My kobiety, od zawsze pracujemy na dobre własne samopoczucie. Malujemy się, chodzimy do fryzjera czy uprawiamy jakieś sporty. Robimy to dla siebie, dla ciała, ducha i umysłu. Robimy to aby czuć się po prostu… piękne, dobrze we własnej skórze. Ja staram się. Nawet nie wiecie jak bardzo. Nie dla innych, ale dla samej siebie. Pamiętacie TEN wpis z lata, gdy jeszcze byłam w ciąży, jak wspominałam o perfekcyjnym czuciu się we własnej skórze i słabościach, które dosięgają również i mnie? Jestem taka, jak każda z was. Już wtedy zastanawiałam się, jak to będzie po tych dwóch porodach, jak będzie wyglądało moje ciało i stan emocjonalny jeśli chodzi o „podobanie się” samej sobie po tym wszystkim. Teraz już wiem – z tym bywa różnie. Rozstępy to małe piwo w porównaniu z nadprogramowymi kilogramami, które teraz pozostały. Na wadze +20kg, których szczerze mówiąc nienawidzę, ale… bywają również dni, kiedy je akceptuję i nawet lubię. Także to wszystko zależy od dnia. Jedno jest pewne – my kobiety mamy przerąbane, te starania momentami potrafią być męczące.

Nie jestem typem człowieka, który robi coś na pół gwizdka i spoczywa na laurach. Zaszłam w ciążę i urodziłam dwójkę fantastycznych dzieciaków, teraz może i moje ciało jest bardzo dalekie od doskonałości (chociaż czy istnieje jakaś doskonałość?), ale pracuję nad sobą, nad figurą i stanem ducha. Dla siebie. Skłamałabym, gdybym napisała, że nieważny jest wygląd, a to, że mam zdrowe dzieci. Oczywiście, dzieci są najważniejsze, ale własne samopoczucie również. Staram się sobie jakoś radzić, czerpać motywację i sprawiać, że z każdym dniem będę dążyła do „doskonałości”. Ale nie takiej doskonałości, którą kreują kolorowe magazyny, media czy social media, bo jestem zdania, że wszystkie rozmiary, rasy i kanony urody są piękne, ale dążę do takiej doskonałości która siedzi w mojej głowie. Mojej własnej doskonałości. Ta doskonałość zwie się inaczej spokój ducha i pełna samoakceptacja. Powiedzcie mi, czy to również w małym stopniu nie jest istotne? Nie oszukujmy się.

Jeśli aktualnie o modę chodzi. Teraz najczęściej sięgam po podstawowe bazy, czyli dopasowane leginsy/jeansy z wysokim stanem + luźna góra, np zwiewna koszula lub baskinka. Przykład w dzisiejszym poście. Tego typu połączenia potrafią jakoś zamaskować te mankamenty figury po urodzeniu dwójki dzieci. Ale… młoda jestem, zaczęłam ćwiczyć, mam konsultacje z dietetykiem i w końcu sięgam po rzeczy, których wcześniej trochę się bałam, ale moim największym marzeniem było to zrobić (np powiększenie ust, które część z was już zdążyło zauważyć) więc wiem, że będzie dobrze. A jeśli będziecie chciały to przygotuję o tym trochę więcej materiałów na bloga. Teraz najważniejsze z tego wszystkiego jest to, że to wszystko robię dla siebie. Bo każdy zawsze mówi, że wygląd to nie wszystko, ale wszystko jesteśmy w stanie zrobić, aby dobrze się czuć, prawda? Ironia życia. Teraz właśnie widzę to podobieństwo między dzisiejszym wpisem, a tym pisanym ostatniego lata. :)

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

Płaszcz – Metisu | Koszula, torebka, choker – Monashe | Leginsy – Zara | Naszyjnik – Freedom Jewellery | Kozaki – Stili