Instagram

Gadżety i akcesoria Parenting

O matko, po co mi to było? Jak w tych sytuacjach wybrnąć?

Kwi 16, 2018

Wychowywanie dzieci to bez dwóch zdań ciężki orzech do zgryzienia. Moim zdaniem to najcięższa, najtrudniejsza i najbardziej wymagająca rola życia. Z dziećmi nie jest łatwo, nie ma do nich instrukcji obsługi, a tym bardziej drogi na skróty do ich „odchowania”. Kolorowe magazyny, telewizja, blogerzy czy media społecznościowe bardzo często pokazują zakłamany obraz macierzyństwa – wszystko jest albo podkoloryzowane i przesłodzone, albo obrócone w tragedie i coś strasznego. Ostatnio w „modzie” jest narzekanie na bycie mamą i udowadnia się na siłę, jak strasznie wygląda karmienie, spanie czy jakiekolwiek funkcjonowanie z dzieckiem. Dla mnie to słabe, bo albo idziemy w lewo, albo w prawo. Niezdecydowanym dziękuję.

A jak to jest u mnie? Ja macierzyństwo uwielbiam i naprawdę spełniam się w tej roli, ale jednocześnie wiem i w 100% zdaję sobie z tego sprawę, że są takie dni, w których każda z nas psychicznie leży. W końcu nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ja wizualnie zazwyczaj przekazuję Wam same najpiękniejsze chwile z dziećmi, jednak ten kto mnie czyta ten wie, że w tekstach przekazuję samą prawdę – jakakolwiek by ona nie była. Więc nie ukrywam, są takie dni w których sama sobie zadaję pytanie – O matko, po co mi to było?!

Po co mi to było? Po co mi te dzieci? Po co te zasrane i śmierdzące pieluchy, nieprzespane noce, kolki, ząbkowania, problemy z jedzeniem, bunty, brudy na ziemi i każdych meblach, zabawki, które wbijają się w stopy czy brak wolności, spontaniczności i po prostu czasu dla siebie? W tym czasie mogłabym wspinać się po szczeblach kariery lub być w podróży dookoła świata. Oczekiwałam cudownego i pięknego macierzyństwa, a dostałam wieczne przemęczenie, wory po oczami, zarzygane ciuchy, stres i wnerwienie. W dodatku wszędzie towarzyszą mi te „mądre” rady i oceny, jaką jestem matką. Gdzie tu sens? – No właśnie… To tylko część wiadomości i narzekań, które od Was dostaje. Szok, prawda? Ale nie ukrywam, niekiedy i ja, w chwili zwątpienia takie pytania sobie zadaje, ale… Teraz już wiem, że to tylko chwila, gorszy impuls czy po prostu zmęczenie. Tak naprawdę żadna z nas nie żałuje tych dzieci, tylko tak po prostu sobie narzeka aby w jakikolwiek możliwy sposób sobie odreagować. Więc jeśli i Ty nie doszłaś jeszcze do takiego wniosku to uświadamiam Ci to!

Dziecko to również człowiek. Szok, ponownie, co nie? Naprawdę. To również człowiek, który przeżywa wszystko i przechodzi różne emocje tak samo jak my, osoby dorosłe. Tylko z nim jest tak, że nie zawsze potrafi w wymowny dla nas sposób, coś co go gryzie czy boli, nam zakomunikować. Wtedy ono płacze, buntuje się czy po prostu rzuca przysłowiowego focha. Brzmi znajomo? Jeśli masz dziecko to założę się, że tak.

A teraz odpowiem Wam na te pytania – Po co Wam to było? I jak wybrnąć z niektórych cięższych sytuacji z dziećmi za sprawą fajnych gadżetów, podejścia i rozwiązań?

Nieprzespane noce kontra spokojny sen.
Jeśli dziecko w nocy co chwile się wybudza to zapewne nie robi tego rekreacyjnie, czy dlatego aby Tobie zrobić na złość. Ono ma ku temu konkretne powody – głód, kolki, ząbkowanie, gorsze samopoczucie lub koszmary. O nieprzespanych nocach mówi się zazwyczaj w pierwszej kolejności, odkąd posiada się przynajmniej jedno dziecko. Moim zdaniem to zupełnie naturalna i oczywista sprawa, zwłaszcza kiedy dziecko jest naprawdę malutkie. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to – że nie potrwa to wiecznie. Naprawdę. Kiedyś nasze dzieci podrosną i to jeszcze my będziemy musieli je na siłę wybudzać do szkoły. Dlatego trzeba zacisnąć zęby i po prostu jakoś przetrwać ten okres, za którym (założę się o stówkę!) jeszcze zatęsknimy.

