Search here...
TOP
Parenting

Jak to jest mieć trójkę dzieci? (W dodatku z małą różnicą wieku)

Trójka dzieci przed trzydziestką – to było moje (i w sumie Mariusza też) największe marzenie. Udało się je spełnić już w wieku niespełna 27 lat. Jestem młodą mamą, w zdrowiu, szczęściu i ogromie miłości. Wiem, że nie każdy ma taką możliwość, dlatego jestem bardzo wdzięczna za wszystko to co mam. I mam zamiar to pielęgnować każdego dnia.

Życie z trójką dzieci jest trochę inne niż sobie wyobrażałam. Szczególnie z tak małą różnicą wieku, bo przypominam: Pola ma 4 lata, Maks 3 lata, a Oliwier niecałe pół roku. Wiedziałam, że nie będzie łatwo na początku, ale to, co najbardziej mnie zaskoczyło, to czas… Czas, o którego muszę walczyć każdego dnia, aby móc poświęcić indywidualną uwagę każdemu z nich. Małe bobasy są słodkie i nie ukrywajmy dość wymagające, ale to właśnie dorastające, rozmawiające i ciekawe świata dziecko jest najbardziej absorbujące. Szczególnie gdy ma się w planach wychować potomstwo na dobrych, empatycznych, pewnych siebie i ambitnych ludzi. Dlatego tutaj poświęcony czas jest kluczowy i tak bardzo ważny. Doba, która ma 24h jest zdecydowanie zbyt krótka.


Wiecie jak to jest, niemowlaka przewiniecie, nakarmicie, wytulicie i położycie spać. W najgorszym przypadku dojdą kolki, ząbkowanie i lulanie na rękach, bo łóżeczko parzy. Wtedy najbardziej będziemy narzekać na kręgosłup, zmęczenie i niemożliwość zjedzenia ciepłego posiłku. Z wiekiem zrozumiemy, że te „ciężkie” chwile na tym etapie rodzicielstwa, to zupełne banały, które i tak szybko mijają. Ze starszakiem jest zupełnie inaczej. Tutaj dochodzi przedszkole (bo mam przedszkolaków i w tylko w tym temacie mogę się wypowiedzieć), pilnowanie ubierania, mycie zębów, czesanie, szykowanie jedzenia, kąpanie, zabawa i edukacja od najmłodszych lat: nauka liczenia i kolorów, ćwiczenie poprawnej wymowy, tłumaczenie wszystkiego, odpowiedzi na miliony pytań… w sumie mogłabym tak wymieniać i wymieniać. I dopiero przy tych starszakach zaczyna się prawdziwa, rodzicielska szkoła życia. A jeśli trafi się jeszcze jakiś niesforny egzemplarz, który wszystko chce robić sam, to już w ogóle ogromna dawka cierpliwości i wyrozumiałości jest nam potrzebna. Właśnie to wszystko mnie zaskoczyło.

Człowiek, który planuje dzieci zazwyczaj wyobraża sobie, jak to będzie z bobasem, jak wszystkiemu podoła jeśli chodzi o organizację, noce, karmienie i przewijanie – przynajmniej ja tak miałam. Teraz wiem, że planując dzieci powinno patrzeć się znacznie dalej. Jak to będzie po kilku latach, z naszą ewentualną pracą, czasem, z porannym wstawaniem, wożeniem do przedszkola/szkoły, czy znajdziemy czas na zajęcia dodatkowe i rozwijanie hobby czy pasji najmniejszych, czy będziemy mieć wystarczająco cierpliwości i siły, aby usiąść i porysować, ułożyć puzzle, przeczytać książkę, opowiedzieć historię czy nauczyć czegoś nowego. A nauka przy dziecku dotyczy praktycznie wszystkiego: od rozróżniania, który but to lewy, a który prawy, po samodzielne podciąganie spodni po siusiu, odkładanie rzeczy na swoje miejsce czy umiejętne obchodzenie się ze sztućcami. Teraz tylko mogę sobie wyobrazić, co zaczyna się dziać wraz z nadejściem szkoły czy lat nastoletnich. Bycie rodzicem to najtrudniejsza i najbardziej wymagająca rola życia, a w szczególności gdy jest pomnożona razy dwa, trzy lub więcej.

