowe) masakra myslalam ze umrę. Po cesarce zbyt wczesnie wstalam i ból glowy pozostal mi miesiac po operacji. Okropny, ciągły nic do pozazdroszczenia. Drugi porod po 2 latach mial być naturalny lecz gdy pojechalam ze skierowaniem na oddzial okazalo sie ze dziecko jest duże, i blizna była nie do końca zrosnieta. Druga cesarka :) Tym razem jezeli chodzi o próbę podnoszenia sie szlo mi to o wiele gorzej niz za pierwszym razem. Gdy wstałam bylo już lepiej, lecz bol ciagniecie w okolicach blizny byly duże. Powiem tak porod naturalny nie jest mi znany woec nie moge sie wypowiadac co do bolu itd., lecz cesarka to operacja gdzie wszystkie powloki brzuszne sa rozcinane, więc to nie takie byle co. Babcia mojego męża powiedziała że eee cesarka to juz pewnie Marysia zasuwa…aha. No niestety nie ten kto uważa cesarke za wyjście bez bólu czy wygodę to jest w ogromnym błędzie. Jak to ładnie powiedzialas Angelika, że przy porodzie naturalnym cierpi sie w trakcie za to przy cesarce po i to jest święta prawda.

  • Reply
    Julita
    Gru 18, 2017 at 18:45

    Jak wszystkie mamuśki czytając ten wpis również się popłakałam… Mój poród był stosunkowo nie dawno – 2 miesiące temu. Nastawienie miałam takie samo jak Ty podczas pierwszej ciąży – tylko naturalnie, żadnej cesarki! Szkoła rodzenia, nauka oddychania, wszystkie ćwiczenia – czułam się na maksa przygotowana! Niestety nasz synek nie spieszył się na świat i dwa tygodnie po terminie położyli nas do szpitala i na następny dzień miało być wywoływanie… Jednak już od 2 w nocy zaczęłam mieć skurcze, nad ranem były już masakryczne… tyle przekleństw mój mąż też chyba nigdy z moich ust nie słyszał :D ale ból był tak silny… coraz silniejszy… a rozwarcia brak :( po 12 godzinach byłam totalnie wykończona, a nic nie postępowało… I lekarze zdecydowali – cesarka. Okazało się po operacji, że nasz synek też był dość duży – 4150g i stwierdzili, że naturalnie pewnie i tak nie dałabym rady go urodzić :( Co więcej, nasz maluch nie płakał po wyjęciu z brzucha, to były najdłuższe minuty w moim życiu kiedy czekałam na pierwszy krzyk, bałam się, że coś jest nie tak, ale po chwili położna przyniosła mi go i mogłam dać buziaka, a on tylko patrzył, w ogóle nie płakał! :) Choć oczywiście później to nadrobił hi hi :) A dochodzenie do siebie po cesarce jest faktycznie ciężkie… choć ja też starałam się szybko ruszać mimo bólu i jakoś dałam radę :) nie wspominam tego aż tak źle. A czy przy następnej ciąży zdecyduje się na cesarkę? Nie wiem :) Czas pokaże :D Pozdrawiam Waszą całą rodzinkę :)

