Planując dzieci rok po roku, nastawialiśmy się na spory, wychowawczy rollecoaster. Byliśmy świadomi, że pierwszy rok może być po prostu ciężki i przede wszystkim bardzo wymagający. W końcu już z jednym dzieckiem czasem jest trudno się zorganizować, a co dopiero z dwójką. Trochę się tego obawiałam. Obstawialiśmy, że przez jakiś czas będziemy mogli zapomnieć o śnie i czasie dla siebie, nastawialiśmy się, że nasze rytmy dnia będą kompletnie rozbite, aby oddać się w 100% naszym szkrabom. Po prostu obraliśmy taktykę, że ten początek będziemy musieli jakoś przetrwać, niczym Bear Grylls w dziczy, a dopiero później będzie super, a tymczasem…

1

… nie jest tak ciężko jak się nastawialiśmy. Naprawdę! Ale jedno jest pewne, jedno dziecko przy dwójce to istne życiowe wakacje, nawet te najbardziej wymagające. Teraz z perspektywy czasu widzę to najbardziej i zastanawiam się, jak ja przy samej Poli mogłam na cokolwiek narzekać?! Wtedy był naprawdę luz, drobne zderzenie z rzeczywistością zaczęło się dopiero po narodzinach Maksa. Ale…

2

… naprawdę nie ma tragedii. Nastawiałam się na huragan czy ogromne tsunami, a tymczasem dostałam deszcz, który o dziwo dość często zanika przez promienie słońca. Znajdujemy nawet czas dla siebie, na (o dziwo) popołudniowe drzemki, wyjścia ze znajomymi lub swoje zainteresowania i rozrywki, a także wszystkie życiowe plany, te małe i duże. Można? Można.

3

Nie ukrywam, dwójka dzieci to już wyższy level. Są momenty, kiedy ledwo cokolwiek ogarniam i zapominam jak się nazywam. Widzę też po sobie, że stałam się bardziej nerwowa. Bywają również łzy bezczynności, bo akurat jedno i drugie płacze mi równocześnie, a ja nie wiem w co ręce mam włożyć. Takich chwil generalnie jest mało, ale faktycznie się zdarzają i wtedy jest naprawdę kiepsko. Takie sytuacje zdarzają się zazwyczaj, kiedy jestem sama w domu, ale jak już jesteśmy w komplecie to jest znacznie łatwiej, wesoło, nawet można rzec. Także pomoc przy dwójce dzieci jest jak najbardziej wskazana i teraz częściej po nią sięgam.

Czy da się zaplanować dzień z dwójką dzieci? A czy z jednym dzieckiem się da? Odpowiedzcie sobie na te pytanie. Da się, ale często to od dziecka zależy, jak ten dzień będzie dokładnie wyglądał. To samo tyczy się dwójki, z tą różnicą, że wtedy organizacja trwa ciut dłużej. Np dłużej szykujemy się do wyjścia, na zakupach musimy mieć wytężony wzrok dwa razy mocniej i tak dalej. A obrabianie, pampersy czy karmienie wygląda niemalże identycznie.

4 5

Zaletą jest to, że przy dzieciach rok po roku jesteśmy ze wszystkim na bieżąco – w kwestiach wychowawczych, jak i materialnych. Więc tutaj występuje zdecydowanie rodzinna sielanka. Dzięki temu nie panikujemy tak bardzo i wiemy czego się spodziewać lub nie. Wiemy też jakie gadżety są nam niezbędne, a jakich lepiej ponownie nie kupować. Dla przykładu – kompletnie nie sprawdził się w obu przypadkach przewijak na łóżeczko, używaliśmy go przez tydzień lub dwa, a później poszedł w odstawkę. Za to gniazdko niemowlęce idealnie sprawdzało się przy Poli i teraz jeszcze lepiej sprawdza się przy Maksiu. Na zdjęciach możecie akurat zobaczyć piękny model od Sleepee. Gniazdko niemowlęce sprawdza się rewelacyjnie, zwłaszcza przy integracji siostra – brat, kiedy Pola tak bardzo interesuje się najmniejszym członkiem rodziny. Gniazdko w takich momentach zapewnia bezpieczeństwo i komfort, po prostu nie muszę się bać, że mały spadnie z kanapy, kiedy na chwilę odwrócę wzrok. Wykorzystujemy je również przy odwiedzinach u dziadków, zabieramy go ze sobą i służy nam za mini łóżeczko. To zdecydowanie fajny i przydatny gadżet, zwłaszcza, kiedy musimy ogarniać dwójkę dzieci równocześnie. Także to niby mała i banalna rzecz, ale odciążająca. Między innymi, w taki sposób się organizujemy.

6

Generalnie dość często podpytujecie mnie, jak ja ogarniam tę dwójkę. No cóż, nie mam innego wyjścia, trzeba je jakoś ogarniać. :) Każdy dzień jest inny, każdy przynosi coś nowego. Trudno jest mi dać jedną złotą radę, ale na pewno dużą zaletą jest to, że ja naprawdę uwielbiam rolę mamy i sprawia mi to głównie przyjemność. Nawet jeśli cały dzień był mega ciężki, dzieci się pochorowały, marudziły i nie zdążyłam posprzątać mieszkania, to na sam koniec, kiedy jedno i drugie jest już wyciszone i równocześnie przytula się do mnie, to czuję, że wygrałam życie, że mam w swoich ramionach te dwa najważniejsze fundamenty, które budują całą resztę. Zdecydowanie każdy trud jest tego warty. I może trochę samolubnie do tego podchodzimy, ale zdecydowaliśmy się na dzieci rok po roku, aby ten początek faktycznie przetrwać, a później korzystać z momentów, kiedy to dzieci będą same ze sobą się bawiły, a my będziemy mogli tylko leżeć i *pachnieć. :)

*taki żarcik. Przy dzieciach co najmniej do 18nastki nie będzie to możliwe. A może i dłużej… I jak tu żyć?

7

Ta dwójka zdecydowanie nauczyła mnie mobilizacji. Bez dwóch zdań. Kiedyś byłam typem lenia, odkładałam wiele rzeczy „na później”, a teraz po prostu… nie mogę. To wyszło mi na dobre. Potrafię się zmobilizować i w sumie lepiej zorganizować, niż wcześniej, kiedy nie byłam mamą, albo byliśmy tylko z Polą. Dużo ludzi dziwi mi się, jak ja potrafię obrobić tą dwójkę będąc np sama w domu. No cóż, czasem jest armagedon, są łzy i bałagan, ale dwójka dzieci to pryszcz np przy byciu samotną mamą. Takie kobiety powinno się najbardziej podziwiać i doceniać za trud i starania.

8

Dzieciaki mają na sobie – kombinezony Liv&Lov | Gniazdko i kocyk – Sleepee
 

Pisząc ten post, mam śliniącego się Maksa na kolanach i Polę, która aktualnie grzebie sobie w misce naszego psa. No cóż, tak to wszystko mniej więcej wygląda. Ale jak widać, wszystko jest możliwe i na wszystko jakoś znajdzie się czas. Są lepsze i gorsze dni, jak zawsze. Ja jestem zaparta i ambitna, nie pozwolę aby ta dwójka mnie pokonała. Artyleria wychowawcza i broń cierpliwości jest zawsze w pełnej gotowości. :)