Nie ma dwóch takich samych mam, nie ma dwóch takich samych dzieci, nie ma dwóch takich samych porodów i nie ma dwóch takim samych ciąż. Przekonałam się o tym na własnej skórze – głównie w tym ostatnim temacie. Życie doskonale samo wszystko zweryfikowało i napisało swój własny scenariusz. Scenariusz, którego ja jestem bohaterką. Wystąpiłam w dwóch zupełnie różnych historiach, niby takich samych, tak samo ekscytujących i szczęśliwych, ale jednak w zupełnie różnych.

Pomimo tego, że obie ciąże były w zupełności planowane to jednocześnie sprawiły mi wiele niespodzianek i zafundowały mnóstwo nieoczekiwanych wydarzeń. Niby byłam na wszystko gotowa, a jednocześnie dałam się niejednokrotnie zaskoczyć. Teraz przechodzę to drugi raz. Za pierwszym razem pod moim sercem biło serduszko dziewczynki, tym razem pod moim sercem bije serduszko chłopca. Czy ta ciążą różni się bardzo od tej pierwszej? Czy przechodzę ją inaczej? Czy patrzę teraz na pewne sprawy zupełnie inaczej? Zdecydowanie.

IMG_3081 — kopia

Starania za pierwszym razem vs. starania za drugim razem…
Nigdy o tym nie wspominałam (myślę, że warto to zrobić, ponieważ może to uświadomić pewne osoby), ale na tą pierwszą, upragnioną ciążę wyczekiwaliśmy pewien czas. Starania zajęły nam kilka miesięcy, gdzie w międzyczasie odchodziłam od zmysłów, czy wszystko ze mną w porządku. Wykonałam kilkanaście testów ciążowych – w sumie nie było miesiąca, w którym nie obkupiłabym apteki. To właśnie wtedy przekonałam się, że wbrew pozorom w tę ciążę nie jest tak łatwo zajść. Później lekarz uświadomił mnie, że przeciętna, zdrowa para stara się o dziecko między pół roku, a nawet dwa lata. To mnie trochę uspokoiło i dopiero wtedy się udało. Okazało się, że moja psychika wiele tutaj psociła. Jak widać, na wszystko przychodzi swój czas – byłam wdzięczna, że się udało, bo wiem, że nie każdy ma takie szczęście. Za drugim razem, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. „Zrobienie” Maksa udało nam się już za pierwszym razem. Był to przypadek, ogromny dal od losu, albo po prostu pomoc mojego organizmu po pierwszej ciąży, która zakończyła się na 5 miesięcy przed zajściem w drugą. Podobno w takim krótkim czasie kobieta jest bardziej podatna na ponowne zapłodnienie. Udało się i to było najważniejsze!

Dwie kreski za pierwszym razem vs. dwie kreski za drugim razem…
Wiecie jak to jest, niby przygotowujesz się do czegoś i bardzo tego pragniesz, a jak już udaje ci się to osiągnąć to szokuje cię to i jednocześnie zwala z nóg. Tak właśnie było w obu moich przypadkach, kiedy na testach pojawiły się te dwie magiczne, czerwone kreski. Niedowierzanie, szok, euforia, szczęście, łzy wzruszenia, ale jednocześnie obawa, która wydaje mi się być zupełnie naturalna w takiej sytuacji. Za pierwszym razem, jak i drugim był to ogromny szok, ulga i radość. Rollercoaster zaczyna się dopiero później.

Objawy i dolegliwości w pierwszej ciąży vs. objawy i dolegliwości w drugiej ciąży…
Obie ciąże przechodziłam zupełnie inaczej. W pierwszej wspominam niekomfortowo cały pierwszy trymestr, gdzie mało kiedy można było mnie zobaczyć odklejoną od muszli klozetowej. Mdłości, wymioty i zgaga były nie do zniesienia, w dodatku drażniły mnie wszystkie zapachy i miałam ogromny wstręt do mięsa. Natomiast kiedy tylko pierwszy trymestr się skończył to odeszły wraz z nim wszystkie dolegliwości. Rodziłam pod koniec sierpnia i nawet nie przeszkadzał mi upał, czułam się znakomicie i byłam ciągle pełna energii. Za to tym razem, pierwszy i drugi trymestr minął mi błyskawicznie. Zero jakichkolwiek dolegliwości czy skutków ubocznych, zupełnie nic mi nie przeszkadza – może to dzięki zajęciu jakie funduje mi Pola. Obecnie jestem na mecie i dopiero od kilku tygodni odczuwam jakiś tam ciężar. No dobra, może nie jakiś tam ciężar, a konkretny ciężar i zmęczenie. W tym momencie twierdzę, że druga ciąża jest dla mnie cięższa, bardziej wysysająca z energii i zdrowia, ale to pewnie dlatego, że w domu mam już biegającego, ponad rocznego szkraba. Tym razem nie mogę sobie pospać do południa lub powylegiwać na kanapie, kiedy tylko dziecko w brzuchu się wierci. Zapewne to ma na wszystko duży wpływ.