Moje rozwiązanie i gadżety na spokojny sen.
Bardzo ważne jest zapewnienie dzieciom najlepszej atmosfery i warunków do snu. Cisza, przytulna kołdra, odpowiednie oświetlenie i czujność muszą być na tip top. Bardzo często wystarczy też obecność rodzica, przytulas lub zwykły buziak na dobranoc. :) Naszymi gadżetowymi hitami do snu stały się teraz:

– Ocieplany zestaw z lemurem od Maki Mon Ami. To pościel stworzona przez Dawida Wolińskiego. Muszę przyznać, że wyszła mu perfekcyjnie, zarówno jakościowo, jak i wizualnie. Teraz ten zabawny zwierzak towarzyszy naszemu Maksiowi do snu. Pola ma wersję z uroczą lamą, w której oprócz samego spania może się bawić lub relaksować podczas dnia.

– Przenośna lampka led od Beaba. To jeden z tych gadżetów, który podczas nocnych pobudek naprawdę ratuje naszą sytuację. W przypadku Maksa, delikatnie doświetla nam nocne karmienie, jednocześnie nie wybudzając go ze snu. Natomiast w przypadku Poli lampka odgrywa rolę „nocnego przewodnika”, który z pokoju dziecka wskazuje drogę do łóżka rodziców. :) Lampka ma naprawdę ciekawy design i świeci aż do 100 godzin bez ładowania.

– Elektroniczna niania również od Beaba. To jakby taka mini kumpelka, która pilnuje nasze dziecko podczas snu, jednocześnie dając nam sygnał gdyby coś się działo. Perfekcyjnie sprawdza się na wyjazdach i podczas popołudniowych drzemek, jeśli niekoniecznie chcemy czuwać nad dzieckiem w bliskim zasięgu. Mieliśmy już wcześniej inną nianię, ale ta bije ją na głowę! Ma znacznie większy zasięg (do 300m), jest mniejsza, ładniejsza, odporna na wstrząsy i prostsza w użyciu. Generalnie uwielbiam produkty Beaba, a ta niania to mistrzostwo.

Jedzenie wszędzie kontra smaczny posiłek.
Karmiąc dzieci możemy nastać się na głowie, nakombinować i namęczyć. Ten kto ma niejadki ten doskonale zrozumie o czym piszę. U nas przyszedł etap na „jedzenie oczami” – czyli nasze dzieci ruszą tylko to, co kolorowe, w malutkich kawałeczkach i ładnie podane. Ale mają tego pecha, że ich mama jest pedantką, perfekcjonistką i miłośniczką pięknych rzeczy w jednym – także zabawa jedzeniem jest dla mnie całkiem nową rozrywką. Dlatego teraz, odkąd podajemy mniej mleka, a ulewanie czy kolki są już za nami, przestałam narzekać na ten etap. Jeśli Wy jesteście jeszcze przed nim, to również Was uspokoję: ten gorszy etap minie.

Fajne gadżety na zaspokojenie głodu.
Przede wszystkim silikonowe podkładki z talerzykami od EZPZ, które są naszym ostatnim hitem. Na nich nasze dzieci dosłownie jedzą również oczami. Podkładki są piękne wizualnie i bardzo fajnie podaje się w nich różnego rodzaju jedzenie – od śniadań, po obiady czy przekąski, jogurty, kaszki, owoce czy dania gotowane. Natomiast dla rodzica największą zaletą w nich jest to, że podkładka stabilnie jakby „przykleja” się do stołu, więc co za tym idzie – unikamy większego brudzenia z rąk naszych najmniejszych. Super, co nie?

Jeszcze jeden fajny gadżet, który pomaga mi w kuchni jeśli chodzi o tych najmniejszych to BabyCook od Beaba. To jeden z tych pomocników, który naprawdę ratuje niejedną sytuacje i ułatwia codzienne serwowanie pyszności dla dzieci. BabyCook potrafi gotować na parze i miksować, jest malutki, zgrabny i znacznie łatwiejszy do utrzymania w czystości, niż jakikolwiek „duży robot kuchenny”. A w sezonie letnim nie ma sobie równych jeśli chodzi o przygotowywanie owocowych koktajli.

