Budowa domu to chyba jedno z najcięższych wyzwań, których się podjęliśmy. Za tym wszystkim ciągnie się masa wysiłku, pracy i wyrzeczeń. Każdy dzień na polu boju zaskakuje na nowo, a moim nowym odkryciem jest fakt, że terminowość w budowlance po prostu… nie istnieje. Niemniej jednak, spełniamy marzenia, jesteśmy podekscytowani tym wszystkim i cieszymy się z każdej cegiełki, która powstaje. I już teraz jesteśmy przekonani, że decyzja o budowie dużego domu za miastem to był dobry pomysł. Chociaż nie każdemu tak się wydaje…

Odkąd tylko zdradziłam Wam, że uciekamy za miasto (bo dokładniej 20km od Poznania), a nasz dom będzie miał niecałe 200m2, to posypała się lawina opinii, teorii i pytań – dwa tak często się przeplatały, i moim zdaniem są tak absurdalne i głupie, że postanowiłam na nie odpowiedzieć z mojego punktu widzenia.

Po co Wam tak duży dom? Przecież dzieci kiedyś dorosną i się wyprowadzą, a Wy na starość sami w nim zostaniecie.

Te pytanie i opinia powtarzała się zdecydowanie najczęściej. Zdałam sobie sprawę, że właśnie panuje taki stereotyp, że nie opłaca się budować dużej powierzchni, bo na przyszłość to się nie opłaci. Okej. Tylko już na samym początku zadajmy sobie jedno ważne pytanie: Ile dla kogo oznacza „duży dom”? Nasz będzie miał niecałe 200m2 powierzchni użytkowej, i to bez garażu, i dla mnie taka powierzchnia jest zupełnie optymalna, fajna i wystarczająca. Moim zdaniem najlepszy metraż na budowę domu to w granicach od 150m2 do max 300m2 + garaż. Co dla kogoś może być to olbrzymim kosmosem lub małą klitką. Ale nie mnie to oceniać, bo ja za kogoś gdzieś mieszkać nie będę. Dany metraż ma odpowiadać danej rodzinie, tak aby była z niego zadowolona i w pełni go użytkowała. Więc narzucanie komuś, że ma za duży lub zbyt mały dom jest naprawdę słabe.

Kolejna sprawa to „fakt”, że kiedyś zostaniemy w tym… dobra niech już niektórym będzie, że „dużym” domu. Więc bez sensu było go tak dużym budować. Szczerze? Planowaliśmy dużą rodzinę i jeszcze nie podjęliśmy decyzji czy zakończyliśmy „produkcję” dzieci, więc właśnie z tego powodu planowaliśmy taki metraż. Czy właśnie na wgląd na starość, która jest bardzo odległa, mieliśmy zrezygnować z marzeń o dużej przestrzeni, oddzielnych pokojach dla wszystkich dzieci i możliwości przyjmowania nawet na całe weekendy bliskich, na rzecz mniejszej powierzchni, która byłaby dla nas lepsza na starość? Bez sensu. Ja wolę żyć tym co jest TU i TERAZ, wolę korzystać z tego co tworzę i mieć większe możliwości – zwłaszcza, że jesteśmy jeszcze młodzi. Chcę aby moje dzieci nawet rowerkami mogły jeździć po salonie, chcę ponad 2,5 metrową choinkę na święta obok kominka, pełną kuchnię gości, własne azyle pokojowe, biuro czy wymarzoną garderobę. Nie będziemy rezygnować z własnych, wspólnych marzeń, bo to za kilkadziesiąt lat będzie niepraktyczne.

