Mogłyście już zauważyć, że jestem raczej dość nowoczesną osobą, a co za tym idzie, również bardzo mobilną. Zdarza mi się sporo czasu spędzać gdzieś w drodze, jednak odkąd zostałam mamą to skończyły się czasy mojej niezależności i spontaniczności jeśli o tą mobilność chodzi. Pożegnałam mobilność, kiedy zupełnie sama mogłam wsiąść w auto, ostro wcisnąć pedał gazu, na cały regulator puścić ulubione kawałki w głośnikach i dopiero wtedy dojechać do celu. Niestety lub stety, sportowe auto zostało zmienione na rodzinne, duże i dość spokojne kombi, wcisnąć to ja teraz sobie mogę, ale piszczącą grzechotkę, a w głośnikach puścić muzykę, ale tylko nie za głośno, bo właśnie Pola coś z tylnego siedzenia „pilnie” mi komunikuje lub Maks, akurat jest „bardzo” zmęczony i zamierza iść spać. No cóż, jedno jest pewne, samotność w aucie mi teraz nie grozi (zresztą o tej samotności wspominałam już TUTAJ), bo dzieciaki towarzyszą mi praktycznie na każdym kroku. Gdy mam sprawę do załatwienia na mieście, szykuję nowy projekt na bloga czy po prostu jadę na zakupy, to Pola i Maks zabierają się ze mną. A wiecie co w tym wszystkim jest najśmieszniejsze? Zdarza mi się narzekać, że nie mam czasu dla siebie, chcę odpocząć od dzieci, a gdy tylko muszę rozstać się z nimi na kilka godzin to już strasznie tęsknie. Także, jak widać… matki to jednak są zdrowo szurnięte. Teraz wpuścić je tylko za kierownicę i sajgon na mieście gwarantowany. :)

1 2

Bywają dni, że Pola i Maks spędzają sporo czasu z nami w samochodzie. Dlatego bardzo dbamy o to, aby komfort tej jazdy był jak najprzyjemniejszy i przede wszystkim jak najbezpieczniejszy. Na szczęście my od zawsze sporo przemieszczaliśmy się autem i chyba przez to, że sporo jeździłam już w ciąży, to dzieciaki również to polubiły. Maks na dźwięk samego silnika już szuka buźką pieluszki tetrowej aby wtulić się i zasnąć, a Pola im starsza to tym bardziej ciekawsza wszystkiego co za oknem. Jedno jest pewne, w autach rodzinnych zawsze sporo się dzieje. Odbywają się w nim przeróżne zabawy, karaoke, posiłki, sny czy poważne rozmowy. Ale mimo tych wszystkich atrakcji, trzeba zawsze pamiętać o najważniejszym – bezpieczeństwie. Bezpieczeństwo dzieci podczas jazdy to nasz priorytet. Dlatego wybór odpowiedniego fotelika samochodowego był dla nas bardzo istotny.

Wiem, że ten temat jest również dla was tak samo ważny. Część z was ma już swoje fotelikowe hity, a druga część nadal stoi przed wyborem kupna. Wiem również, że ilekroć pojawia się u nas jakieś zdjęcie z podróży to wypytujecie o to, w czym jeżdżą nasze dzieci. Specjalnie dla was pokażę jak to wszystko wygląda. Nie będzie to sztywna recenzja produktów, bo po wpisaniu nazw fotelików w google możecie wszystkiego się dowiedzieć, ale będziecie mogły luźno rzucić okiem na to, na co my zwracamy uwagę i co w naszym przypadku się sprawdziło i nadal sprawdza podczas jazdy. No to zapinamy pasy, jedziemy.

3

stokke-izi-go-120330-6924_15847Kiedyś jeździła w nim Pola, a teraz jeździ w nim Maks. Fotelik Stokke iZi Go X1 by BeSafe to idealny przykład, że gdy coś się sprawdza to już zostaje na dłużej. Przyznam, że z początku kompletnie nie znaliśmy się na fotelikach i wybraliśmy go ze względu na to, że mieliśmy wózek Stokke i chcieliśmy aby był już pełny zestaw. Teraz wiem, że to była idealna (ale i też zupełnie przypadkowa) decyzja. Fotelik użytkujemy od momentu wyjścia ze szpitala po porodzie i może być stosowany aż do 12 miesięcy (max 13kg) – są w nim specjalne wkładki, które wyciągamy lub dodajemy aby dopasować siedzisko do danej masy ciała dziecka. Pola jeździła w nim jakoś do 11, a może i nawet 12 miesiąca. Sam fotelik waży 4,2kg i jest łatwy w instalacji zarówno w samochodzie, jak i na stelażu wózka. Co jest dla nas najważniejsze, fotelik spełnia wszystkie aktualne wymogi bezpieczeństwa w swojej klasie, a nawet zdobył zwycięstwo wśród testów (Stiftung Wahrentest/ADAC) ze wszystkich fotelików. I to już widać gołym okiem, bo jakość wykonania jest naprawdę na wysokim poziomie, nic się nie rusza, nie trzeszczy i trzyma jak trzeba. Dwójka dzieci już w nim jeździ, a jego stan jest nienaganny. Widać, że Maksowi w nim dobrze i wygodnie.

