Kończycie szkołę podstawową i idziecie do szkoły średniej – wtedy nasłuchujecie się, że prawdziwa nauka dopiero przed Wami. Później kończycie szkołę średnią i idziecie na studia – i ponownie tego słuchacie. Później zaczynacie pracę i jesteście głodni nowych wyzwań i kariery, ale znów słyszycie to – uważaj, bo później wraz z kolejnymi awansami, to dopiero będzie harówka i wysoko podwyższona poprzeczka. Wyprowadzacie się, idziecie na wynajem, kupujecie mieszkanie lub budujecie dom, załatwiacie sprawy papierkowe i ponownie słyszycie, że najtrudniejsze dopiero przed Wami. Zachodzicie w ciążę i słyszycie, że po urodzeniu dziecka to dopiero będzie… Później dziecko się rodzi i słyszycie – poczekaj, jak ono zacznie chodzić lub pójdzie do szkoły to dopiero się zacznie. Później to dopiero będzie trudniej, lepiej uważaj na to wszystko.

Czy ten wstęp Wam coś mówi? Czy nasłuchałyście się o tym, że dopiero wszystko co „później” jest trudniejsze, jakby ważniejsze i bardziej wymagające? Bo ja mnóstwo razy, a ostatni raz kilka dni temu i właśnie z tego powodu postanowiłam przygotować ten wpis. O podcinaniu skrzydeł będzie słów kilka.

Życie nie jest łatwe, tego nikt nie powiedział, ale jest też jedno, wyjątkowe i zdecydowanie za krótkie aby dać się w jakiś sposób blokować czy ograniczać. Nic nie dzieje się bez powodu, wszystko jest po coś i nawet jeśli nadchodzi to „później” to wcale nie musi być trudne czy przerażające. Ludzie lubią wspominać o tym „później” i lekko narzucać fakt jak ono będzie wyglądało, ale tak naprawdę w dużej mierze to od nas samych zależy, jak faktycznie będzie wyglądać i jakie będzie niosło ze sobą doświadczenia i przeżycia.

Na słowo „później” zaczęłam wyjątkowo reagować gdy tylko zaszłam w ciążę, urodziłam dzieci i zaczęłam budować nasz dom. Ciągle uświadamiano mi, że wszystko co najtrudniejsze i ważniejsze dopiero przede mną i muszę na to uważać. Czy mam się tego bać? Czy mam z tego rezygnować, bo coś wymaga więcej pracy i poświęcenie? Oczywiście, że nie. Ze mną jest tak, że ja cholernie lubię być kowalem swojego losu. Lubię łamać stereotypy i pokazywać niedowiarkom, że niemożliwe staje się możliwe, a nawet najtrudniejsze i najbardziej nieosiągalne rzeczy możemy dosięgnąć gdy tylko mocno się postaramy. Dlatego bardzo nie lubię straszenia i głupiego gadania, że jeszcze nic nie wiesz o życiu, bo w końcu „później” jeszcze przed Tobą.

Idealne przykłady, kiedy to „później” nie sprawdziło się w moim przypadku:

Gdy zaszłam w ciążę – na początku w kółko mówiono mi, że ciąża jest piękna, ale bardzo trudna. Pamiętam gdy z Polą cały pierwszy trymestr wisiałam nad toaletą i słuchałam nad głową, że skoro już na początku jest mi tak ciężko, to mam przygotować się na później. Nic z tego się nie sprawdziło. Pierwszy trymestr minął, a całą resztą cieszyłam się jak nowonarodzona.

Gdy urodziłam pierwsze dziecko – to wtedy najbardziej uświadamiano mnie, że całe moje życie się zmieni. I oczywiście, zmieniło się, ale wcale nie na gorsze. Straszenie o nieprzespanych nocach i wielu innych rzeczach wcale nie miały pokrycia. Bo jak widać, każde dziecko jest inne i każdy rodzic jest inny. Jeśli ktoś inny miał gorzej w tej kwestii to wcale nie oznacza, że spotka to każdego.

Gdy urodziłam drugie dziecko – te wcześniejsze straszenia nie miały już pokrycia, bo zaczęły się nowe. Nasłuchałam się, że macierzyństwo rok po roku jest najtrudniejsze i zupełnie różni się od wychowywania jednego dziecka. Może i tak, ale ja stale uważam, że najtrudniej wychowuje się dzieci niepełnosprawne lub gdy brakuje jednego z rodzica. Cała reszta jest po prostu do organizacji i nie ma tu nawet dyskusji. Mówiono mi, że przy dwójce na nic czasu nie będę miała, a dom na głowie będzie stał. A jednak… czas mam, a dom ma się całkiem świetnie.

Gdy postanowiłam wszystko zaryzykować i założyć własną firmę – pytano mnie po co? Pytano, czy nie wolę być na etacie, z pewną wypłatą i spokojną głową? W końcu byłam świeża w branży i nie wiadomo, jak mi pójdzie. To właśnie takie pytania mogły po części podciąć mi skrzydła i plany, ale ja się nie dałam i zamieniłam ten brak wiary we mnie w motywację i walkę aby im wszystkim pokazać, że się mylą. Firmę założyłam jakieś 3 lata temu i obecnie z roku na rok coraz prężniej się rozwija. Opłacam ZUS’y, odciągam podatki, mam księgowość i intensywnie pracuję na macierzyńskim z dwójką dzieci u boku. Można? Można. Bo ogranicza nas tylko wyobraźnia i brak zapału.