I kolejny hit, który w tym temacie usłyszałam – Lepiej zbudować mniejszy dom, a dzieciom kupić małe mieszkanka na start w dorosłość. Serio? Ja jednak wolę zapewnić najwspanialsze dzieciństwo moim dzieciom w domu, którego właśnie budujemy i w którym będziemy budować wspomnienia na całe życie. A tych wspólnych lat w tym domu będzie naprawdę mnóstwo! Nasze dzieci chcemy tak wychować, aby były na tyle ambitne i pracowite, że same będą mogły sobie pozwolić kupić mieszkanie czy może od razu postawić dom. My im w tym pomożemy, to oczywiste, ale już kiedyś o tym wspominałam – nie chcę dawać im od razu ryby, chcę dawać wędkę i dopiero uczyć łowić.

Także obecny dom jest dla nas optymalny, jest naszym spełnieniem marzeń i cieszymy się, że nasze dzieci będą mogły w nim dorastać. A jeśli ta starość okaże się faktycznie dla nas tak mało łaskawa i nasz dom okaże się dla nas już za duży, to wtedy będziemy się martwić co dalej. Czy podzielimy go między dzieci, sprzedamy i wybudujemy nowy, już mniejszy? To się okaże. Może jeszcze wyjdzie taka sytuacja, że po drodze wybudujemy kolejny. Z tym nigdy nie wiadomo! Nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość – dla nas najważniejsze jest TU i TERAZ. :)

Czy nie uważacie, że dzieci mogą Wam mieć za złe, że wyprowadzacie się za miasto?

Te pytanie utkwiło mi w głowie, ponieważ było zadane przez moją czytelniczkę, która ma „żal” do własnych rodziców, że wybudowali się poza miastem i tam spędziła 20 lat swojego życia. Jak sama tłumaczyła – wolała mieszkać w bloku, gdzieś w centrum samego miasta, bo nie chciało jej się pomagać mamie w ogrodzie i była zła, że zawsze była ostatnia z dojazdem do koleżanek aby mogły sobie wyjść do kina czy na imprezę… Nie wiedziałam jak to skomentować, naprawdę. Mi ręce opadły, ale okej, szanuję jej opinię i odczucia. Mimo wszystko mam nadzieję, że nasze dzieci trochę inaczej uda nam się wychować i będą wdzięczne za to wszystko co dla nich robimy.

Wyprowadzka za miasto jest tak samo pojęciem względnym, jak przy ocenianiu wielkości domu. My nie uciekliśmy na wieś, tylko do mniejszej miejscowości, która jest oddalona o 20km od dużego miasta i która stale prężnie się rozwija. Są tu między innymi szkoły, sklepy, sale sportowe, lekarze, kawiarnie i naprawdę dobra komunikacja, która raz dwa dojeżdża do centrum Poznania. Czyli psy dupami nie szczekają. :) Jest tu dużo rodzin z dziećmi i zapewne Pola z Maksem nawiążą z kimś fajne relacje na miejscu. A największym atutem jest fakt, że jest ty przedszkoli od wyboru i są aż dwie szkoły pod samym nosem, do których dzieci będą uczęszczały aż do momentu gdy zaczną wkraczać w dorosłość i będą mogły zrobić sobie te prawo jazdy. Nie ma dojeżdżania gdzieś specjalnie i tułania się pociągami. Więc zastanawiam się, za co te dzieci mogą mieć do nas żal? Za to, że budujemy dom z myślą o nich? Że chcemy aby miały ogród i perspektywy fantastycznego i beztroskiego dzieciństwa blisko natury? Że mamy takie prace, że możemy spędzać z nimi dużo czasu i nawet wozić o każdej porze dnia i nocy, gdzie tylko sobie zapragną? Jeśli mieliby mieć do nas jakikolwiek żal, to już sami w przyszłości to sobie wyjaśnimy. Mimo wszystko, mam nadzieję, że będzie inaczej… Ja dla przykładu od urodzenia jestem miastowa, a dopiero z dala od niego znalazłam swoje idealne miejsce i azyl. Więc jak widać, miasto nie jest dla każdego.

Powyższe zdjęcie jest idealnym obrazkiem, który jeszcze bardziej mnie przekonuje, że to wszystko to była dobra decyzja.♡