To jest jedno z częściej zadawanych przez Was pytań. Jaka jest moja odpowiedź? – Punkt widzenia zależy od pozycji siedzenia. Na pewno trzeba samemu sobie odpowiedzieć na te pytanie i określić się, jakie ubrania są dla nas drogie? Czy będą to spodnie dziecięce za 30, 90, 150 czy 400zł? A dopiero później powinniśmy to uwzględnić w naszym podejściu do „drogich ubrań”. Natomiast czy warto ubierać dzieci w lepsze ubrania? Dla mnie jak najbardziej! Zaraz Wam wyjaśnię dlaczego.

Kiedy Pola i Maks ledwo się urodzili za każdym razem wpadałam w zakupowy szał. Te wszystkie małe bodziaki, skarpetki i śpiochy w końcu są takie słooodkie. Niejednokrotnie przekroczyłam jakiś tam budżet. Ale wiecie co, nie żałuję tego kompletnie. Dlaczego? Bo każde dziecko jest takie mikroskopijne tylko raz w życiu! I twierdzę, że jeśli mamy możliwości to jak najbardziej możemy poszaleć i zainwestować w coś lepszego/droższego aby po prostu nacieszyć oko rodzica czy komfort maleństwa. A później, jeśli już dziecko wyrośnie, możemy to co kupiliśmy odsprzedać lub wydać komuś dalej. To na pewno się nie zmarnuje i nie będzie tak, że pieniądze z zakupów wyrzucimy w błoto.

Często jest też tak, że droższe ubrania są lepsze jakościowo. Nie zawsze, ale prawie. I tutaj często stoję przed wyborem: czy lepiej kupić dzieciakom trzy pary sweterków z Pepco czy jeden porządny np z Zara lub jakiegoś Polskiego projektanta? I prawie zawsze wygrywa ta druga opcja. Po pierwsze nie lubię co chwile biegać na zakupy, po drugie wolę mieć świadomość, że to co wrzucę do pralki nie zmieni swojego rozmiaru, a po trzecie lubię mieć też pewność, że nie zobaczę zaraz kilkunastu dzieci na placu zabaw w tych samych leginsach – a takie sytuacje miały już niejednokrotnie miejsce. :)

Natomiast na tańsze ubrania i stawianie na ilość, a nie jakość decyduję się obecnie w przypadku Maksa i jego ubrań po domu. Młody zasuwa na czworakach jak perszing więc zdziera i brudzi kolana we wszystkich spodniach w ekspresowym tempie. Tu jestem rozważna i po prostu żal by mi było wywalać pieniądze w błoto na kolejne droższe spodnie, które za chwile i tak pójdą na śmietnik. W takich przypadkach odpuszczam sobie jakość i wyższą cenę i idę w masówkę, którą będę mogła zaraz wymienić.

Dodatkowo pamiętajmy też, że lepsze materiały również kosztują! A poliestru i plastiku unikam przy moich dzieciach jak ognia. W końcu wygląd wyglądem, ale wygoda i komfort są najważniejsze. Nigdy nie żałuję również na butach dziecięcych i stawiam zawsze na sprawdzone marki i modele. W tym przypadku zawsze stawiam na najlepsze.

I co tu dużo pisać? Ja po prostu lubię moje dzieci dobrze, ładnie i schludne ubrane, pasujące kolorystycznie i nie ukrywam, że przywiązuję do tego uwagę. Uważam, że to nic złego. A kwestie finansowe już nie mnie oceniać, bo np moim zdaniem sukienka dla Poli warta 100zł to rozsądna cena jeśli idzie za tym jakość i wiem, że jej posłuży na dłużej. Natomiast dla kogoś innego może to już być kosmos lub groszowe sprawy. Do tego trzeba podejść naprawdę indywidualnie. W przypadku tych „lepszych” i „gorszych” ubrań również dominuje gust, oczekiwania i wymagania – każdy ma inne. A stwierdzenia, że po co dziecko tak ładnie ubierać skoro i tak się zaraz pobrudzi lub wyrośnie z czegoś, są dla mnie zupełnie wyjęte z czapy. To tak jakby ubierać siebie – po co się starasz i stroisz? Lub po co się malujesz skoro i tak do snu musisz się zmyć? Niech nasze dzieci też pięknie wyglądają.

Dziś Pola i Maks w istnie jesiennej scenerii, z dyniami i czerwonym wózkiem do ciągnięcia w roli głównej. Jednak to nie dynie, a ich ubrania grają tu główne skrzypce. Oto moja propozycja dwóch sieciówkowych setów w wersji dla chłopca i dziewczynki! Specjalnie podsumowałam za ile ich ubrałam: Maks – 230zł, Pola – 360zł. Teraz dajcie mi znać, czy Waszym zdaniem to dużo czy nie? Czy tu jakość idzie w parze ceną? Wszystkie rzeczy są oznaczone na dole zdjęć. Moim zdaniem to rozsądnie i naprawdę w porządku jeśli mówimy o ubraniach na wyjście. Oczywiście, mogłabym za tę kwotę kupić więcej ubrań np w Pepco, ale nie byłabym pewna czy np sweterek Maksa czy sukienka Poli posłużyłyby im stamtąd na jeden lub dwa sezony przy tak ilości prań jaką wykonujemy? Ja chyba jednak wolę kupić mniej ale lepiej. Przy okazji zyskuje na tym też nasza przestrzeń w szafach, a także łatwiej się segreguje dane ubrania i robi ogólny porządek. A Wy, jak do tego podchodzicie? Przywiązujecie uwagę do ubrań Waszych dzieci czy niekoniecznie?

Maks: Sweterek, spodnie, buty – Zara
Pola: Sukienka – Zara | Buty – Bobux | Opaska – UL&Ka
Czerwony wózek do ciągnięcia – Edukatorek