Witam Was oficjalnie w nowym roku! Trochę późno, prawda? Nie było mnie tu wcześniej, spóźniłam się o prawie dwa tygodnie, ale cóż… Czasem tak to w życiu bywa, że nie wszystko idzie po naszej myśli. Początek 2018 przyprawił mnie o chorobę, ból stawów i zawalone gardło. W dodatku sprawił, że poczułam brak weny, twórczości i kreatywności, a w mojej głowie była jedna wielka pustka. Przez to wszystko wyłączyłam gdzieś się podświadomie, poczułam niechęć do życia i wszystkich ludzi dookoła. Stałam się nieprzyjazna, oschła, obojętna i niszcząca wszystko dookoła, co gdzieś odbiło się na moich bliskich, mojej pracy i twórczości. Dlatego wyłączyłam się na chwile i zostałam zupełnie sama, na własne życzenie. Nie ukrywam, było mi psychicznie bardzo ciężko, bo jestem zazwyczaj ambitna, a kreatywność to moje drugie imię, a tymczasem miałam to wszystko gdzieś. Nie chciało mi się zupełnie nic i miałam problem sama ze sobą. Moje ambicje stanęły w miejscu, a kreatywność – nawet zapomniałam co to takiego. Wiedziałam, że dzieje się coś złego, ale sama nie do końca wiedziałam co. Każdy mój dzień wyglądał tak samo – chciałam go tylko odbębnić, aby pójść jak najszybciej spać i mieć wszystko z głowy. Chciałam spokoju, tak po prostu. Przyszedł kryzys, z którym po prostu nie dawałam sobie rady.

Czy Was to dziwi? Że pisze to osoba, która na pozór jest pozytywna i optymistyczna, która ma jakieś szczęście w życiu, bo ma rodzine, zdrowie, pieniądze, fajną pracę na swoim, dom w budowie i dobrze rozwijającego się bloga? Wszystko jest tu takie kolorowe, ciepłe i przyjemne, a jednak… jednak nadal jest takie ludzkie i czasem się zdarza. To zwie się życie, moment, chwila, która czasem potrafi wszystko zmienić i nad którą, nawet najsilniejsi nie zapanują. Ja Was nie będę bajerować, że u mnie wszystko jest zawsze tak piękne, jak na tym blogu. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie dzieje się to często, ale jednak ma miejsce. Początek stycznia właśnie taki dla mnie był. Na szczęście… już tylko był.

Okres między Świętami Bożego Narodzenia, a Sylwestrem zawsze stawia mnie w dziwnej sytuacji, kiedy nie wiem co mam ze sobą do końca zrobić. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, czy robię to sobie sama podświadomie, czy tak po prostu jest? Ale tym razem wyszło na to, że potrzebowałam dłuższej chwili dla samej siebie, aby podsumować pewne sprawy, na moment wyłączyć się i zastanowić nad sobą i życiem, które mnie otacza. Musiałam odpowiedzieć sobie na dwa bardzo ważne pytania – Czy ja tak naprawdę jestem szczęśliwa? I czy spełniam się tak na 100%? Odpowiadając sobie na te pytania doszłam do pewnych wniosków, które właśnie skumulowały we mnie zbyt dużo emocji – to mnie przerosło. W mojej głowie powstały problemy i bariery, które gdzieś tam pękły. Przez to wszystko ostatni czas po prostu wegetowałam, odbębniałam swoje, gapiłam się przed siebie zupełnie bez myśli, bawiłam się z dziećmi jakaś nieobecna, mijałam się z Mariuszem jak małżeństwo, które po 50 latach ma siebie dość, odpuściłam zupełnie pracę, obowiązki domowe robiłam na minimum, prawie wcale nie wychodziłam z domu, nie malowałam się i nie robiłam dla siebie zupełnie nic. To było okropne i dopiero teraz to zauważyłam – sama niszczyłam siebie od środka. Powiedziałam dość! Bo zaczęło to wszystko iść w kierunku, o którym pisałam wam już TUTAJ. Jak na ironię przystało.

Nowy rok, nowa ja! Ile razy to słyszałyście? Bo ja z milion razy i już mam tego dość. To pieprzenie za przeproszeniem, które ma na celu zwrócić na siebie uwagę, na chwile podnieść motywację i na moment wyłączyć wymówki. Bez sensu zupełnie. Nowy rok to wymówka tylko i wyłącznie, bo jeśli chcemy coś zmienić, naprawić czy udoskonalić, to w każdej chwili jest idealny ku temu czas. Nie musimy czekać do 1 stycznia, do nowego roku, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieni nasze życie, usunie nasze problemy czy zrobi cokolwiek innego za nas samych. Wszystko jest w naszych rękach, o każdej porze, dnia i nocy! I to właśnie ta myśl, zupełnie banalna wyciągnęła mnie z dołka, w którym ostatnio się znalazłam.

