Będąc mamą, prowadząc bloga parentingowego i po części utrzymując się dzięki temu macierzyństwu, mogłoby się wydawać, że mój świat kręci się tylko wokół dzieci. Nic bardziej mylnego. Pomimo tego, że mogłoby się wydawać inaczej.

Jestem typem kobiety, która nigdy, dla niczego, ani dla nikogo, nie zrezygnuje z samej siebie – jakkolwiek źle by to nie brzmiało. Uważam, że własne szczęście i realizacja są na tyle ważne, aby móc dalej słać dobro i radość. Jestem mamą, bardzo spełnioną, ale jednak dzieci to nie cały mój świat. No może inaczej… one są moim światem, ale nie mogłabym żyć tylko nimi. Właśnie dzięki temu jestem tak bardzo spełniona w macierzyństwie. Rozumiecie? Czy już pogubiłyście się na początku? :)

To może wytłumaczę tak… Wyobraź sobie, że masz dzieci (jeśli naprawdę je masz to wiesz jak to jest) i przez minimum rok skupiaj się tylko na nich. Usypiaj je, karm, baw, ucz, zaprowadzaj do szkoły czy przedszkola, woź w różne miejsca, ubieraj, pilnuj i rób jeszcze całą masę innych rzeczy. W tym samym czasie sama nie wymagaj nic od życia, nie rób nic dla siebie, nie staraj się ani nie dbaj o samą siebie. W końcu dzieci to największy skarb, na którym musisz się skupiać. I powiedz mi – byłabyś w takiej wersji szczęśliwa? Ja już Ci odpowiem – na 100% nie!

Spełnione macierzyństwo nie polega na tym, aby w 100% się niemu oddawać i nie widzieć nic dookoła. Macierzyństwo polega na tym, aby wyciskać z jego aromatów same najbardziej wartościowe smaki, jednocześnie nie zapominając o sobie i swoim szczęściu. Ja gdybym miała biegać tylko dookoła dzieci, to na pewno szczęśliwa bym nie była, a co za tym idzie, przekładałoby się to na moje relacje z rodziną i dziećmi. Mam nadzieję, że moje dzieci kiedyś mi te słowa wybaczą. A Ty? Zastanawiałaś się nad tym?

Nigdy nie pojmę kobiet, które rezygnują z samej siebie na potrzebę dziecka. Chodzą zmęczone, zaniedbane i nie robiące nic dla siebie. I może nie chodzi tu tylko o kwestie wizualne, bo ja rozumiem, że czasem przy dzieciach nie starcza już siły na tę przysłowiową kosmetyczkę, ale jednak samorozwój, samorealizacja, pasja, hobby i coś swojego jest bardzo ważne. Podziwiam kobiety, które po macierzyńskim zostają w domach i zajmują się „tylko” dziećmi. I aby sprawa była jasna – praca przy dzieciach to istna harówka – ale jednak dla mnie to jest te „tylko”. Wydaje mi się, że fajnie jest mieć coś swojego, odrębnego, coś co nie dotyczy dzieci i tego całego ich świata. Ze mną poza blogiem mało kiedy można porozmawiać o macierzyństwie, bo tu tak się wygadam za wszystkie czasy, że prywatnie czasem mam już dość. Tyle dziennie naprzewijam się pampersów i upiorę koszulek od jedzenia, że nawet wyjście z koleżanką np na Zumbę (pozdrawiam Cię Aga!) traktuję jak imprezę życia. Nie ma tam kupy, kaszki i uwieszonych przy nogawce Poli i Maksa. To jest mój czas, tylko dla mnie, na chwile zapominam, że jestem mamą i jak dla mnie jest to ekstra! Wydaje mi się, że każda z nas potrzebuje takiego resetu, ale nie każda z nas z niego korzysta. A szkoda. Przez to widać zmarnowane życiem kobiety, smutne, zaniedbane i naprawdę niezrealizowane. Pomimo tego, że dla wielu z nich posiadanie dziecka to było największe marzenie.

Moją pasją od bardzo dawna jest blogowanie i fotografia, dlatego wiedziałam, że chce się temu poświęcić, jednocześnie od dawna marzyłam o dzieciach i dużej rodzinie, ale równocześnie obiecałam sobie, że nie zapomnę po tym wszystkim o samej sobie – będę sama sobie szefem, będę miała coś swojego i walczyła o to z całych sił, aby jednak być szczęśliwa na wszystkich płaszczyznach życia. I muszę Wam zdradzić, że był taki moment w moim życiu, kiedy było ze mną naprawdę źle, miałam napady nerwicowe, a tabletki na uspokojenie łykałam na potęgę. Wtedy pierwszy raz rozważałam wizytę u psychologa czy terapeuty, bo widziałam, że dzieje się coś ze mną nie tak. Był to trudny okres w moim życiu, kiedy wszystkiego było za dużo, a ja przez to wszystko ze stresu nie skupiałam się na niczym innym, na niczym własnym, tylko na dzieciach. Siedziałam wtedy głównie w domu, a jedyne miejsce do którego wychodziłam to był plac zabaw. Przez to odizolowałam się od ludzi, stałam się aspołeczna i bardzo nieszczęśliwa. To był właśnie ten moment, w którym zrezygnowałam z samej siebie. To było najgorsze co mogłam zrobić, zwłaszcza, że moje dzieci też to w mig wyczuły.

Uważam, że blog, ten cały parenting, macierzyństwo i bycie spełnioną mamą to jedno, ale jednak bycie szczęśliwą kobietą, która się realizuje, znajduje czas dla siebie i robi coś dla samej siebie to drugie. Ja tak bardzo uwielbiam wyjść sama z domu i na chwile zapomnieć o tym życiu, lubię spotkać się z koleżanką, poplotkować na inny temat niż dzieci, odstrzelić się w ekstra sukienkę, wypić całą butelkę wina, wieczorem w sypialni wyglądać jak milion $ i po prostu MIEĆ COŚ SWOJEGO. Jest to dla mnie bardzo ważne. I właśnie dzięki temu, że tego się trzymam, jestem tak bardzo spełniona i szczęśliwa – jako kobieta i też jako mama.

Dlatego proszę Was, róbcie coś dla siebie i nie zapominajcie o swoich zachciankach czy potrzebach. Zostawcie czasem te dzieci, one bez was w chwilę nie zginą. Stanik do karmienia zamień w seksowną bieliznę, wypad na plac zabaw zastąp kawą z koleżanką, bieganie na 3 piętro z wózkiem wymień na aerobik z sąsiadką, a tematy o kolkach zamień na plotki o nowych butach – chociaż na chwilę, tak tylko dla siebie…

To co, która z Was założyłaby teraz seksi sukienkę i wyszłaby ze mną na drinka? Tematy dzieciowe byłyby surowo zakazane! :)

Sukienka – Mosquito | Buty – Renee (na hasło „ZATRZYMUJAC15” macie rabat -15%)