Jak ja to wszystko ogarniam i godzę? Trójkę dzieci, bloga, firmę, budowę domu, czas dla samej siebie… To najczęściej zadawane pytanie, które spotykam na każdym kroku, od koleżanek, po sąsiadki, czytelniczki, członków rodziny. Tutaj muszę Wam napisać największy absurd macierzyństwa, którego zawsze powtarzam – Im więcej masz dzieci, tym lepiej jesteś zorganizowana. Brzmi abstrakcyjnie, prawda? Ale taka jest prawda. Bo zobaczcie, człowiek przy pierwszym dziecku jest niedoświadczony, wszystkiego się boi i wszystko bardzo przeżywa. Wtedy na dziecko trochę się dmucha i chucha, a nad sobą się rozczula. Na nic nie mamy czasu, czegoś nie możemy lub nie potrafimy, a przecież wszystko jest w naszej psychice i determinacji.

Przy kolejnym dziecku jest już lepiej, bo wiemy, co nas czeka i wiemy, jak obsługiwać to wszystko. Dwójka dzieci jest już znacznie bardziej wymagająca, a co za tym idzie, sami musimy zmobilizować się do siły i działania, aby to ogarnąć. Bo tak musimy, bo nie mamy innego wyjścia. Nie od dziś wiadomo, że dziecko to największy motywator.

Rozmawiałam na ten temat z wieloma rodzicami wielodzietnymi i w 99% przypadków potwierdziła się moja teoria: im więcej masz dzieci, tym lepiej jesteś zorganizowany. Chciałabym Wam to wytłumaczyć jakoś bardziej, ale nie potrafię. Tak po prostu jest i już. To chyba największa tajemnica i abstrakcja rodzicielska. Ja z trójką dzieci jestem znacznie bardziej zorganizowana i przede wszystkim zmobilizowana niż tylko z jednym. Gdy była z nami tylko Pola to bardzo przeżywałam, że moje nie wszystkie plany są zrealizowane, że na coś nie mam czasu i czegoś nie umiem. Teraz zastanawiam się, co ja robiłam z tym wolnym czasem, gdy była tylko ona. :)

I tak przy okazji: nie mamy niani, ani nie korzystamy z dziadków do podrzucania im trójki wnuków.

Przy trójce dzieci… Niestety nie na wszystko ma się czas. Trzeba nauczyć się czasem odpuszczać. Jeśli jesteśmy pedantami, perfekcjonistami i ludźmi gdzie ambicja jest ponad wszystko, musimy nauczyć się kompromisu. To oczywiste, że dokładne plany dnia mogą ulec zmianie. Dzieci weryfikują wszystko, od naszych poglądów, mobilizacji, priorytetów, sposobu postrzegania świata czy ludzi, którymi się otaczamy. Dzieci w niczym nie ograniczają, w niczym nie przeszkadzają, ale na pewno powodują, że niektóre rzeczy rozkładają się dłużej w czasie. To po prostu musimy zaakceptować.

Przyjęte jest, że każda kochająca się para heteroseksualna powinna mieć dziecko. Niekoniecznie. Człowiek, który nigdy nie potrafiłby poświęcić swojego życia innej osobie, lubi być skupiony wyłącznie na sobie i swoim rozwoju, ma fobie pedantyczne i ceni sobie spokój, ciszę i ustalony plan działania – raczej nigdy nie powinien mieć dzieci. Szanuję i rozumiem ludzi, którzy z tego powodu świadomie rezygnują z posiadania dziecka. Czasem presja społeczeństwa potrafi namącić w głowie i niestety wychodzą z tego różne sytuacje. Wtedy szkoda tylko i wyłącznie dziecka.

Jak zazwyczaj wygląda typowy dzień z trójką dzieci? O to również jestem pytania. Odpowiedź jest również zaskakująca: nie ma dwóch takich samych dni z trójką dzieci. Przy trójce nie ma rutyny, ani nudy – chociaż czasem marzę, aby móc się najzwyczajniej w świecie ponudzić. Od rana trzeba być na nogach, trzeba pamiętać o umyciu zębów i ogarnięciu dwójki do przedszkola. Trzeba zorganizować się aby ich tam zawieść. Później człowiek kombinuje, co na obiad i jakie atrakcje zapewnić, aby zająć ciekawskich, byleby domu nie roznieśli. A dzieci, jak to dzieci: raz się tłuką, a raz kochają. Jeśli pogoda dopisuje to ruszamy w plener. My w dodatku często gdzieś podróżujemy i wyjeżdżamy, bo nasze dzieci w nowych miejscach i wśród ludzi jakieś takie grzeczniejsze i bardziej współpracujące są (wiem, kolejna abstrakcja, ale tak jest naprawdę). Opieka nad najmłodszym Oliwierem wśród tego wszystkiego nie jest też łatwa, ale też przychodzi znacznie łatwiej niż przy poprzedniej dwójce – chociaż to on jest najbardziej wymagającym osobnikiem jeśli chodzi o noszenie na rękach.

