Search here...
TOP
Parenting

Mówi się, że idealni rodzice istnieją. To prawda. Tylko dopiero później rodzą się im dzieci…

W obecnych czasach oceniać i dawać rady jest bardzo łatwo, gorzej już później w drugą stronę. Nikt nie lubi być oceniany i nie lubi mieć wytykanych błędów. Zwłaszcza w kwestiach wychowywania dzieci, gdzie ta rola sama w sobie, jest już jedną z najtrudniejszych na świecie. Osoby dzietne na 100% zrozumieją o co mi chodzi. Gorzej już z tymi bezdzietnymi lub na samym począteczku tej rodzicielskiej drogi, gdzie poza problemami z karmieniem czy wysypianiem się w nocy, żaden dodatkowy fajerwerk się jeszcze nie przydażył. Nawet nie wiecie, ile w ostatnim czasie, i to przez głupiego instagrama, usłyszałam „złotych” rad czy słów krytyki, że nie tak wychowuje moje dzieci (czy jakieś przesilenie wiosenne może mieć na to wpływ?), a to wszystko od młodych studentek, które studiują pedagogikę, od przedszkolanek czy nianiek dorywczych, oczywiście bezdzietnych. Za każdym razem to samo – one mają dużą styczność z dziećmi, znają teorię i podnóże psychologiczne z książek i studiów, więc co ja tam mogę wiedzieć?! Podpisuję się: mama w dość dużej praktyce i to z trzecim już dzieckiem w drodze. Dlatego zawsze będę powtarzała, że dopóki nie będzie posiadało się własnych dzieci, nie powinno oceniać się (a przynajmniej na głos) innych rodziców. Jest różnica między opieką nad cudzym dzieckiem, nawet na kilka godzin dziennie, a nad własnym, które jest totalną jednostką, z własnym charakterem i temperamentem, którego ma się 24h i to 7 dni w tygodniu. I aby sprawa była jasna, ja nie mówię aby czasem nie słuchać osób „mądrzejszych” od siebie, ale w drugą stronę również to idzie, nie powinno się za dużo „mądrości” przekazywać. Ja też zanim zostałam mamą, widząc dziecko w sklepie, które drze się w niebogłosy, gdzieś z tyłu głowy miałam opinie o niewychowanym bachorze, ale dopiero gdy na świat przyszła Pola i Maks, zdałam sobie sprawę, że bardziej należy współczuć tej matce, która w danym momencie jest zakłopotana dziesiątką oceniających gapiów, niż tym smarkom, które akurat tarzają się po podłodze.

To wszystko w tak w dużym skrócie. Tak właśnie wygląda samo życie i wychowywanie dzieci – nie da się tego nauczyć od wykładowcy, dziecka koleżanki, z książki czy pracy po studiach. Najlepszymi nauczycielami są własne dzieci, one uczą teorii i praktyki równocześnie, która zmienia się w mgnieniu oka z każdym nowym miesiącem, a nawet raczej tygodniem.

Bycie prawdziwym rodzicem wcale nie polega na byciu idealnym i doskonałym. Dzieci lubią niedoskonałości, odchylenia od norm, spontan i pełen luz. A my, gdybyśmy wszystko brali aż tak bardzo serio, książkowo i przepisowo, już dawno byśmy zwariowali. Nasze dzieci miałyby wtedy przekichane i byłyby po prostu… nieszczęśliwe i znudzone. Bo najgorsze co możemy zrobić to zabrać im tę dziecięcą radość, beztroskę, błysk w oku i łamanie „dorosłych” stereotypów.

Aby wszystko podsumować, chciałam zadać Wam pytania. Skierowane są one zarówno do osób dzietnych, jak i bezdzietnych. Jestem ciekawa, ilu z Was one dotyczą?

Co Ty wiesz o byciu prawdziwym rodzicem, jeśli chociaż raz w życiu nie dałeś dziecku czekolady przed obiadem? Albo jakiegokolwiek innego niezdrowego przysmaku w postaci żelków, oranżady, danonka, łyka coli, płatków z glutenem czy waty cukrowej po festynie? Przecież to wszystko jest takie niezdrowe i zakazane. Aż wstyd przyznawać się przed ludźmi!

Co Ty wiesz o byciu prawdziwym rodzicem, jeśli chociaż raz w życiu nie płakałeś w ukryciu pod prysznicem? Z powodu bezradności, strachu, obaw, przemęczenia lub po prostu wyrzucenia wszystkich emocji, które skumulowały się podczas całego dnia? Często właśnie przez innych „serdecznych”, którzy mają czelność podważać to, jak wychowujesz własne dziecko. Jakby oni znali je lepiej.

Co Ty wiesz o byciu prawdziwym rodzicem, jeśli chociaż raz nie dałeś dziecku bajki na odczepne. Niezależnie czy była ona w telewizji, na Netflixie, puszcza na telefonie czy na tablecie. Tak to jest, że teraz widziane małe dziecko z telefonem w ręku działa na innych jak płachta na byka, ale ja wiem, że czasem inaczej się nie da. Zwłaszcza gdy nie dysponuje się nianią, dostępną ciocią czy zawsze pomocną babcią, a nadmiar obowiązków skumulował się do takiego stopnia, że nie wiadomo w co ręce włożyć.

