Dziś opowiem Wam o oburzających pewnych sytuacjach, z rodzicami ich dziećmi w roli głównej, których byłam świadkiem.

Stoję sobie w sklepie, już przy kasie, ale za to w gigantycznej kolejce. Z racji tego mam chwilę czasu na porozglądanie się na boki i cichą obserwację innych ludzi. Po chwili wyłania się on – chłopiec, na moje oko lat 2 – 2 i pół i już od wejścia do sklepu z rodzicami zachowuje się niesfornie. Marudzi, popłakuje i słyszę, że próbuje wymusić smoczek. Tata uparty mówi, że tacy duzi chłopcy już nie powinni używać smoczków, chowa go do kieszeni i po chwili oddala się między półkami. Mama została z synkiem sama. Na chwilę się uspokoił, ale po minucie dostrzegł półkę z książeczkami i kolorowanki, które widać, że koniecznie chciałby mieć. Mama ciągnie go dalej i coś buczy pod nosem, że nie teraz, że ma już dość jego dzisiejszego zachowania. Jakaś nawiedzona pomyślałam, ale w końcu każdy ma prawo do gorszego dnia. Młody wpada w amok, zaczyna krzyczeć i płakać na zmianę, tupać nóżkami i tarzać się po ziemi. Tarzał się tak i darł równocześnie jakby obdzierali go ze skóry. Widać, że mama była zażenowana zaistniałą sytuacją i wszystkimi gapiami, którzy w tej chwili zwracają uwagę tylko na nich. Po chwili podniosła go za przysłowiową szmatę i próbuje iść  z wrzeszczącym synem dalej. Pomyślałam sobie wtedy – co za gówniarz, jaki rozpieczony i niegrzeczny, ta matka to w ogóle nie potrafi ogarnąć sytuacji i swojego dziecka. Jak tak można? Taka scena na cały sklep? Naprawdę, nie było nic ani nikogo słychać oprócz tego niewychowanego dziciora, był tak niegrzeczny, że nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. Ostatecznie wrócił tata, wziął go pod pachę i wyszedł z małym krzykaczem na zewnątrz. Wtedy mama w ekspresowym tempie skończyła zakupy i niepostrzeżenie oddaliła się w stronę kasy. Widać było, że oboje nie potrafili poradzić sobie z synem. Trochę wstyd moim zdaniem.

Inna sytuacja. Przechodzę obok pobliskiego placu zabaw i widzę mamę z dwójką dzieci – dwie dziewczynki, na moje oko 3 i 5 lat. Matka niesie pod pachą hulajnogę i piłkę i w międzyczasie rozmawia z kimś przez telefon. Za nią idą córki, jedna ryczy głośniej od drugiej. Zasmarkane, brudne i naprawdę tak głośne, że głowa pęka. Pomyślałam w tej chwili, że jak tak można? Ta sobie gada przez telefon, a dzieci za nią ledwo idą zrozpaczone. Naprawdę, były tak wycieńczone płaczem, że aż ledwo stawiały kroki. Pomyślałam, że to bardzie nieodpowiedzialne. Te dziewczynki były naprawdę niegrzeczne, ale ta matka wcale od nich nie lepsza, bo kompletnie je olała i gada sobie przez telefon w najlepsze. Słaba sytuacja.

Kolejny przypadek. Jest niedziela, jestem w kościele i stoję sobie z tyłu z Mariuszem. Po chwili widzę matkę z dziewczynką w wózku. Na moje oko jakieś 2,5-3 lata. Pomyślałam sobie, taka duża i wózek? Okej może nie chce aby biegała w trakcie mszy i robiła armagedon. Ale po chwili zauważyłam dziewczynkę w wózku, całą brudną, jedzącą czekoladę i na pewno nie ubraną adekwatnie od okazji. Młoda machała sobie nogami, cały wózek trzeszczał i bujak się w przód i w tył, a czekolada wręcz latała po ludziach dookoła. Matka udawała, że nie nic widzi pomimo tego, że było widać, że spogląda co chwile czy ktoś nie zwróci jej uwagi. Dla mnie taka sytuacja była niedopuszczalna! Po pierwsze – dziewczynka była tak duża, że ledwo mieściła się w wózku, a po drugie robiła taki zamęt i wyglądała na tak brudną, że w głowie mi się to nie mieściło. Niektórzy ludzie to mają naprawdę przebrzydłe te bachory i kompletnie nie radzą sobie z pewnymi sytuacjami.

A później…

… sama zostałam mamą, urodziłam Polę i Maksa i zauważyłam, że takie sytuacje są po prostu ZUPEŁNIE NORMALNE. Nasze dzieci jeszcze nie raz zrobią nam wstyd i siarę w miejscu publicznym, zdenerwują do czerwoności czy sprawią, że będziemy płakać z bezradności. Wrzask w sklepie, wymuszanie płaczu z gilami do kolan, tupanie nogami, wieszanie się na rękach i kładzenie na podłodze – teraz widząc jakąś mamę lub tatę w sytuacji, gdy ich dziecko podobnie się zachowuję to uśmiecham się gdzieś pod nosem. Nie śmieję się z nich, że nie ogarniają sytuacji lub z dziecka, że niby takie okropne. Śmieję się do nich i im współczuję równocześnie, bo wiem, że to zupełnie normalnie i każdy musi swoje przejść. I piszę to ja, mama która najadła się siary ostatnio w galerii handlowej, bo dwójka dzieci w trybie ekspresowym ukróciła nasze zakupy po 15 minutach. Gapiów było mnóstwo i było mi wstyd, ale wierzę, że wśród nich byli jacyś rodzice, którzy wiedzą… jak to naprawdę jest. Co tu więcej opowiadać? :)

Wasze dzieci dają Wam częściej cukierka czy psikusa? :)