4

Sam fotelik jest na tyle komfortowy, że Maksiu szybko w nim zasypia, ale gdy jest już po drzemce lub coś aktualnie go rozprasza to skupia się na pluszowej spirali aktywnej zawieszonej na pałąku, którą mamy z Muzpony i którą zawsze polecam na każdym kroku. Oczywiście obowiązkowo jeździ tyłem, ponieważ jego kręgosłup nie jest jeszcze na tyle stabilnie rozwinięty aby był narażony na gwałtowne hamowanie przodem czy nie daj Boże jakieś inne sytuacje. Natomiast abym podczas jazdy mogła go spokojnie nadzorować to korzystam z dodatkowego lusterka szerokokątnego, które zawiesiliśmy na zagłówku tylnego siedzenia – kupiliśmy je w Smyku. Dzięki niemu Maks również widzi wszystko co się dzieje w samochodzie, to naprawdę fajna i praktyczna sprawa.

5 6

220051-kopiaNa chwile przed pierwszymi urodzinami, Pola przesiadła się do większego fotelika. Tym razem już bardziej zainteresowaliśmy się tematem, trochę poczytaliśmy i pooglądaliśmy różne modele zanim podjęliśmy ostateczną decyzję. Generalnie największą rolę odegrał tu tata, ponieważ to on postawił właśnie na fotelik Recaro Young Sport Hero 9-36kg. Chociaż wiem, że niektórych z was może zniechęcić w nim to, że dziecko już posadzone jest przodem do kierunku jazdy. Ale wierzcie mi, w Poli przypadku już nie sprawdziłoby się podróżowanie tyłem. Jest bardzo aktywna, musi wszystko widzieć i w razie różnych sytuacji musimy mieć do niej szybki dostęp. Dlaczego akurat Recaro? Bo ta marka produkuje również fotele rajdowe do sportowych samochodów światowych kalibrów – to było jedno z uzasadnień taty. Okeej, no niech mu już będzie. ;) I co najważniejsze, on również spełnia wszystkie warunku bezpieczeństwa i przy testach bezpieczeństwa, na tle innych modeli, wypada naprawdę rewelacyjnie. Tak jesteśmy z niego zadowoleni (a raczej Pola), że dla Maksa kupimy chyba taki sam.

7 8

Pola w trakcie jazdy, kiedyś całą drogę przesypiała, teraz wszystko się zmieniło i jest już bardzo aktywna. Patrzy przez okno i dość często próbuje nam „wytłumaczyć” co aktualnie widzi, bawi się, rysuje czy macha nogami. Ostatnio jej ulubionym zajęciem stało się słuchanie piosenek i oglądanie bajek. Wiem, że może odwiedzać mnie sporo mam, które są zupełnie przeciwne elektronice w połączeniu z dzieckiem, ale ja w tablecie podczas jazdy nie widzę nic złego. Dlaczego? Bo wolę wtedy skupić się spokojnie na drodze niż na krzyczącym i znudzonym dziecku na tylnym siedzeniu. Bo wiecie jak to jest, mimo, że dzieci mogą kochać jazdę autem, to dni bywają różne i dzieciaki po prostu potrafią dać czasem ostro w kość – nawet podczas lubianych przez nich czynności. Także przyznaję, wspomagam się tu elektroniką, a jagódki, kaczuszki, żabka, chusteczka haftowana, stary niedźwiedź, pociąg z daleka i inne (zapewne dobrze wam znane) hity dość często urozmaicają nam podróż. Przynajmniej jest wesoło. :)

9

Oczywiście sam temat bezpieczeństwa w samochodzie to temat rzeka. Nigdy nie przewidzimy, co się może wydarzyć. My możemy być mistrzami ostrożności, przestrzegania zasad i najlepszych „bezpiecznych” gadżetów, a jakiś idiota (mogłabym użyć wielu niecenzuralnych słów) wyjedzie na drogę, pomyśli, że jest drugim Kubicą i coś się wydarzy. O pijanych kierowcach nawet wspominać nie muszę – dla takich nie powinno być litości. Dlatego apeluję, miejmy głowę na karku i oczy szeroko otwarte. Ja odkąd zostałam mamą to po wejściu do auta zapala mi się jakaś dodatkowa lampka bezpieczeństwa, zwłaszcza, gdy mam dzieciaki za sobą.

10 11 12

Pamiętajcie, od pouczania was i narzucania własnego zdania nie jestem. Każda z was powinna wiedzieć co jest najlepsze i najbezpieczniejsze dla swojego dziecka. Sama staram się pamiętać o najmniejszych szczegółach, takich jak zapinanie pasów, ściąganie kurtek przed wsadzeniem dzieci do auta czy podnoszenie pałąka przy foteliku Maksa, ale jestem również tylko człowiekiem (często dość zmęczonym) i gdy podjeżdżam 3 minuty do sklepu obok czy przestawiam auto to zaniedbuję niektóre te ważne rzeczy. Niestety tak jest i przyznaję się do tego, ale staram się jak mogę i obiecałam sobie, że już nie będę bagatelizowała tych szczegółów, które należy przypilnować przed każdym odpaleniem silnika. W końcu na drogach tyle się widzi… a to wszystko tworzymy my sami. Dlatego dbajmy o to, aby na drogach było bezpieczniej i może chociaż odrobinę mniej nerwowo – aby już nie musiały się „wymykać” słowa na K****, CH**, P**** i tym podobne, bo na tylnym siedzeniu dzieci wszystko załapują. ;)

13 14