  • Reply
    Maria
    Gru 18, 2017 at 18:46

    Jestem mamą 2,5 rocznej Julki i miesięcznej Róży. W obu przypadkach rodzilam poprzez cesarskie cięcie. Pierwsza cesarka byla planowana, bo mała była ułożona pośladkowo, wiec już wiedziałam, że będzie to operacja. Zaczęło sie jednak mega niespodziewnie, bo tydzień przed rerminem na wlasbym weselu o 21 odeszly mi wody :D 5 sierpnia 2015 ślub a 6 sierpnia nasza córka przyszła na świat. Wydarzenie nr 1 w szpitalu :D Za pierwszym razem balam sie i bóle byly okropne ( krzyżowe) masakra myslalam ze umrę. Po cesarce zbyt wczesnie wstalam i ból glowy pozostal mi miesiac po operacji. Okropny, ciągły nic do pozazdroszczenia. Drugi porod po 2 latach mial być naturalny lecz gdy pojechalam ze skierowaniem na oddzial okazalo sie ze dziecko jest duże, i blizna była nie do końca zrosnieta. Druga cesarka :) Tym razem jezeli chodzi o próbę podnoszenia sie szlo mi to o wiele gorzej niz za pierwszym razem. Gdy wstałam bylo już lepiej, lecz bol ciagniecie w okolicach blizny byly duże. Powiem tak porod naturalny nie jest mi znany woec nie moge sie wypowiadac co do bolu itd., lecz cesarka to operacja gdzie wszystkie powloki brzuszne sa rozcinane, więc to nie takie byle co. Babcia mojego męża powiedziała że eee cesarka to juz pewnie Marysia zasuwa…aha. No niestety nie ten kto uważa cesarke za wyjście bez bólu czy wygodę to jest w ogromnym błędzie. Jak to ładnie powiedzialas Angelika, że przy porodzie naturalnym cierpi sie w trakcie za to przy cesarce po i to jest święta prawda.

  • Reply
    Kasia
    Gru 18, 2017 at 18:55

    Też się wzruszyłam bo do opisu drugiego CC jakbym czytała o sobie tyle że rodziłam syna i także cesarka bo przy skurczach tętno zanikało. Z drugim porodem ja byłam uparta tylko naturalnie nie chciałam przechodzić przez CC drugi raz a co się okazało po 10 godzinach skurczy zero rozwarcia, nic i lekarz zadecydował CC. Stwierdziłam że trudno ważne żeby córka była zdrowa. Ale moja druga cesarka już nie była taka super. Najpierw ból przy wkłuciu podczas znieczulenia okropny. Potem problem bo znieczulenie nie zadziałało (źle mnie znieczuliła chyba) dali mi po chwili jakiś specyfik że miałam taki odlot po którym widziałam wszystkie kolory tęczy i śpiewałam ale nic nie czułam miałam totalny odpał. Niestety najgorsze dla mnie było to że nie usłyszałam płaczu córki ani jej nie zobaczyłam, dla mnie dramat. Potem problem z obkurczaniem macicy i cały dzień dochodziłam do siebie brak czucia w nogach, masakra. Córkę przywiózł mąż na chwilkę żeby mi ją pokazać a dopiero na drugi dzień mogłam się nią zająć. Psychicznie mnie to dobiło (może to hormony) ale płakałam przez pierwszy miesiąc że musiałam mieć CC że nie dałam rady urodzić naturalnie i że cały zabieg był beznadziejny że córkę dopiero na drugi dzień zobaczyłam. Ale teraz minęło dzieci mam wspaniałe zdrowe i to najważniejsze a blizna praktycznie niewidoczna ?

  • Reply
    Ania
    Gru 18, 2017 at 19:09

    Jestem mama 9 miesiecznego Franusia, porod zaczal sie tydzien po terminie (podobno chlopcom sie nie spieszy na ten swiat :) ) skurcze mialam trzy dni najpierw nieregularne itp. rodzilam w Anglii tutaj przyjmuja do szpitala dopiero jak napewno wody odejda i ma sie 3-4 cm rozwarcia i co 3-4 minuty skurcze. W naszych planach byl porod w basenie ale mialam wody troche zielonkawe i mialam rodzic naturalnie z tym ze po nocy w szpitalu mialam tylko 6 cm rozwarcia wiec lekarze zdecydowali sie na zrobienie cc i powiedzieli mi ze bedzie to lepsze dla mnie i dziecka. Nie zaluje ze mialam cc oczywiscie zanim doszlam do siebie fizycznie to troche minelo czasu ale dziecko bylo przy mnie od razu na sali operacyjne mi go polozyli na klatke piersiowa i karmilam piersia przez nie cale trzy miesiace. Tak mialo byc !!!

