Wraz z Mariuszem, zaraz po zakończeniu szkoły, zamieszkaliśmy razem w naszym pierwszym wynajmowanym dwupokojowym mieszkanku. Nie było ono zbyt duże, miało coś ok 40m2, było w bardzo starym stylu i znajdowało się w niezbyt ciekawej okolicy. Ale cieszyliśmy się, bo to były nasze pierwsze cztery kąty. Czuliśmy się tak, jakby cały świat stał przed nami otworem. Mieliśmy wtedy po 20-21 lat, i nie ukrywam, że już wtedy mieliśmy ogromne marzenia co do naszej wspólnej przyszłości – możecie się domyślić, że były to między innymi dzieci, dobra praca (najlepiej na swoim) oraz pragnienie posiadania swojego własnego mieszkania. Po pewnym czasie finanse zaczęły się mocno stabilizować, a co za tym idzie pozwoliły nam na podjęcie decyzji o pierwszym dziecku. Przeprowadziliśmy się w zupełnie inne miejsce, do nowych bloków i bardziej rodzinnej okolicy. Zaraz później pojawiła się Pola. To był naprawdę fantastyczny czas. Własne mieszkanie nadal pozostawało w sferze marzeń. Dalej wytrwale pracowaliśmy i dążyliśmy małymi kroczkami do wyznaczonych przez nas celów. Zależało nam aby z każdym kolejnym rokiem standard życia chociaż odrobinę sobie podnosić. Po kilku miesiącach pojawił się mały znak, że jednak coś uda nam się zorganizować, że będziemy mogli ruszyć dalej i w końcu przestać być „u kogoś” i kupić własne mieszkanie. Wtedy byliśmy już na kolejnym wynajmowanym przez nas mieszkaniu, bo te dwupokojowe okazało się za małe przy dziecku i wszystkich naszych rzeczach. To była bardzo przełomowa chwila. Mariusz zmienił pracę, moja działalność znacznie się rozkręciła i stało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Mogliśmy sobie pozwolić aby spełnić marzenia i przestać w końcu być na wynajem. Cieszyłam się przeogromnie, ale gdzieś w podświadomości czułam, że jednak chciałabym od życia ciut więcej. Znajomi stukali mnie w czoło, mówili – dziewczyno, masz super faceta, zdrowe dziecko i możliwość kupna mieszkania! Nad czym się zastanawiać? – Zastanawiałam się i teraz z perspektywy czasu wiem, że podjęłam najlepszą decyzję jaką tylko mogłam. Po prostu poczekałam jeszcze chwilę. Dlaczego? Coś mnie drgnęło, bo za dużo naoglądałam się znajomych, którzy kupili nieruchomości pod wpływem impulsu, bo akurat na to było ich aktualnie stać. Bo nie chcieli płacić komuś aby wynajmować, nie chcieli czekać. Obecnie siedzą na 30 lub 40 metrach kwadratowych z dziećmi, cisną się i mówią, że żałują, ale w końcu nic nie mogą zrobić, bo mieszkanie jest na kredycie. Ja nie chciałam takiego życia, mimo, że wiele ludzi o takim marzy (nie mnie to oceniać, niech każdy spełnia się inaczej). Poczekaliśmy chwilę, w międzyczasie podjęliśmy decyzję o drugim dziecku, bo mogliśmy sobie na to pozwolić i zawsze chcieliśmy aby między dzieciakami była mała różnica wieku (pisałam o tym między innymi TUTAJ). Los był dla nas łaskawy, udało się! Czasem szczypaliśmy się, że my to mamy chyba więcej szczęścia niż rozumu. Naprawdę! :) Wiadomość o drugim dziecku również coś nam zesłała, coś zmieniła, mogliśmy ruszyć dalej. Tak jakby jakaś siła wyższa, wraz z kolejnym dzieckiem, chciała aby nasze życie było jeszcze lepsze. Wylądowaliśmy oglądać nowo powstałe osiedle szeregowców z ogródkami. To było jak spełnienie marzeń! Pola z nami, Maksiu w brzuchu, a my oglądamy dom, w którym wszyscy byśmy zamieszkali. Brzmi bajecznie prawda? Już praktycznie płaciliśmy zaliczkę na jego rezerwację, pokazywałam wam nawet jego część jakiś czas temu na instagramie. Szczęścia było pod dostatkiem i teraz z perspektywy czasu cieszę się, że później nastąpił mały sztorm w naszym życiu. Sztorm, który delikatnie pohamował nasz zapał. Musieliśmy na momencik zwolnić i skupić się na innych, ważniejszych rzeczach. To było jak kubeł zimnej wody. Zaklepanie mojego wymarzonego szeregowca musiał być przesunięty o rok, a do tego budowa nowej części przez dewelopera i nasze wykończenie, czyli ponad 2 lata, musieliśmy czekać. Teraz już wiem i jestem wdzięczna, że to z góry gdzieś było zesłane. Ten dom nie był nam po prostu pisany. Dziękuję za to, że życie to rollercoaster, w którym raz jesteśmy na górze, a raz na dole. W górze jest super, ale to właśnie ten dół uczy nas najwięcej. Uczy nas pokory, walki, pracy i wspierania się wzajemnie. Ten dół dał nam na nowo światełko w tunelu. Chyba najpiękniejsze jakie mogłam sobie wymarzyć. Ba! Ja nawet nie marzyłam o takim! Kilka miesięcy później znaleźliśmy idealne miejsce, ziemię, którą nawet nie wiem kiedy byliśmy kupować. To było jak sen! Marzyłam o własnym mieszkaniu, małym szeregowcu, a w zamian udało się zbudować najważniejsze fundamenty, jakimi są rodzina, a następnie móc wkrótce postawić na nich dom. Budujemy się! Nie wierzyłam w to, aż do momentu, kiedy podpisaliśmy wszystkie zgody i papiery i stanęliśmy w tym miejscu, trochę zarośniętym, ale z ogromnymi możliwościami, naszym własnym miejscu…

