Lato zdecydowanie sprzyja mojemu dobremu samopoczuciu, mojej szafie i temu co mam w głowie, kiedy patrzę na siebie w lustro. Wydaje mi się, że to właśnie wtedy mam największe pole manewru, jeśli chodzi o wygląd i dobór ubrań – zwłaszcza w kwestiach sukienek, które kocham nad życie. Dla mnie inne części garderoby mogłyby nie istnieć, dosłownie! Uwielbiam mini, midi, rozkloszowane, dopasowane, z koronką lub bez, a najbardziej – maxi! Szkoda tylko, że z tą naszą Polską pogodą różnie bywa…

Moim zdaniem maxi sukienki nigdy nie wychodzą z mody, są niezwykle stylowe, wygodne, dodają lekkości i świeżości, a odpowiednio dobrane pasują do każdego typu figury. Niezależnie czy jesteś mamą czy też nie, czy jesteś w ciąży lub świeżo po, masz większe biodra czy biust, każda z nas powinna mieć przynajmniej jedną maxi w swojej szafie. Nie ma innej opcji!

Mój tegoroczny maxi hit to zielona, tropikalna sukienka od Mosquito, która jest niezwykle lekka i zwiewna, idealna na codzień, jak i większe wyjścia. Najciekawsze w niej jest to, że przełamała mnie do ubrania koloru zielonego, którego do tej pory unikałam jak ognia. Chyba dzieję się tak, jak pisałam już wcześniej na blogu – z wiekiem stałam się bardziej otwarta na nowości, jestem bardziej świadoma i mniej krytyczna w stosunku do samej siebie. Bardzo to lubię! :)

Nie wiem, jak Wy, ale ja czuję niedosyt. Zaczynam szukać więcej maxi sukienek! W głowie siedzi mi różowo-cukierkowa z falbanką, soczysta żółta z wiązaniem, mega kwiecista i elegancka z odkrytymi całymi plecami. Gdybyście też dla siebie szukały to daję Wam cynk, że widziałam kilka fajnych przez Domodi.pl.

Sukienka – Mosquito (więcej TUTAJ) | Buty – Renee | Torebka – Michael Kors | Okulary – Lav-Mag