W całym tym zamieszaniu niestety nie mam czasu na wymarzoną kosmetyczkę, a wizytę u fryzjera muszę starannie zaplanować w grafiku. W domu nie mamy porządku jak w katalogu Ikea i zdarza nam się zamówić gdzieś obiad, bo przykładowo nie zdążymy go sami przygotować, ale zaakceptowałam to. Nasze dni bywają zwariowane i męczące. Do tego musimy znaleźć czas na pracę. Prowadzimy dwie firmy, ja na szczęście mogę pracować zdalnie z każdego miejsca na ziemi, ale za to Mariusz jeździ do swojej i czasem przesiaduje w niej cały dzień, bo tak trzeba gdy zatrudnia się ludzi. Wtedy zostaje sama z wesołą gromadką i jestem nianią, kucharką, sprzątaczką, animatorem, lekarzem, psychologiem, mówcą motywacyjnym… i Bóg wie kim jeszcze. W międzyczasie tworzę też teksty i obrabiam zdjęcia na bloga, gdy akurat dzieci same się bawią lub wieczorem, gdy padną i pójdą spać. Wydaje się to niemożliwe? A jednak. Ta mobilizacja i organizacja działa. W dodatku jeździmy na naszą budowę i dużo realizujemy rzeczy tam sami. Ja czasem wyskoczę na drinka z koleżanką, zaplanuje sesję zdjęciową aby mieć dla Was materiały i tak właśnie kręci się to wszystko…

Teraz czytam sobie wszystko, co wyżej napisałam i wydaje być się to nierealne. A jednak. Robimy wiele rzeczy naraz. Czasem nie wiem, jak to funkcjonuje, ale jakoś funkcjonuje. W tym całym chaosie też staramy się nie zapominać o sobie. Robimy sobie domowe randki gdy dzieci idą spać, zamawiamy sushi i oglądamy seriale na Netflix – swoją drogą widzieliśmy już większość. Mamy swoje nawyki, rutyny i tradycje. Tutaj wiele też daje to, że pracujemy „u siebie” i „na swoje”. Dzięki temu możemy wspólnie opiekować się dziećmi i jakoś ten czas gospodarować na wszystko. Jesteśmy zdania, że jeśli bardzo się chce i stara, to dzieci w niczym nie będą przeszkadzać. Prawdopodobnie gdybyśmy oboje pracowali u kogoś (sztywno wyznaczone dni i godziny) to nie wiem czy zdecydowałabym się tak szybko na trójkę dzieci, szczególnie z tak małą różnicą wieku. Szanuję wszystkich ludzi, którzy tak żyją. U nas wszystko było wcześniej odpowiednio zaplanowane.

Myślałam, że w byciu mamą x3 najcięższe będzie zmęczenie i brak organizacji, a tymczasem… najcięższe przy posiadaniu trójki dzieci jest czas i uwaga. Znam kilka przypadków, gdzie wśród rodzeństwa jedno z dzieci jest bardziej adorowane przez rodziców. Wtedy widzę, jak te drugie wewnętrznie cierpi. Odkąd zaczęliśmy planować więcej niż jedno dziecko, powtarzałam, że zrobię wszystko aby w naszej rodzinie nigdy do tego nie dopuścić. Myślę, że to jest najbardziej absorbujące i najcięższe w byciu rodzicem – równomierna miłość i uwaga.

Staram się każdego dnia poświęcać czas dzieciom razem, jak i oddzielnie. Z Polą wyskoczę na zakupy, z Maksem ułożę model autka, a z Oliwierem powygłupiam się na kanapie. Chcę aby każdy z nich czuł się wyjątkowy, aby nie było tylko „Wy”, ale „Ty”. Podziwiam kobiety, które mają 5tkę lub więcej dzieci. Ja teraz wiem, że trójka to mój max jeśli chodzi o uwagę. Przynajmniej na ten moment, chociaż więcej dzieci raczej nie planujemy.