1

To się dzieje! Gdyby ktoś jeszcze kilka lat temu powiedziałby mi, że w wieku 25 lat wybudujemy nasz dom to kazałabym mu się popukać w czoło. Kosztowało nas to wiele wyrzeczeń, cierpliwości, nerwów, czasu, pieniędzy, starań i wielu wielu innych rzeczy, których niekiedy nie widać gołym okiem… ale udało się! Sami do tego doszliśmy. Sami! Bo nie pochodzimy z bogatych rodzin, którzy mogą nam wszystko podać na tacy. Tym bardziej to doceniamy. Teraz perspektywa białego domu ze spadzistym dachem, kominkiem, wielkim ogrodem i zasadzonym własnoręcznie drzewem sprawiają, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Mam cudowną rodzinę, ważne życiowe fundamenty i dom, który za moment zacznie piąć się ku niebu. Jeszcze w tym roku będzie on tu stał. Później zostanie tylko wykończenie środka i będziemy pławić się we własnej bajce. Bajce, która rozpocznie swą historię z dala od miasta. Bo to właśnie od niego uciekamy aby móc zapewnić spokój i wszystko co najlepszem naszym dzieciom. :)

2 5 4 8

Zwróćcie uwagę, że Pola zabrała symbolicznie ze sobą swojego „mini Browara”, aby dużemu nie było przykro, bo akurat tego dnia biedak nam się pochorował (ten kto ma Goldena Retrievera to wie, że to chodzący śmietnik ;)). Uciekamy dokładnie 20km od Poznania, także oszczędziliśmy mu dodatkowych wrażeń w samochodzie. Coś czuję, że to właśnie on najbardziej będzie cieszył się z dużego ogrodu. :)

3 7 6

Wiemy, że przed nami jeszcze długa droga, ale na myśl o niej jestem niesamowicie podekscytowana. Za miesiąc lub dwa zaczną się już pojawiać fundamenty. Będę pokazywała wam przebieg całej budowy i etapy stwarzania własnego szczęścia. Bo pamiętajcie, warto jest walczyć o marzenia! ♥

9