  • Reply
    Ania
    Gru 18, 2017 at 20:27

    Tekst idealnej długości na czas karmienia:) czytalam z ciekawością, jestem równe 2miesiace po cesarskim cięciu i wiem, że nie chcę żeby córeczka była jedynaczka więc czeka mnie ponowne cc. U mnie to względy mojego zdrowia zdecydowały o planowym cc, w dodatku w pełnej nurkozie co tym bardziej utrudnilo dochodzenie do siebie. W końcu ktoś nazwał rzeczy po imieniu. Mamuśkom wypisującym mądrości o „wydobycinach”, o tym, że nie jesteśmy matkami, bo nie rodzilysmy, polecam poznanie tej przyjemności. Weekend w spa się chowa. Pozdrawiam

  • Reply
    Renata
    Gru 18, 2017 at 20:53

    Piękny tekst długo na taki czekałam. Sama jestem po jednej cesarce też chciałam rodzić naturalnie ale niestety albo stety. Po porodzie bardzo szybko doszłam do siebie może dlatego że nie była to moja pierwsza operacja. Ale myślę że kiedyś przy drugim również wybiorę cc chociaż bardzo się boję tych wszystkich powikłań. Narazie jestem po drugim poronieniu i to też działa na psychikę mam jednak nadzieję że kiedyś się uda. Pozdrawiam i buziaki dla maluchów :*

  • Reply
    Ania
    Gru 18, 2017 at 21:25

    Tez miałam Cc dwukrotnie. Najgorszym uczuciem było dla mnie wyszarpywanie dziecka z brzucha, przy drugim porodzie myślałam ze zwymiotuje… tez nie lubię być postrzegana jako ta, która nie wie nic, bo rodziła przez Cc. To idiotyczne.

  • Reply
    Luna
    Gru 18, 2017 at 21:34

    Urodziłam synka 4 miesiące temu. 7 dni po terminie przyjęli mnie do szpitala, miałam również rodzić naturalnie. Na usg w szpitalu jednak wyszło że syn waży 4600g, miałam też złe wyniki badań więc lekarze zdecydowali się na cc. Byłam w szoku, jednocześnie w sumie się cieszylam że nie będę musiała urodzić go naturalnie przez tą dużą wagę ale bardzo się bałam bo nawet nic nie czytałam wcześniej jak wygląda cesarka, cały czas przygotowywałam się do sn… Teraz z perspektywy czasu najgorzej wspominam zakładanie cewnika ? Może to fart lub jakieś predyspozycje organizmu, ale mnie po cc praktycznie nic nie bolało, wstałam normalnie po 12h i wyprostowałam się bez problemu ? Też bardzo brakowało mi kontaktu skóra do skóry po porodzie, no i miałam spore problemy z laktacją po cc. Podziwiam wszystkie kobiety które rodziły dziecko, czy to sn czy cc, to bez znaczenia, dla mnie sam fakt że dajemy tym małym istotkom życie i bierzemy odpowiedzialność aby je wychować jest ogromnym wyzwaniem, bo nie jest łatwo ? Z drugiej strony miłość do dziecka jest najpiękniejszym uczuciem jakiego można doświadczyć- poród jest stosunkowo niską ceną którą trzeba za to zapłacić, a na pewno warto! Pozdrawiam wszystkie mamy! ?