Pola i Maks są rodzeństwem rok po roku, na Oliwiera musieliśmy ciut dłużej poczekać, właśnie ze względu poświęcania czasu i uwagi. Mogę harować od rana do wieczora fizycznie, mogę sprzątać, zabawiać i niańczyć dzieci, ale więzi psychiczne i emocjonalne potrzebują trzeźwego spojrzenia. Są dla mnie bardzo ważne. Na to trzeba spojrzeć bardzo dojrzale i odpowiedzialne, stąd była też taka decyzja. W końcu dziecko to taki mały człowiek z plasteliny, którego my sami musimy zacząć lepić. Jeśli go zaniedbamy to się rozwali. Tego trzeba być mega świadomym.



Mimo wszystko… zmęczenie, narzekanie niekiedy na brak czasu, hałas, nerwy i strach są niczym w porównaniu do czystej miłości, wdzięczności i szczerości, którą dostajemy każdego dnia od dziecka. Nic nie może się równać z pierwszą laurką od córki, pierwszego „Kocham Cię mamo” od syna, czy pierwszego świadomego uśmiechu od niemowlaka. Wartości rodzinne to najpiękniejsza rzecz na świecie. Fundamenty, które sami budujemy są najbardziej satysfakcjonujące. Nic z tym nie może się równać. A piękno rodzeństwa, które ofiarowaliśmy naszym dzieciom jest bezcenne. Przecież kiedyś nas zabraknie, a one wciąż będą miały siebie. Wiem, że wszystko, co obecnie bardzo ciężkie i wymagające, jest przejściowe, a to wszystko jest tego warte.

Po całym dniu z naszą trójką, chociażby niewiadomo jak mnie wnerwili i wymęczyli, gdy pójdą spać, staję nad tymi łóżeczkami, patrzę i zapominam o wszystkich trudach i lękach z całego dnia, wzruszam się, jak ta głupia i jestem najdumniejsza na świecie. To jest właśnie najpiękniejsza rzecz macierzyństwa. Moi ludzie. ♡

«

»

5 KOMENTARZY

  • Avatar
    Agnieszka

    Dzięki za ten tekst! Jestem mamą 4-miesięcznego chłopca, powoli rozmawiamy z mężem o drugim dziecku i w tym poście zawarłas chyba wszystko to czego się obawiam. Oczywiście strach o kwestie organizacyjne, logistyczne itp też, ale przede wszystkim czy dam radę poświęcić czas każdemu dziecku z osobna, by czuło się wyjątkowe i kochane na maxa. Dobrze wiedzieć, że każda z Nas ma takie obawy, a przecież w końcu jakoś dajemy radę, to bardzo motywujące :)

    P. S. Czy zdradzisz jaką firmę prowadzisz? Czytam bloga i obserwuje Twojego Ig już jakiś czas, a chyba przegapiłam tę informację ;)

  • Avatar
    Karolina

    Pięknie napisane. Bardzo Cię podziwiam. 💕

  • Avatar
    Kamila

    Ja jestem mamą dwóch chłopców (4 latka i 1,5roku) i też się zastanawiam co ja robiłam mając tylko jedno dziecko z tym czasem… mamy z mężem dwie firmy i dokładnie wiem ile to czasu a także nerwów to kosztuje… ale wszystko można pogodzić jesli tylko się chce.
    A porządek w domu, hmm… my tu żyjemy 😉

  • Avatar
    Paulina

    Dokładnie mam takie same odczucia co Ty. Jestem mamą 3 letniej Mariki i 2 miesięcznego Aleksa. Zaplanowalam taki odstęp czasu. Tak jak piszesz najtrudniej jest z tym czasem. Córka zaczęła tez przedszkole co w sumie ułatwia nam życie. Ale wraca i potrzebuje tego co miała przez 3 lata. Oboje rodziców dla siebie. Na szczęście nie jest bardzo zazdrosna. A mi tak bardzo przykro kiedy akurat musze zająć sie synkiem kiedy ona chce się bawić ze mną. . Szacunek i podziw dla mam które mają liczne potomstwo. Moja babcia miala 10tke. Szok. W tamtych czasach, na wsi. Nie wiem jak to ogarnęła serio… 😉

  • Avatar
    Julita

    To co napisałaś jest piękne nie mam dzieci ale chciałabym mieć dwójkę i teraz wiem że już do tego dorosłam 😍 dziękuję Ci bo to jednak dzięki Tobie i to co zawsze piszesz !! 😊 z Tobą wszystko jest łatwiejsze 😊

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.