Bycie w związku i życie z kimś już samo w sobie nie zawsze bywa proste. Teraz wyobraźcie sobie, że do tego dochodzą dzieci, które wcale nie ułatwiają tego wszystkiego. Tu nie ma co się oszukiwać, to właśnie dzieci bardzo często bywają życiową próbą dla dwojga ludzi. Próbą, która zadecyduje, czy faktycznie te dwa osobniki, które kiedyś nie mogły się od siebie odkleić, nadal potrafią się dogadać, porozumieć, szanować, przyjaźnić i przede wszystkim szczerze kochać. Dzieci to idealny moment na życiowe weryfikacje, które albo rozpoczną nowy, piękny rozdział lub zamkną zapisaną i zmęczoną już od czytania książkę. Niestety nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zakończy się historia. Niektóre pary po zostaniu rodzicami zbliżają się do siebie bardziej niż kiedykolwiek, a inne niestety, poróżniają się i zaczynają zmierzać w przeciwnych kierunkach.

Jak to jest w naszym przypadku? Dużo by tu opowiadać. Mamy dwójkę dzieci, które zapełniają jakieś 90% naszego czasu. Także bywa naprawdę różnie. Czasem po całym dniu jesteśmy tak wszystkim zmęczeni, że nie mamy ochoty ze sobą rozmawiać, ani nawet na siebie patrzeć, a mimo to trwamy, żyjemy razem i każdego poranka skradamy sobie całusa na dzień dobry i jemy razem śniadanie, śmiejemy się, żartujemy i dotykamy. Czy to sukces przetrwania? Raczej samo życie, które właśnie tak wygląda będąc w związku, który tworzy rodzinę, i w której znajdują się dzieciaki. Każda relacja jest inna, każdy człowiek jest inny. Sukcesem jest trafienie na odpowiednią osobę, z którą nie zawsze musi być idealnie, ale najważniejsze aby było szczerze i prosto z serca. Ludzie docierają się ze sobą całe życie.

Jesteśmy razem ponad 8 lat, a rodzicami jesteśmy od 1,5 roku i nadal planujemy mnóstwo wspólnych kolejnych historii, które jeszcze są przed nami. To czy zakończą się one horrorem czy happy endem zależy tylko i wyłącznie od nas. Jedno jest pewne, chętnie podejmiemy się napisania tego scenariusza.

2

Czy wiecie, że gdy się poznaliśmy to nie polubiliśmy się od razu? Dodatkowo, ja wtedy spotykałam się z Mariusza kumplem, a jego samego chciałam „spiknąć” z moją koleżanką ze szkoły. Teraz możecie zobaczyć jaki nastąpił zwrot akcji – mamy dwójkę dzieci, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i kochankami równocześnie, mamy w sobie coś ze „starego małżeństwa”, spełniamy marzenia i budujemy nasz wspólny dom na najcenniejszych fundamentach. Czy to nie idealny przykład, że jeśli ktoś jest komuś pisany to trafi na siebie i już? I nic nie będzie w stanie tego popsuć, a temat dzieci zamiast poróżnić to zbliży, nawet jeśli występują gorsze dni…

Czy jesteśmy idealnym związkiem? Na pewno nie. Zresztą nie ma idealnych związków, a nawet gdyby były to współczułabym tym ludziom, którzy żyją ze sobą – to byłaby straaaszna nuda. Wiecie jak to jest, motyle w brzuchu to nie wszystko, najważniejsza jest przyjaźń z taką nutką pikanterii – u nas się to sprawdza. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, wiele rzeczy robimy wspólnie, wychowujemy dwójkę dzieci i oboje pracujemy (Mariusz również dokłada swoje cegiełki do tego bloga), sprzeczamy się o błahostki życia codziennego, ale one wcale nie są ważne. Ważne jest to, że trwamy, jesteśmy tu i teraz, i mimo najgorszej burzy potrafimy się cieszyć z deszczu i słońca. U nas nie ma już tych motylów w brzuchu, tego zauroczenia co na początku związku, ale jest coś znacznie cenniejszego… dojrzała i szczera miłość, na którą pracowaliśmy latami. Kiedyś była nas dwójka, teraz jest czwórka, a nawet i piątka, bo nasz czworonożny przyjaciel też jest zawsze brany pod uwagę, i jest naprawdę super. Tak bez żadnych ściem.

1

Jesteśmy dobrym i zdrowym przykładem, że dzieci wcale nie są przeszkodą w szczęściu i miłości, wręcz przeciwnie. Jesteśmy szczęśliwi, mamy wspólne plany i marzenia, i chcemy wspólnie się zestarzeć, równocześnie patrząc jak nasze dzieci mają udane życie. Wyznajemy zasadę, którą kiedyś Papież Franiczek powiedział, te słowa mocno utkwiły w mojej pamięci – „Niekiedy myślę o małżeństwach, które po latach decydują się na separację, tłumacząc: nie rozumiemy się, oddaliliśmy się od siebie. Może nie nauczyli się w porę przepraszać, prosić o wybaczenie. Ja zawsze radzę nowożeńcom: kłóćcie się, ile chcecie, niech latają talerze, ale nigdy nie kończcie dnia bez zgody.” To jest tak mocne, że jakiekolwiek inne słowa są już tu zbędne. ♥