Co Ty wiesz o byciu prawdziwym rodzicem, jeśli chociaż raz nie pozwoliłeś zrobić swojemu dziecku czegoś zakazanego? Chociaż tutaj słowo „zakazane” ma wiele znaczeń, adekwatnie do postrzegania świata przez dane osoby. Zakazana może być jazda samochodem za kierownicą u taty na kolanach po polnej drodze, wspinanie się po drzewie, bieganie boso po śniegu czy jazda na rowerze bez kasku. Takie szalone życie na krawędzi wielkości dziecka.

Co Ty wiesz o byciu prawdziwym rodzicem, jeśli chociaż raz nie najadłeś się wstydu w miejscu publicznym? Bo dziecko dało popis w sklepie, że chcę taką zabawkę, albo na środku parku, że dalej mu się nie chce iść. O restauracji czy placu zabaw już wspominać nie będę. Teraz już wiem, że to nie powód do wstydu, a coś zupełnie normalnego. Niestety nie zawsze w oczach społeczeństwa.

Co Ty wiesz o byciu prawdziwym rodzicem, jeśli chociaż raz nie nagiąłeś własnych zasad? Bo dziecko było tak uparte i przekonujące, że już dłużej nie miałeś siły z nim dyskutować i walczyć? Odpuściłeś mu zbieranie klocków i sprzątanie pokoju, dałeś nową zabawkę po całym dniu psot, czy pozwoliłeś na całą noc zostać w swoim łóżku, pomimo, że jesteś największym przeciwnikiem spania rodzic + dziecko. Czasem tak bywa, że zamiast być stanowczym, widzimy te duże oczy i uśmiechamy się pod nosem, pomimo, że nie powinniśmy.

Co Ty wiesz o byciu prawdziwym rodzicem, jeśli chociaż raz nie zastosowałeś się do zasady 5 sekund? Czyli smoczek, jedzenie czy lizak, który leży na ziemi krócej niż 5 sekund, jest taki, jakby wcale tam nie leżał. :)

… jestem ciekawa, czy to wszystko Was dotyczy? Dopiero później możecie się wypowiadać, bo radami z rękawa zawsze jest łatwo rzucać.

Wiecie co najbardziej wzmocniło moją osobę? Moje dzieci. To one przekonały mnie, że jestem silna, dam radę i nie powinnam się przejmować tym co inni gadają czy mi narzucają – pomimo, że równocześnie to właśnie dzieci dają mi setki powodów do obaw i bezsilności. Taki niepowtarzalny paradoks bycia rodzicem.

Ja kiedyś też planowałam być idealną mamą, ale teraz już wiem, że taka nie jestem. I wiecie co? Dobrze mi z tym i wcale nie czuję z tego powodu wyrzutów sumienia. Moje dzieci zjedzą czekoladę przed obiadem, dostaną bajkę na telefonie, wlezą na drzewo, pojadą w aucie przodem do kierunku jazdy czy zjedzą lizaka na pół z naszym psem. Ja też płaczę pod prysznicem, boję się wielu rzeczy i mam po dziurki w nosie tych wszystkich rad, jak powinno się wychowywać dziecko, a jak nie. Idealnym rodzicem byłam dawno temu, później urodziłam Polę i Maksa. :)

«

»

17 KOMENTARZE

  • Ewelina

    Sama byłam kiedyś nianią i krytykowałam w myślach rodziców ( poktreśle – w myślach). Teraz będąc matką dwójki sztabów cofam wszystkie swoje wcześniejsze myśli.

    • Zatrzymując czas
      Zatrzymując czas
      AUTOR

      To idealnie widzisz na swoim przykładzie, jak to jest być po jednej i drugiej stronie. :)

  • Paulina

    Jak na razie 5/7 :D Ale moja ma dopiero rok i 3 miesiące, więc wszystko przede mną ;) Sama prawda!

  • Justyna

    Nasz szkrab ma 1.5 roku ale wszystko już zaliczone. Nie wiemy jeszcze co to katarek- to dopiero będzie jazda!

  • Sara

    Niewiem czy powinnam się przyznawać ale podpisuję się pod każdym pytaniem . Pamiętam jak zawsze krzywo patrzyłam na rodziców których dzieci obok oglądały bajki na telefonach . Mówiłam sobie w myślach – ” nigdy nie będę piszczać swoim dzieciom bajek „. Dzisiaj przy dwójce dzieci rok po roku czasami dziękuje Bogu że te bajki są! I mogę je czasami puścić i wypić łyk cieplej kawy lub zrobić przysłowiowe siku w chwili spokoju :))

    • Zatrzymując czas
      Zatrzymując czas
      AUTOR

      To jest właśnie to! Dużo tez zależy od jakości puszczanych bajek. My staramy się znajdować takie edukacyjne i z ciekawa fabuła. U nas np Pola dzięki bajkom znacznie szybciej nauczyła się kolorów 😊

      • Sara

        Zgadzam się! Jest taka bajka „Dora i butek” angielsko – Polska. Dzięki niej mój dwuletni synek zaczął swoje pierwsze słowa po angielsku:) można ? Można !