Moje podejście do pierwszej ciąży vs. moje podejście do drugiej ciąży…
Z perspektywy czasu widzę, że w pierwszej ciąży za bardzo się ze sobą cackałam. Byłam bardzo wpływowa na to co mówią inni i za bardzo wszystko przeżywałam. Ale nie dziwię się. W końcu było to dla mnie coś nowego, nie wiedziałam co mnie czeka, co jest zupełnie normalne, a czego mogłabym się obawiać. Ginekologa prowadzącego atakowałam milionem pytań, że w pewnym momencie miałam wrażenie, że ma mnie dość. Teraz pewnie sama bym siebie pogoniła. Bardzo uważałam na to co jem, nie piłam Coli i unikałam produktów gdzie tylko widniało coś z „E”. Mariusz chodził za mną krok w krok i bardzo mnie pilnował. Teraz z tego się śmieje. :) Druga ciąża jest zdecydowanie „zdrowsza”, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie panikuje z byle powodu, wiem już jakie badania są najważniejsze i czego w którym tygodniu mogę się spodziewać. Ta druga ciąża jest po prostu spokojniejsza, bez tych fajerwerków czy zbędnych obaw. Nadal jest dla mnie najważniejsza, bardzo o siebie dbam, ale jednak nie wariuję na tym punkcie. Pozwalam sobie bez wyrzutów sumienia na Cole od czasu do czasu, zjem czekoladę czy wniosę wózek po schodach. Po prostu czuję się bardziej świadoma i doinformowana co mnie może czekać. W końcu przechodzę to drugi raz.

Kwestie wizualne w pierwszej ciąży vs. kwestie wizualne w drugiej ciąży…
Mam wrażenie, że w pierwszej ciąży znacznie lepiej się prezentowałam – o ile spuchnięte nogi i tycie można nazwać dobrym prezentowaniem się. :) A tak poważnie… w pierwszej ciąży przytyłam 10kg, z czego Pola przy porodzie ważyła ponad 4kg + doliczyć wody, rosnący biust i jakoś tragedii nie ma. Za to tym razem na wadze widnieje +19kg. Nooo… tu już może być chwila zawahania. Zwłaszcza, że sama po sobie czuję ten ciężar i nadprogramowe kilogramy. Nie wiem od czego to zależy, bo w porównaniu z pierwszą ciążą, mam teraz znacznie więcej ruchu, które funduje mi pierworodna. W dodatku jem mniej słodyczy i tłustych potraw, no ale trudno, nie pozostaje mi nic innego, jak martwić się tym później. Kolejna kwestia to rozstępy. W pierwszej ciąży nie nabawiłam się ich wcale, za to tym razem wysypało mnie na brzuchu, biodrach i udach. Są to takie krwinki, które niekiedy nasilają się, a niekiedy bledną. Po urodzeniu dziecka zajmę się tym wszystkim. Niestety mam podatność na tego typu wstręciuchy. A zalety? Czy są jakieś? Oczywiście! W obu ciążach włosy zaczęły mi błyskawicznie rosnąć, stały się silniejsze i grubsze. Uwielbiam to! A straszyli mnie, że po porodzie zaczną wypadać – jak widać nie w każdym przypadku. W końcu zaczęłam też mieć jakiś tam biust i zaczęłam się cieszyć z komplementów o zaokrąglaniu się – co w normalnych przypadkach kobietę może urazić. Generalnie wiele sobie usprawiedliwiam i jakoś mniej przejmuje się wyglądem. Najważniejsza staje się ta piłka, którą noszę przed sobą. Kwestie wyglądowe schodzą na drugi plan. :)

IMG_3113 — kopia

Najważniejsze! Mimo tego, że te dwie ciąże zupełnie się od siebie różnią to są dla mnie tak samo bardzo ważne i wyjątkowe. Każda przyniosła ze sobą wiele radości i nowych wyzwań. Obie wiele mnie nauczyły i otworzyły oczy na najważniejszą wartość życiową – jaką jest rodzina. Obie były planowane, a i tak potrafiły mnie zaskoczyć. Gdyby ktoś spytał mnie, która była lepsza to odpowiedziałabym – obie były (a raczej jedna z nich nadal jest) cudowne i jedyne w swoim rodzaju. W końcu dzięki temu, pod moim sercem rozwija się nowe życie. To jest w tym wszystkim najpiękniejsze, bez znaczenia jakie niesie ze sobą skutki uboczne.

Szkoda tylko, że w tej ciąży nie mogę robić wszystkiego czego chciałabym z Polą, a także szkoda, że nie mogę w 100% poświęcić się stanu ciąży i Maksiowi, który siedzi jeszcze w środku, tak jak robiłam to za pierwszym razem. Bycie mamą, a zwłaszcza podwójną, to nie taki prosty orzech do zgryzienia, ale nie zamieniłabym tego na nic innego. ♥