  • Reply
    Paulina
    Gru 18, 2017 at 22:13

    Właśnie jestem 5 dni po porodzie, emocje jeszcze nie opadły, więc trafiłaś w bardzo świeży dla mnie temat.. Popłakałam się czytając o porodzie Poli. Sama już podłączona pod ktg ze skurczami stresowałam się czy wszystko z małą w porządku skoro to tak długo trwa, więc nie wyobrażam sobie co Ty czułaś.. Jednak nie do końca zgodzę się ze zdaniem, że „… W przypadku porodu naturalnego cierpi się w trakcie, a po urodzeniu dziecka cały ból znika..” może w większości przypadkach tak jest, ale u mnie tak nie było, bo mimo nacięcia krocza mała miała za dużą główkę i rozerwała mnie do 3 stopnia, zszywali mnie 1,5h, antybiotyki, kroplówka, na koniec przetaczanie krwi, bo straciłam jej zbyt dużo.. Cierpiałam niemiłosiernie w trakcie porodu i jeszcze te kilka dni po nim. Inne kobiety rodzące naturalnie po kilku godzinach już biegały po korytarzu, nawet niektóre po cesarce wstały z łóżka wcześniej ode mnie.., a ja nie dość, że płakałam z bólu, bo nie mogłam nawet nóg podnieść i jakkolwiek na leżąco/siedząco rana w kroczu ciągnęła to jeszcze mdlałam przez tą utratę krwi, nie wiem jeszcze jak długo będę poruszać się jak żółw… także niestety różnie to bywa w obu przypadkach porodów :( Pierwsza moja myśl po porodzie była taka, że następne dziecko chcę rodzić przez CC, ale fakt jest taki, że po prostu jeszcze nie zapomniałam o tych złych doświadczeniach.. Nie poradziłabym sobie też z tym wszystkim gdyby nie mój mąż, był ze mną przez cały poród, a potem przez wszystkie dni (i godziny) odwiedzin. To mega ważne mieć kogoś takiego przy sobie w tych trudnych chwilach :))

  • Reply
    Anonim
    Gru 18, 2017 at 22:38

    Świetny post az się wzruszyłam, sama przeszlam dwa cc jedno nagłe podobnie jak u Ciebie a drugie już planowane i nie żałuję decyzji ,bo tak jak napisałaś nie istotne jaki to poród naturalny czy cięcie ważne że wszystko przebiegło dobrze a dzieci są zdrowe ?

  • Reply
    Klaudiaa
    Gru 18, 2017 at 22:41

    Świetny post, tez miałam dwa cc jedno nagłe podobnie jak u Ciebie drugie planowane i nie żałuję, bo tak jak napisałaś nie ważne jak czy siłami natury czy przez cięcie ważne ze wszystko dobrze poszło a dzieci zdrowe?

  • Reply
    Magda
    Gru 18, 2017 at 22:45

    Piękny tekst. Mój poród zupełnie inny – sn. Trauma pozostała tak wielka, że nie jestem w stanie zdecydować się na 2gie dziecko. Dziecko zostało wypychane z brzucha na siłę. Lekarz jak rzeźnik wypychal dziecko łokciem, kładł się na brzuchu. Dziś wiem że gdyby było mnie stać to z 2gim dzieckiem poszlabym na cesarke ” na życzenie”.

  • Reply
    Kama
    Gru 18, 2017 at 23:11

    Ja natomiast rodziłam naturalnie ale po tak długim i ciężkim porodzie przy drugim dziecku (o ile sie zdecydujemy) wolałabym cesarkę. Dużo mam, ktore miały cc odradza, tłumacząc, że nie wiem na co się pisze, ale nie wyobrażam sobie drugi raz tego samego przechodzić. Za dużo bólu, łez, mówienia że się nie da rady itd. Rzeczywistość jednak mamy inną. Nie ma tak dobrze, że można sobie wybrać jaki chcesz poród czy sn czy cc. Dlatego zazdroszczę tym kobietom, które mają przeciwwskazania do porodu sn i mają wykonywane cc. Naprawdę.
    A tak poza tym bardzo fajny wpis i mega blog. Lubie Cie sluchac i czytac. Nigdy się nie udzielałam tego typu rzeczach, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.
    Pozdrawiam serdecznie i przy okazji Wesołych Świąt!

  • Reply
    Ania
    Gru 18, 2017 at 23:12

    Kochana, śledzę Cię jeszcze od czasów ‚Angelika’s Place’ i chciałam Ci dzisiaj oficjalnie tutaj podziękować ( bo z reguły jestem tym cichym obserwatorem) za ten post. Dziękuję Ci, bo jestem Twoją rówieśniczką i to wszystko, co Ty już przeżyłaś ja mam jeszcze przed sobą. Twój blog to miejsce ogromnej inspiracji, pięknych słów i przede wszystkim miejsce, z którego bije ogromne ciepło, miejsce które pokazuje co tak na prawdę w życiu liczy się najbardziej, co jest najważniejsze.
    Ja staram się czerpać z Twoich słów, z każdego Twojego posta jak najwięcej, aby być ‚mądrzejsza’ o te doświadczenia, które jeszcze mnie czekają. Jestem Ci ogromnie wdzięczna za każde słowo, które tutaj do nas piszesz, czym się dzielisz, co pokazujesz.
    Wasza piątka to najbardziej zgrana paczka jaką znam, bądźcie tutaj dla nas zawsze, bo nie ma drugiego takiego miejsca w sieci :)
    Życzę Wam powodzenia i ściskam mocno każdego z osobna! :)
    A.