Gdy nie mogłam się doczekać, aż moje dziecko zacznie chodzić – to przykład niby błachy, ale idealnie pokazuje sytuacje, że nie wszystko sprawdza się u innych. Cofniemy się rok wstecz, gdy Pola była w okolicy pierwszych urodzin. Wtedy nie mogłam się doczekać, aż zacznie już chodzić i świadomie coś mówić. Gaszono mnie pogaduszkami, abym nie spieszyła się ku temu, bo gdy zacznie chodzić to będę miała więcej biegania i roboty. Dwa miesiące później, ona dumnie zaczęła stawiać samodzielne kroki, a ja zamiast trudów miałam ogromną ulgę i odciążenie. Miałam łatwiej, ponieważ Pola zaczęła sama sięgać po swoje zabawki i zajmować się sobą. Wtedy to dopiero role się odwróciły i zamiast straszyć opowiadałam wszystkim, że to co mi mówiono kompletnie się nie sprawdziło, a wręcz przeciwnie. To „później” stało się jeszcze piękniejsze i wygodniejsze niż „wcześniej”.

Gdy zamiast wygodnego mieszkania postanowiłam wybudować dom – inni bali się o mnie czy dam sobie z tym radę. Ja sama trochę się tego boję i moim zdaniem to wystarczy. Nie potrzebuję nikogo innego aby robił to za mnie. Przy budowie domu co chwilę słyszę, że dopiero najtrudniejsze przed nami. Ale ja to wiem! Tylko nie muszę być o tym uświadamiana na każdym kroku. Słowo „później” może stać się przekleństwem zamiast jakimś wyzwaniem, które mamy zapał pokonać.

… i tego mogłoby być więcej, ale aż szkoda się rozpisywać.

Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką z którą bardzo dawno się nie widziałam (dziękuję za to J♡). Zaczęło się od tego, że zostawiła mi bardzo długą wiadomość na facebooku. W wiadomości było coś w stylu, że podgląda mnie od dawna i patrzy co u mnie słychać. Zdradziła mi również, że bardzo nam kibicuje, podziwia i zazdrości w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Była w szoku jak wszystko się u mnie pozmieniało od chwili gdy ostatni raz się widziałyśmy. I w wiadomości nie byłoby nic dziwnego gdyby nie fakt jej otwartości i szczerości, w której wyznała mi, że sama jest na rozdrożu dróg i nie wie co dalej zrobić ze swoim życiem, a jesteśmy w tym samym wieku i obie mamy dzieci. Opisała mi swoją historię i marzenia, które chciałaby spełnić, ale nie wie jak to zrobić. Po dość długiej naszej rozmowie wywnioskowałam, że otacza się ona bardzo złymi ludźmi. Chociaż nie, słowo „złymi” może jest za mocne. Ale nieodpowiednimi na pewno. J otacza się ludźmi, którzy nie za wiele wymagają od życia, którzy ciągle ją straszą gdy tylko wyzna jakieś swoje oryginalne plany i zamiary. Oni dosłownie podcinają jej skrzydła. W obawie o wszystko poddała się, załamała ręce, nie wie co ma teraz począć ze swoim życiem i swojej rodziny. Jedyne co mogłam zrobić w takiej sytuacji to napisać jej, aby nie bała się życia, ryzykowała i nigdy nie rezygnowała ze swoich marzeń i planów, nawet jeśli droga do nich jest długa i kręta. Nie może patrzeć na innych, a to co mówi ktoś inny traktować z bardzo dużą rezerwą.

Ja i J różnimy się tym, że ja te słowa „jeszcze nic nie wiesz, zobaczyć to wszystko później” biorę z przymrużeniem oka, a ona zbyt głęboko analizuje. I robi tak wiele z Was, niestety.

Najgorsze „później” jakie ostatnio usłyszałam dotyczyło planowania trzeciej ciąży. Chciano mnie intensywnie od tego odciągnąć, ponieważ jakaś kobieta podczas trzeciej cesarki wykrwawiła się i zmarła na stole szpitalnym. Kurczę, serio? Bardzo mi przykro z tego powodu i nawet nie chcę sobie tego wyobrażać, ale to wcale nie oznacza, że to spotka każdą rodzącą kobietę. Takich straszeń jest więcej, nie tylko w stosunku do mnie, ale założę się i każdej z Was. Trochę słabo, że wynikają takie sytuacje. Wychodzi na to, że wszystko co jeszcze przed nami jest trudniejsze, cięższe albo i lepsze. No, ale kiedy nadejdzie to później skoro każdy z nas pisze własną historię? Chyba lepiej skupiać się na tym co tu i teraz, prawda?

Każdy musi doświadczyć „później”, ale to wcale nie oznacza, że będzie ono gorsze czy trudniejsze, jak nas uprzedzano. Na pewno będzie nowe i zupełnie inne, ale wcale nie musimy się obawiać, ponieważ będzie tylko nasze i jedyne w swoim rodzaju. To my kreujemy nasze „później” i sprawiamy, że zamienia się w „teraz”. Na każdej płaszczyźnie życia.

Dlatego proszę Was, nie bierzcie wszystkiego do siebie i nie bójcie się słów innych. One wcale nie oznaczają, że tak u Was będzie. Może być lepiej lub może by gorzej – to zależy od Was samych lub po prostu losu. Ja przyznaję, że długo czekałam na wiele „później”, którym mnie straszono i … nadal czekam. :)

Mama: Sukienka – Zara | Buty – Renee | Kwiaty – Flower Store Poznań
Maks: Zestaw – Zara | Trampki – Pepco | Wózek – Stokke | Piesek – Ikea