Dziś są moje urodziny, kończę 26 lat, a moje ostatnie lata i marzenia przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Teraz, właśnie dziś, z dumnie uniesioną głową mogę śmiało przyznać – jestem naprawdę szczęśliwa, spełniona i zrealizowana. Pomimo potyczek, które niejednokrotnie serwowało mi życie jestem pewna, że to co się wydarzyło było tego warte. To wszystko sprawiło, że dotarłam do tego miejsca, w którym obecnie jestem. A tutaj mi jest całkiem fajnie. :)

Nie wiem czy już Wam zdradzałam, ale prowadzę zapiski z marzeniami, które chciałabym spełnić po kolei przed 30-stymi, 40-stymi czy 50-tymi urodzinami. Nie jest to sztywna lista „do zrobienia” na mus i teraz, a raczej lekkie i przyjemne cele, które jednak fajnie byłoby spełnić i które by dołożyły się do tego, że faktycznie przeżyłabym te życie w taki sposób, jak tylko bym chciała. Dziś uchylę Wam rąbka tajemnicy…

PRZED 30-STKĄ MARZĘ O:

– Posiadaniu trójki dzieci oraz dużej, pełnej i szczęśliwej rodzinie. Takiej, której sama nigdy nie miałam i którą mogło oglądać się tylko w filmach. Takiej, która nie jest idealna, też się kłóci, ale mimo wszystko nigdy nie kończy dnia w niezgodzie. Dzieci i ukochany partner obecni każdego dnia, to dla mnie największa wartość i cenność. To chyba największe moje marzenie.

– Własnym domu z ogrodem, który będzie moją ostoją i spokojem. Marzę o piciu herbaty w piżamie na tarasie o poranku, o ogrodzie na którym biega szczęśliwy pies i przestrzeni w salonie, gdzie każdego roku będziemy mogli wyprawiać dla całej rodziny święta. Kiedyś marzyłam o mieszkaniu, ale teraz dom to dla mnie coś… łał.

– Niezależności finansowej i własnej firmie, w której będę sama sobie szefem. Jestem ciężkim człowiekiem, nie lubię mieć nikogo nad sobą – czuję, że to mnie blokuje i w jakiś sposób ogranicza. Jestem jak ptak – lubię latać i sama wyznacza sobie trasę i cel. Pomimo tego, że prowadzenie własnej działalności łączy się z masą wyrzeczeń i ciężkiej pracy. Ja tego pragnę i zrobię wszystko aby tak było, abym miała coś własnego, a moim dzieciom nigdy niczego nie brakowało.

– Nauczyć się dobrze języka angielskiego, ale tak super super! Obecnie mój angielski jest komunikatywny, oglądam filmy w tym języku i zrozumiem co ktoś do mnie mówi, ale z odpowiedzią nie jest już tak perfekcyjnie. Chciałabym swobodniej wypowiadać się i robić mniej błędów. Może w końcu zmobilizuję się aby zapisać się na jakieś zajęcia.

– Polecieć do DisneyLandu we Francji. To takie moje marzenie z dzieciństwa, które chciałabym spełnić przed 30-stką i wciągnąć w to już moje dzieci. :)

– Nauczyć się malować na płótnie i stworzyć takie dzieło, z którego sama będę dumna i które zawiśnie w naszym salonie.

– Zapuścić włosy do pasa. To jedno z tych bardziej powierzchownych marzeń, ale które łączy się z determinacją i cierpliwością – a jej u mnie mało. Tutaj osiągnęłabym dwa cele: miałabym włosy moich marzeń i w końcu nauczyłabym się cierpliwości.

– Zapisać się na kurs florystyczny. Jeśli mnie znacie to bardzo dobrze wiecie, że jestem istny „FlowersLover”. Kocham kwiaty, a najbardziej piwonie i róże. Uwielbiam robić bukiety, wiązanki, wianki i inne kwieciste dekoracje, ale chciałabym nauczyć się tego wszystkiego w bardziej profesjonalny sposób, który później mogłabym wykorzystać we własnym ogrodzie lub przy sesjach zdjęciowych.

– Podszkolić się w fotografii, która jest dla mnie największą pasją i ukochanym zajęciem. Jestem duszą artysty i nieskromnie przyznam, że mam oko i wyobraźnię do kadrów, ale chciałabym nauczyć się aparatu z bardziej technicznej strony + późniejszej obróbki.

– Pogodzić się ze wszystkimi skłóconymi i nauczyć się wybaczać, a to jest bardzo trudne.

– Zdobyć przyjaciółkę, której nigdy prawdziwej i szczerej nie miałam. Bardzo trudno jest mi zaufać ludziom, może ze względu na to, jak mnie wcześniej traktowali. Jestem podejrzliwa, mam dystans i trudno mi się przed kimś otworzyć, sama też nie jestem łatwym człowiekiem, ale wierzę, że może gdzieś tam jest osoba, tak samo jak ja „popaprana”, która też mnie szuka. :) Póki co wolę mieć neutralne i fajne koleżanki i normalnych znajomych niż zaryzykować z jedną osobą „bliżej”.

– Wystąpić w telewizji bez tremy, z fajnym i ambitnym tematem. Kilka lat temu zaproszono mnie do „Pytania na śniadanie”, ale wtedy nie byłam w tym miejscu w którym jestem obecnie, nie znałam siebie, błądziłam i byłam mocno zakompleksiona. Mój występ uważam za nieudany. Teraz ponownie dostaje zaproszenia do śniadaniówek, ale jeszcze nie uważam się za gotową aby zrobić ten krok, nadal czekam na ambitny temat, który powaliłby mnie na kolana. Może za rok lub dwa?

– Nauczyć się przełamywać swoją nieśmiałość. Pomimo tego, że widzicie mnie tu na blogu raczej od strony (z pozoru) śmiałej, bo pozuję do wielu zdjęć, prowadzę aktywny instagram, który śledzi kilkadziesiąt tysięcy osób, gadam do kamery i wypowiadam się w wielu kwestiach, to w prawdziwym życiu jestem dość nieśmiała i potrzebuję chwili na adaptacje. Uważam, że nie jest to fajna cecha i nie pasuje do mojego silnego i ambitnego charakteru więc staram się z tym walczyć.

… I tego jest znacznie więcej. Lista moich życiowych marzeń jest długa. Uważam, że dzięki marzeniom nasze życie ma sens i cel. Jedne są większe drugie mniejsze, bardziej ambitne, emocjonalne, uczuciowe czy powierzchowne i materialne. To nieważne. To właśnie marzenia i dążenie do nich kształtuje nas jako osoby. Moich kilka już się spełniło, a kolejnych kilka właśnie się spełnia – jeśli śledzicie mnie to też zobaczycie to gołym okiem. ♡

Sukienka – Lav-Mag (Asos) | Balony – Pan Talerzyk

26 lat, dwójka dzieci, cudowny partner, własna firma, a zarazem największa pasja, dom w trakcie budowy i doskonalenie siebie każdego dnia… kiedy to się wydarzyło? :) ♡