  • Reply
    Kasia
    Gru 18, 2017 at 23:18

    Bardzo fajny tekst i do tego wzruszający :) Dwa miesiące temu urodziłam siłami natury synka. Pierwsza faza porodu trwała bardzo szybko, od 5 rano do ok. 11.00 było już pełne rozwarcie, nie powiem bolało, ale dało się wytrzymać. Niestety to co później się działo, bardzo mnie zaskoczyło. Poród w drugiej fazie nie postępował. Trwało to aż dwie godziny! Pod koniec pękła mi kość ogonowa z wysiłku i syn się urodził zaraz potem. Mimo sn, z powodu złamania kości, dochodziłam do siebie przez miesiąc. Z bólu nie mogłam się schylać i siedzieć, karmiłam synka na leżąco. Widać nie tylko po porodzie przez cc dochodzi się dłużej do siebie.

  • Reply
    Paulina
    Gru 18, 2017 at 23:25

    Sama miałam pierwszą cesarke cztery lata po niej poród siłami natury i kolejne dwa lata później też naturalny. Bałam się za każdym razem ale w moim przypadku najgorsze były skurcze sam poród był „przyjemny” w każdej z trzech ciąży. To magiczne uczucie i emocje jakie towarzyszą kobiecie w takich chwilach nie do opisania rozumieją tylko te które doświadczył na własnej skórze?

  • Reply
    Agnieszka
    Gru 18, 2017 at 23:32

    Jakbym czytała swoja historie…. niespelna miesiąc temu urodziłam drugiego synka przez cc również z wyboru bo tak samo miałam traume po pierwszym, gdzie poród miał odbyć się naturalnie…rozumiem Cię w 100%. Nie ważne jak odbył się poród, ważne, żeby dziecko urodziło się zdrowe bo przecież to jest najważniejsze.. Pozdrawiam Cie serdecznie?❤

  • Reply
    Anna
    Gru 19, 2017 at 12:23

    Ja zdecydowałam, że mój syn urodzi się przez cesarskie cięcie, strach przed tym, że mogłoby dojść do powikłań w trakcie, był tak ogromny, że nie wyobrażałam sobie innej opcji. Bałam się o życie i zdrowie mojego dziecka. Dziś z perspektywy czasu trochę tego żałuje, że nie spróbowałam, że nie chciałam, żałuję, że tak bardzo się bałam.
    Czułam się rewelacyjnie po cesarce, szybko doszłam do siebie, jedynym największym problemem było karmienie piersią, które doprowadziło mnie do depresji.
    Mój syn za moment będzie miał 2 lata i w dalszym ciągu nie chcę mieć 2 dziecka.
    Pozdrawiam

    • Reply
      Marta
      Gru 20, 2017 at 19:30

      Zdecydowałam? A to od kiedy w Polsce CC wykonuje się na życzenie ?

  • Reply
    Agnieszka
    Gru 19, 2017 at 17:59

    Dziękuję Ci za ten wpis? ja też miałam wizję swojego porodu,oczywiście naturalnego,planowałam zakup balonika żeby obyło się bez.nacięcia,a wczoraj ginekolog oświadczył,że tylko cc (łożysko przodujace…). Boję się strasznie,tego bólu,gojenia, cewnika,bezradności i gadania teściowej (jest naprawdę wredna,jestem za zwolnieniu to ciągle mbie krytukuje mimo że było to zalecenie lekarza,bo ja chciałam pracować do końca-los chciał inaczej). Teraz przeczytałam drugi raz i jakoś oswajam się z tą myślą i jestem dobrwj.myśli :) pozdrawiam serdecznie cała Waszą rodzinkę i życzę już dzisiaj wszystkiego dobrego na święta ????