W nowym roku zamierzam być starą wersją samej siebie, która nie zmieni się z dnia na dzień, tylko stopniowo, każdego dnia, z tygodnia na tydzień, stale i bez przerwy będzie chciała się rozwijać i szlifować swoje życie, potrzeby i osiągnięcia. Nadal jestem świadoma tego, że nie wszystko może być idealne, nie wszystko zawsze pójdzie po mojej i jeszcze nie raz się spalę, ale… tak wygląda właśnie samo życie, które ja tak bardzo chcę przeżyć, jak najintensywniej.

W tym roku nie robię sobie żadnych noworocznych postanowień, bo wiem, że to pic na wodę, który złamie mnie już w pierwszym miesiącu. Tfu! Nawet tygodniu. Ale obiecuję sama sobie pewne rzeczy – siła słowa i obietnicy ma dla mnie ma ogromną moc, dlatego jest to dla mnie tak bardzo ważne. W końcu tyle jesteś wart, ile Twoje słowa.

Pozbędę się ograniczeń, które są w mojej głowie.
Nie pozbędę się negatywnych myśli, bo jest to nierealne. W końcu każdy z nas boi się pewnych rzeczy i ma obawy w różnych aspektach życia. To zupełnie normalne. Ale ja pozbędę się ograniczeń, pozbędę się braku wiary w samą siebie i własne możliwości. Przestanę w końcu planować pewne rzeczy i zacznę je realizować. Jestem młoda, ale lata lecą nieubłaganie. Nie chcę kiedyś żałować, że nie zrobiłam czegoś o czym tak mocno marzyłam.

Zrzucę koronę z głowy.
Przestanę gwiazdorzyć przed samą sobą. Może nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale człowiek jest tak zaprojektowany, że robi to bardzo często, czasem nawet zupełnie nieświadomie. Dlatego najlepsze co można w tej sytuacji zrobić, to odkryć tą cholerną cechę w porę. Korona z głowy, poczucie własnej wartości i pewność siebie w sercu i w głowie, a nie na zewnątrz.

Zainwestuję w ludzi.
Tak po prostu. Zainwestuje jeszcze bardziej w relacje, które bardzo wiele dla mnie znaczą. Rodzina jest na pierwszym miejscu, na zawsze, i to właśnie od niej zacznę. Jeszcze bardziej, mocniej i intensywniej. Następnie pójdę o krok dalej, naprawie relację z ludźmi, którzy gdzieś po drodze zniknęli z mojej codzienności, a także zamierzam nawiązać nowe znajomości i jeszcze bardziej otworzyć się na innych. W tym roku zamierzam bardzo mocno stawiać na ludzi, bo już wyczerpałam limit złych, negatywnych i toksycznych osób, którymi się otaczałam – nadal wierzę, że dobre dusze istnieją. Już w życiu nasłuchałam się, że nic ze mnie nie będzie i teraz mam dość. Nie pokażę im, że się mylili, ja po prostu wyciągnę do nich dłoń i sprawię, że tym razem to ich sięgną refleksje na ten temat, a własną toksyczność przemienią na serdeczność do innych.

Przestanę przepraszań i postawię na samą siebie.
I ta obietnica jest dla mnie jedną z najważniejszych aby móc w zupełności zaznać spokoju. Mam dość przepraszania za to jaka jestem lub tłumaczenia się z czegokolwiek. Jestem mamą, kobietą, partnerką, szefową, blogerką… W każdym aspekcie życia są sytuacje, w których powinno się myśleć o sobie lub nie. Jestem mamą i kocham moje dzieci na zabój, ale (wiem, że to może źle zabrzmieć) nie potrafiłabym funkcjonować i spełnić się na 100% gdybym stale żyła tylko nimi. Jestem kobietą i czasem mam dość tej presji bycia „sexi i fit”, czy rywalizacji o to, która z nas ma piękniejsze włosy, większe cycki, droższą torebkę czy więcej lajków na instagramie. Ale z drugiej strony nie chcę się czuć tylko matką – chcę się czuć piękną, atrakcyjną i zdrową kobietą. I muszę znaleźć gdzieś ten balans zgody między tym wszystkim. Muszę znaleźć równowagę w środku, jak i na zewnątrz. Dlatego stawiam na samą siebie, na samorealizację, rozwój i na to jaka jestem – nieidealna, ale naprawdę spełniona. Przestanę przepraszać i się tłumaczyć. Zacznę po prostu myśleć częściej o sobie, bo już wystarczająco tę kwestię poświęciłam na rzecz innych (często mniej ważnych) spraw lub osób.

Nowy rok, stara ja! Z obietnicami, a nie postanowieniami. Nieidealna, ale wierna samej sobie. A, Ty? Przestań pieprzyć i bajerować! Spójrz prawdzie w oczy i wyrzuć wymówki do kosza! Zrób coś dla siebie i własnego życia w każdej chwili, kiedy tylko zechcesz, a nie dlatego, że presja nowego roku tak ci podpowiada. Każda chwila jest dobra aby coś zmienić, aby się rozwinąć i coś osiągnąć. Trzymam za Ciebie kciuki! Trzymaj też za mnie.