Mamo nudzę się kontra chwila spokoju.
Mamy jedynaków zapewne doskonale znają sytuację, w których dziecko zaczepia lub prosi rodzica o wspólną zabawę, bo się nudzi. W przypadku dwójki lub większej ilości dzieci, sytuacja może być znacznie bardziej wymagająca i skomplikowana. Bo co nam po tym, jeśli ogarniemy sytuację z kupą, jedzeniem, nieprzespaną nocą czy wychodzącym zębem, jeśli dziecko będzie zdrowe, wyspane i w dobrym humorze, ale jednak będzie się nudziło i tylko szukało chwili aby wciągnąć nas w swój zabawowy plan? I tak się złoży, że my wtedy jednak będziemy wolały odpocząć, bo nie czujemy się na siłach lub po prostu będziemy chciały zająć się na chwile swoimi sprawami? To właśnie w takich chwilach, o narzekania w swojej głowie wcale nie jest trudno. Dla mnie odpowiedzią i rozwiązaniem jest kreatywność i odpuszczenie.

Kreatywność i odpuszczenie + fajny gadżet na zajęcie dziecka.
Jeśli zajmiemy dziecko w naprawdę ciekawy i kreatywny sposób, to da nam te chwilę czasu wolnego. Jeśli odpuścimy i pozwolimy dziecku nabrudzić farbkami, piaskiem, rozsypanymi płatkami lub czymkolwiek innym, to da nam jeszcze więcej czasu wolnego. Im brudniej tym większa zabawa i jeszcze większy relaks dla rodzica. Gorzej później ze sprzątaniem, ale jednak coś za coś. :)

Ja jednak znalazłam niedawno gadżet idealny, jeśli chodzi o zajęcie dziecka i czas wolny rodzica. Mowa o macie piankowej do zabawy od marki Skip Hop. Ale! Nie byle jakiej macie, tylko takiej na prawdziwym wypasie – z motywem miasta, w gigantycznym rozmiarze i w przepięknych, soczystych, dziecięcych kolorach. Pamiętacie te dywany z miastem z naszego dzieciństwa? Chyba każdy o takim marzył. Moim zdaniem ta mata to taka nowoczesna wersja tamtych dywanów. Kompletnie wolna od szkodliwego PVC, łatwa do czyszczenia, wodoodporna i super miękka. Dziecko może pobudzić na niej swoją kreatywność i fantazję, pobawić się w miasto czy cokolwiek innego. U nas świetnie się sprawdza z autami i garażem od Janod. Kiedy Pola i Maks się bawią, a nawet brudzą (a co!), to ja ze spokojem mogę odpalić swój ulubiony serial, wypić herbatę czy podłubać coś na laptopie. Luksus!

A najlepsze na koniec! – O matko, po co mi to było? Ja wcale nie mam czasu dla siebie, nic nie mogę zrobić, nawet siku! Te dzieci robią co chcą i biegają gdzie chcą.

Chyba każda z nas, która ma dzieci, tego doświadczyła, prawda? Akurat wtedy kiedy myjesz podłogę – dzieci biegają po mokrej nawierzchni, akurat wtedy kiedy musisz wykonać pilny telefon w ciszy – one drą w niebogłosy, czy akurat wtedy kiedy chcesz wypić herbatę – one niebezpiecznie wieszają się Twojej nogawki. Znasz to? Bo ja doskonale! Więc co wtedy z nimi zrobić? Przywiązać do kaloryfera? No nie wypada, bo opieka społeczna się zainteresuje. ;) Więc znalazłam bardziej „humanitarne” rozwiązanie – kojec dla dzieci. :)

Kojec dla dzieci Baby Dan to tak genialny gadżet, że aż żałuję, że nie miałam go na samym początku gdy pojawili się Pola i Maks. To trochę takie mini więzienie dla dzieci, dzięki któremu możesz szybko wziąć prysznic czy ugotować obiad, bez biegających czy pełzających dzieci pod nogami. Co najlepsze, kojec jest designerski, pięknie wykonany i naprawdę potrafi zainteresować najmniejszych na dłużej. Gdybym miała zdecydować się na trzecie dziecko to na pewno byłby wykorzystywany nałogowo w zabawie ze starszym rodzeństwem. Po przeprowadzce do wybudowanego domu, będziemy mogli zrobić z niego barierkę przy schodach lub kominku – również ma taką opcję. Także to mój numer jeden jeśli chodzi o chwilowe uwolnienie się od dzieci. No i służy też fajnie, jako miejsce, gdzie gromadzi się porozrzucane zabawki.