    • Zatrzymując czas
      Reply
      Zatrzymując czas
      Gru 20, 2017 at 00:11

      Na pewno będzie wszystko dobrze! ?

    • Reply
      Mama Wiki
      Mar 13, 2018 at 17:49

      Kochana nie przejmuj się teściową. One zawsze gadają i wiecznie się im coś nie podoba. Ważne, że dziecko zdrowe przyjdzie na świat. Czy przez Sn czy CC nie ważne, jedno co w tym wszystkim jest ważne to to że kochasz i będziesz kochana :)

  • Reply
    rodzicewsieci.pl
    Gru 19, 2017 at 20:35

    Przeczytałam od początku do końca. Przy pierwszych wspomnieniach wzruszyłam się niesamowicie, przy historii z Maksem uśmiechałam się jak głupia do ekranu. Jak wiesz jestem po trzech porodach. Rodziłam za każdym razem naturalnie ale nigdy nie uważałam się przez to za lepszą mamę. Jestem największym bojuchem na świecie. Mama zawsze się śmiała ze mnie, że ja to chyba nawet muchy czy biedronki się boję. Przeżyłam i wspominam każdą z tych chwil z uśmiechem na twarzy bo to 3 najpiękniejsze momenty mojego życia. I masz rację… pierwszy poród jaki by nie był, jest najtrudniejszy chyba- i wynika to właśnie chyba z tej nieświadomości. Przy drugim już było lepiej a trzeci wspominam cudownie mimo, że skurcze bolały jak cholera. Przy 3 byłam jednak w fantastycznym okresie życia. czekaliśmy na maleństwo, budowaliśmy wtedy dom… było piękne, cudowne, słoneczne lato. Psychika odegrała tu ogromną ! rolę. Wiedziałam, że szybko musze się pozbierać- w domu przecież byla jeszcze dwojka dzieci. Poza tym budowa domu… ja tam chciałam być! Czułam, że nic nie może mnie ominąć. Chciałam jak najszybciej dojść do siebie i doszłam! Nie da się porównywać porodów. Ani naturalnych między sobą ani naturalnych z cesarką. Każdy ZAWSZE będzie inny. I ostatnia kwestia… wiesz, to nie jest tak, że przy naturalnym ból jest przy porodzie a potem od razu znika. Po pierwszym porodzie dochodziłam do siebie miesiąc. Nie mogłam chodzić, nie mogłam siadać, leżenie nawet bolało.. Po drugim dosżłam dużo szybciej do siebie a po trzecim.. cóż.. dosżłam do siebie blyskawicznie, czułam się najszczęśliwszą mamą na świecie, spełnioną kobietą, żoną… cudowny czas <3 Podziwiam mamy po cesarce! Sama bałabym się niemiłosiernie. Tego znieczulenia, tego cięcia, tego zszywania właśnie. Cóż, czasem jednak decyduje za nas los. Pamiętajmy, że dla każdej mamy chwila pojawienia się jej dziecka na świecie to coś najwspanialszego w jej życiu. Tego nie powinno się ani porównywać ani krytykować. Buziaki dla was :*

  • Reply
    Aga
    Gru 19, 2017 at 20:38

    Angeliko sledze Twojego bloga od ponad roku.Znalazlam go gdy bylam w 3 ciazy i szukalam inspiracji do urzadzenia pokoiku.B mi wtedy poiglas☺☺☺