  • Magda

    Jako mama 2 latki zgadzam się częściowo :) tez zmieniłam myślenie dopiero po urodzeniu dziecka ale jeśli ktoś chce mi dać dobra radę – chętnie posłucham :) nie mam nikogo do pomocy, sami z mężem musimy sobie radzić wiec tez bym chętnie dawała bajkę na tel ale staram się tego nie robić, tylko w syt podbramkowej. Wiadomo ze przed słodyczami nie uchronię w ogóle ale póki mogę, póki nie chodzi do żłobka i nie widzi jak inne jedzą – daje jak najrzadziej mogę… ale co innego kwestia bezpieczeństwa – dawanie mmsow 2,5 dziecku? (Tyle ma chyba Maks?) – nie obawiasz się zachłyśnięcia? Jeżdżenie tyłem tez jest dla mnie priorytetem – od początku mała tak jeździ, nie zna innej możliwości wiec czemu miałoby być jej zle… nie lubię jak rodzic mówi „to moje dziecko i wiem najlepiej” bo jednak spłodzenie/urodzenie dziecka nie daje nam w magiczny sposób aktualnej wiedzy – niedouczone położne czy troskliwe babcie maja wiedzę z tamtej epoki, przekazują to młodym mamom które im wierzą na ślepo zamiast poczytać, dowiedzieć się co i jak – intuicja to jedno a wiedza drugie.

    • Zatrzymując czas
      Zatrzymując czas
      AUTOR

      Dziecko równie dobrze może się zachłysnąć kawałkiem bułki, marchewką z obiadu czy kukurydzianym chrupkiem. Nie można dać się zwariować. Trzeba po prostu pilnować i mieć je na oku. Właśnie to jest to, o czym pisze – każdy rodzic zna najlepiej własne dzieci. Maks może ma 2,5 roku, ale świetnie „mieli”. Od najmniejszego dostawał jedzenie w całości i super sobie z nim radził. Dla odmiany Pola była inna, długo wolała „papki” wiec dość późno zaczęła dostawać takie rarytasy. Więc jak widać każdy rodzic zna najlepiej własne dziecko. Stad mam opinie, aby nie „sypać” radami, jeśli ktoś sam o nie nie poprosi. 😉

      My od samego początku tez zupełnie sami ogarnialiśmy dwójkę naszych dzieci, bez pomocy babć czy dziadków. Jeśli czegoś nie wiedzieliśmy to po prostu kogoś się pytaliśmy, ale gdy ktoś już z góry coś narzucał czy się wtrącał, momentalnie aktywowała się u nas czerwona lampka.

  • Sandra

    Oj ile ja miałam zasad zanim urodziłam syna… Będzie spał tylko w łóżeczku, zero bajek… No cóż, wszystko się zmieniło odkąd Błażej pojawił się na świecie 😂 Jestem z tych nieidealnych mam i dobrze mi z tym :) grunt, że dziecko jest szczęśliwe. Młody ma 2 latka i dalej śpi z nami w łóżku, co potępiło by już miliony matek. Ma kupione swoje łóżko ale jeszcze nie jest na nie gotowy a ja nie będę go siłą zmuszać do spania samemu ,,bo tak trzeba”. Swoją drogą, nie rozumiem matek, które pouczają inne matki… przecież powinnyśmy się wspierać W kwestii macierzyństwa A nie skakać sobie do gardeł i pokazywać, która to nie jest lepsza!

  • ania

    Prawie pod wszystkim mogę się podpisać. Moja córka ma dwa lata i nigdy bajek nie oglądała :) a teraz jak jej puścimy to w ogóle nie jest zainteresowana, więc chociaż z tym nie ma problemu. No i dla mnie nie do pomyślenia jest, że dziecko decyduje w jakim foteliku będzie jeździć. Przy obecnym dostępie do wiedzy nie rozumiem jak rodzice mogą narażać swoje dziecko, nie decydując się na rwf, ot tak, bo zapewne dziecko płacze, bo chce jeździć przodem.

    • Zatrzymując czas
      Zatrzymując czas
      AUTOR

      Ale to decyzja tych rodziców, że ich dzieci jeżdżą przodem. Trzeba to uszanować, a nie demontować. Są też takie foteliki produkowane i sprzedawane także…

      • Sara

        Ehh .. i o tym właśnie mowa w poście ;) o takich komentarzach … niby wszystko spoko ale swoje 3 grosze trzeba dodać. „Jak można to, jak można tamto ” . No comment.

        • Też Ania

          Akurat tu się zgadzam z Anią, proszę obejrzeć testy zderzeniowe rwf vs przodem to może zrozumiecie gdzie tkwi różnica o który jest bezpieczniejszy.

          • Sandra

            Myślę, że każdy rodzic jest świadomy tego co robi A pouczanie innych jest nie na miejscu ( zwłaszcza zupełnie obcych ludzi!). Matki ogarnijcie się i zacznijcie interesować własnym życiem zamiast bawić się w specjalistki :)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

INSTAGRAM @ZATRZYMUJACCZAS