Jak widać, zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie i wyjście z sytuacji. Narzekanie mamy chyba we krwi? Są takie momenty, kiedy musimy porzucać sobie tymi kur*ami do sufitu w łazience, czy właśnie zadać sobie te magiczne pytanie: O matko, po co mi to było? Ale jednak należy pamiętać, że każdy kryzys lub gorszy dzień ma swój koniec. Mam nadzieję, że udało mi się Wam pokazać trochę dystansu do pewnych spraw, a taże kilka fajnych gadżetów, które odrobinę ułatwią nam codzienne funkcjonowanie z dziećmi.

Było nam to po to, bo tak pragnęłyśmy i marzyłyśmy. To wszystko od naszego nastawienia zależy, jak będziemy się tym cieszyć. ♡

Wszystkie zaproponowane przeze mnie gadżety znajdziecie na – Mamissima

  • Reply
    Katarzyna Parda
    Kwi 17, 2018 at 11:37

    Hej Angie, ja też jestem mamą dzieci rok po roku i powiem szczerze, że co innego wiedzieć, że będzie ciężko, a co innego to przeżywać :P Młodsza ma 7 mcy i budzi się codziennie od urodzenia w nocy po 10 razy (tak byliśmy u kilku lekarzy ale dowiedzieliśmy się tylko, że niektóre dzieci tak mają…) – także ja naprawdę rozumiem ludzi, którzy narzekają, że nie śpią :P Jak dodasz do tego drugie dziecko, które jeszcze nie ma dwóch lat i trzeba za nią biegać cały dzień to… jest hardcore :) nie ma że odpoczniesz po kolejnej nieprzespanej nocy. Szkoda mi faktycznie wyjazdów bo starsza ma chorobę lokomocyjną i organizacyjnie jest to ciut przerażające a my lubimy aktywne objazdówki co przy takich maluchach raczej odpada :( Na razie planujemy wypad w rodzaju Waszego z rodziną na mapie Polski – hotel z basenem i atrakcjami dla dzieci gdzieś w górach-oby tylko starsza jakoś wytrzymała podróż… Mi pomaga nadzieja, że to naprawdę jest najtrudniejszy okres w całym moim życiu i, że dziewczyny troszkę podrosną i będą się razem bawić – już teraz uwielbiają swoje towarzystwo, (wiem, że różnie z tym bywa więc bardzo się cieszę), a starsza ciągle przytula i całuje malutką, gada do niej, próbuje uczyć ją różnych rzeczy (przekomiczne i przesłodkie :P). Trzymajmy się i postarajmy się wspierać zamiast oceniać i wtrącać ;) Każda z nas jest inną mamą, inaczej karmi, ubiera i wychowuje i tak było jest i będzie :P Buziaki dla całej rodziny :*

  • Reply
    Ania
    Kwi 17, 2018 at 17:44

    Teraz to już musi być z górki dzieci jeszcze trochę podrosną i będziesz mieć trochę czas dla sb bo starsze beda rozumiały ze nie wolno tego i tego ? także Angela będzie lepiej jak podrosną i wtedy zatęsknisz i może zapragniesz jeszcze małego bobaska ? a wtedy już będziesz miała osobista pomocnice Pole ? pozdrawiam

  • Reply
    Paolina paolina
    Kwi 17, 2018 at 21:03

    Ciężko jest samej cały dzień na okrągło zajmować sie dwójka dzieci to fakt , ale nie narzekam. Nie cofnelabym czasu za nic! Nie przespane noce, zabawki w każdym kacie, sterty brudnych ubran i brak czasu dla siebie – jak dla mnie ciężki okres ale zarazem najpiękniejszy. Niebawem dzieciaki podrosna, nikt nam wtedy nie zabroni wyjsc, zrobić cos dla siebie czy gdzies pojechac. Wtedy nie raz zaplaczemy za tymi „czasami”….

Leave a Reply

Instagram