  • Reply
    Aga
    Gru 19, 2017 at 20:48

    Moja coreczka urodzila sie miesiac po Maksiu przez cc trzecie z kolei .Moj strach przed porodem byl ogromny.Moja mama rodzac mnie miala ogromne komplikacje i b ciezki porod.Ja kilka raxy poronilam i kiedy udalo mi sie donosic ciaze wiedzialam ze w gre wchodzi tylko cc .Chcialam miec wszystko pod kontrola i tak bylo. Wszystkie 3 ciecia wspominam b dobrze . Nie mialam zadnych problemow z karmieniem.Kiedy przyjechalam na 3 cc i podlaczono mnie do ktg okazalo sie ze zanika tetno natychmiast znalazlam sie na stole okazalo sie ze mala byla 2 razy okrecona pepowina……Dzis ciesze sie ze podjelam taka decyzje balam sie ze zalicze pakiet 2w1 czyli kilkanascie godzin porodu zakonczonego cc .Oczywiscie nie promuje cc ale uwazam ze kaxdy powinien miec ptawo wyboru
    Pozdrawiam

  • Reply
    Aleksandra
    Gru 19, 2017 at 21:56

    Angelika powiedz mi czy przy cesarskim cięciu jak Ci dawali znieczulenie w kręgosłup, bolało?

    • Zatrzymując czas
      Reply
      Zatrzymując czas
      Gru 20, 2017 at 00:10

      Ukłucie igły samo w sobie nie bolało, ale czuć było ten płyn, jak delikatnie rozpiera coś tam w środku i to było już nieprzyjemne. Niemniej jednak znieczulenie w kręgosłup to pikuś. :)

  • Reply
    Kasia
    Gru 20, 2017 at 21:30

    Ja urodziłam synka sn. Lekkie skurcze zaczęły się ok.10 w środę rano,po 21 byłam w szpitalu myśląc,że to już a położna mówi,że skurcze marne i rozwarcia brak.Wtedy sobie pomyślałam,że to jednak będzie cholernie bolało skoro teraz jest mi już tak źle,ale byłam hmm podekscytowana zarazem,nie mogłam się doczekać tego malucha.Dostałam oksytocyne i wtedy to dopiero zaczął się hardcore. Skorzystałam chyba ze wszystkich metod łagodzenia bólu,najlepszy był gaz i piłka.Dla mnie to wszystko trwało wieczność,w końcu się trochę poddałam.Usłyszałam,że ostatnia próba i chyba trzeba będzie jechać na cc. Wtedy chyba jakoś podświadomie mój organizm się zmobilizował i o 4.25 w czwartek urodziłam synka.Już byłam taka wykończona,że aż mi tlen podawali. Dla mnie traumatyczne przeżycie,choć te pierwsze dni w szpitalu,z maluchem trochę pomogły mi zapomnieć.. Patrząc z perspektywy czasu to połóg chyba był gorszy niż sam poród,to wtedy masakrycznie mnie bolało.Myślę,że doszłam do siebie może po 6miesiącach,ale teraz po 2latach nadal odczuwam skutki porodu naturalnego.Gdybym miała urodzić ponownie to na tą chwilę wybrała bym cc,ale tak jak piszesz psychika jest ważna,ja rodziłam sama tak jak teraz sama wychowuje malucha,to ma ogromne znaczenie.Pozdrawiam serdecznie,Kasia

  • Reply
    Aneta
    Gru 21, 2017 at 01:03

    Próbujesz ukrócić szarpaninę pomiędzy CC a SN podsycając i wartosciujac nie przechodząc SN. Ciekawe.
    17 lat temu wycinano mi wyrostek. Moja blizna ma 15cm i rana się ‚rozjezdzala’. Wymiotowałam po narkozie i ogólnie traumatycznie wspominam tamtą operacje.
    2,5 roku temu urodziłam dziecko SN. Jestem z mojego nieidealnego ciała niesamowicie dumna, że dało radę przetrwać ten ból i strach. Zostałam nacięta i miałam 12 szwów w pochwie. Porównując ranę w poprzek brzucha i tę na pochwie: obie są nie do zniesienia, a żyć trzeba.
    Boje się CC bo wiem jakie mogą być powikłania, ale wiem też że najważniejsze jest to, że mamy zdrowego Bąbla.
    Nadal uważasz, że masz pełne prawo do oceny patrząc z 1 perspektywy? Nie nacieli Cię. Nożyczkami. Na żywca. To boli.

    • Zatrzymując czas
      Reply
      Zatrzymując czas
      Gru 21, 2017 at 11:39

      Ale czekaj czekaj, bo nie za bardzo rozumiem Twój komentarz. Uważasz, że dzielę kobiety na sn i cc i uważam, że cc jest cięższe? Jeśli tak to nigdy w życiu! Uważam, że oba porody są bardzo ciężkie i odważne i każdej matce należą się ukłony – to najcięższe zadanie na świecie, bez znaczenia jaką „metodą”. Tak jak pisałam – w trakcie sn cierpi się w trakcie, a przy cc cierpi się później. I wydaje mi się, że coś w tym jest. Ja pamiętam skurcze porodowe i nigdy w życiu nie doświadczyłam takiego bólu, pamiętam też moją pierwszą cesarkę, a raczej to, jak długo dochodziłam do siebie. Traumatyczne przeżycie, ale teraz już nie ma dla mnie żadnego znacznego, bo liczy się to, że dzieci urodziły się całe i zdrowe. :)

  • Reply
    Martyna
    Gru 21, 2017 at 14:26

    Ja synka urodziłam 26 sierpnia 2016 roku. Termin miałam na 16 sierpnia ale samo nic nie chciało sie ruszyć, więc stanęło na oksytocynie. Pierwsza próba, delikatne skurcze i nic. Dwa dni później drugie podejście i udało się. Ale nie było wcale tak łatwo i kolorowo. Dochodzilam do siebie podobnie jak kobiety po cesarce. A podczas porodu miałam zafundowane wszystkie możliwe dodatki, nacięcie, pomoc w wypchnieciu dziecka przez kladzenie się na moj brzuch, popekanie od środka, łożysko urodzone bez jednego kawałka i resekcja. Po wszystkim zaslabniecie, kroplowki, niskie tętno. Grozilo mi przetaczanie krwi. W domu na początku też nie było łatwo. Przez jakiś czas siedziałam na dmuchanym kole do pływania, bo inaczej się nie dało. Teraz planujemy drugie dziecko i tym razem rozwazymy chyba opcję cesarski.

  • Reply
    Kasia
    Gru 22, 2017 at 16:26

    Wydaje mi się, że nie ma dwóch takich samych porodów i dwóch takich samych mam :) ja dwójkę dzieci rodzilam naturalnie… chyba mam dobre warunki do rodzenia dzieci :)
    1. Pierwszy 2015r synek prawie 4,5 kg
    Mialam bardzo mądrą położną i wiekszosc skurczy spedzilam w domu czekając na maksymalną jazdę :) po 4h pojechaliśmy rowarcie na 4 palce… papierki, glupotki, ktg, wody, 20 min parcia na boku i plecach i ta dam :):):) krocze nacięte, szwy od mlodego lekarza, miesiac nie moglam chodzic .. 3 miesiace siedzieć …
    2. Drugi… córcia … kruszynka 3.5 kg
    Pojechalam na kontrole i zostalam … skurcze się rozchulały…. papierki, ktg, wody , naciecie krocza na moja posbe zeby poprawic bliznę i 5 min 3x parcie na pilce na czworakach i wyszła :) doszlam do siebie bardzo szybko…
    Mam wysoki próg bólu i silna motywacje :) do żadnego nie byłam znieczulana… bolało okropnie, ale w granicach mojej wyyrzymałosci :)
    Każda z nas ma inną historię i inny przebieg porodu
    .. dla mnie było niesamowicie ♡

  • Reply
    Karolina
    Mar 13, 2018 at 21:14

    Syna rodziłam naturalnie. Takiego bólu w życiu nie przeżyłam . Do tego położna mnie nie naciela. Miałam pęknięcie 4 stopnia czyli razem z odbytem. Szyta byłam przez 1 5 h bez znieczulenia. Po porodzie wstałam o własnych siłach i poszłam na salę. Dla mnie poród SN to trauma nie do opisania i jeśli będę miała następne dziecko to tylko cc. Jak na razie minęło 6 lat i nie mogę się zdecydować ?

Leave a Reply

Instagram