… zastanawiam się, czy jakiekolwiek ideały w ogóle istnieją? Wszystkie tak ślepo podążamy za kanonem piękna, że w pewnym momencie zapominamy, jak on faktycznie powinien wyglądać? Wydaje mi się, a raczej jestem tego pewna, że nie ma jednego kanonu piękna, a tym bardziej ideału. Każdy kraj ma inny gust, każdy człowiek ma inny gust – a zobaczcie ile ich jest na całym świecie. Jednemu się podoba jedno, a drugiemu drugie. Media, supermodelki czy gwiazdy mogą niejednokrotnie wprowadzać nas w kompleksy, a tym bardziej w myśli, że coś nie do końca jest z nami ok. Wymyślamy, kombinujemy i męczymy się, aby chociaż trochę podnieść swoją samoocenę i smopoczucie. Wydaję mi się, że każda z nas w wielu sytuacjach jest za bardzo krytyczna w stosunku do samej siebie. Tu nam nie podoba się nos, tu piersi, cera, włosy czy waga… do wszystkiego potrafimy się przyczepić. Niestety, nie jesteśmy Kardashiankami, aby mieć tyle pieniędzy, aby notorycznie inwestować w swój wygląd i posiadać sztab ludzi, którzy nas „zrobią”. Chociaż daję sobie rękę uciąć, że u nich to wszystko również nie wygląda tak pięknie i na pozór idealnie. Nawet te największe „piękności” mają jakieś swoje kompleksy i wady. Tylko my ich nie dostrzegamy, widzimy to co chcemy widzieć, wymagając później jeszcze więcej od samych siebie, a tym bardziej wprowadzając się w masę samokrytyki i kolejnych kompleksów.

Jeśli jesteście mamami, to pewnie wiecie jak to wszystko wygląda po urodzeniu dziecka. Ja wiem, doskonale. Niestety nie zaliczam się do grona kobiet, które w tydzień po porodzie wyglądają jeszcze lepiej niż przed samą ciąża. A chciałabym, nie ukrywam tego. Pierwszy miesiąc po urodzeniu drugiego dziecka miałam dosłownie wycięty z życia, i tutaj otworzę się trochę przed wami – bardzo dużo płakałam. Mój brzuch w ogóle nie przypominał brzucha, a raczej jeden wielki flak. Moje ciało nie było już tak gładkie, pojawił się celulit i rozstępy, które były tak szerokie i czerwone, że nie patrząc na nie mogłam wyczuć je pod palcami. W dodatku nadal nie mogłam się pogodzić ze świadomością, że tak dużo przytyłam, a moja buzia tak bardzo się zaokrągliła. Do tego doszedł „baby blues” i miałam… nie chcę tu używać niecenzuralnych słów. Później ogarnęłam się trochę i poczułam się niby lepiej, ale zupełnie przypadkowo spotkałam znajomą (bezdzietną), której nie widziałam jakieś 4 lata, jak mnie zobaczyła zrobiła wielkie oczy. Mogłam tylko się domyślić co chodziło jej w tym momencie po głowie, w końcu ostatni raz widziała mnie jeszcze o wadze 50 paru kilogramów, a tymczasem ta wstrętna 7 jest na przodzie. Cóż… i na nowo się zaczęło. Czy to było w ogóle potrzebne? Kocham moje dzieci i jestem najszczęśliwsza na świecie, że udało mi się stworzyć taką piękna rodzinę, niczego nie żałuję, a tym bardziej, że po części kosztem mojego wyglądu zdobyłam to wszystko. Ale dziewczyny, wiecie jak to jest…

5

My chyba nigdy nie będziemy do końca zadowolone z siebie. Może taka nasza natura? Ale z perspektywy czasu zrozumiałam bardzo wiele. Nie powiem wam, że czuję się non stop perfekcyjnie w swoim ciele – to wszystko zależy od dnia. Nie powiem wam również, że wygląd nie jest ważny – bo może nie jest najważniejszy, ale jest również bardzo ważny. Samo szczęśliwe dziecko nie wystarczy nam do pełni szczęścia, jeśli same ze sobą nie będziemy dobrze się czuły – bo jeśli będziemy to wierzcie mi, że szczęśliwe dziecko dostrzeżemy jeszcze intensywniej. Chciałabym napisać, że mam wygląd w dupie, ale po co was okłamywać?

Ktoś w pewnym momencie mojego blogowania zarzucił mi, że chyba jestem zakompleksioną i niedowartościowaną osobą, ponieważ widzi, jak często wspominam o tym aby być „stylową mamą” – jakbym na siłę chciała pokazać, że dbam o siebie jak tylko mogę i tym samym zachęcam was do tego. I wiecie co, teraz to widzę, ten ktoś miał wtedy sporo racji w tym co pisał. Po prostu miał rację. Był taki moment, o którym zresztą wspominałam wyżej, że kiepsko czułam się sama ze sobą, ale w pewnym momencie powiedziałam stop! Urodziłam dwójkę dzieci, kompletnie się zmieniłam i dojrzałam, nastolatką od dawna też nie jestem i teraz nic łatwo nie przychodzi. Teraz jest idealny czas aby zacząć robić coś dla samej siebie, by w końcu czuć się dobrze, bez skrępowania czy większych kompleksów. To czas aby pracować nad sobą, nad swoim wizerunkiem, wnętrzem oraz samorozwojem.

Obecnie moją największą zmorą jest waga (chociaż nie same kg, jak wygląd samego ciała), mogłyście zauważyć, że dość często o tym wspominam. Ale już dojrzałam do tego, aby zająć się tym „na zdrowo”, a także nie reagować na krytyczne i obraźliwe komentarze. Bo pamiętajcie, że ludzie, którzy ciągną w dół, zamiast motywować i ciągnąć w górę są nic nie warci i sami mają największy problem z samymi sobą. Nie powiem, chciałabym móc chodzić na siłownie 5 razy w tygodniu i mieć super wyrzeźbione ciało, ale póki co niestety nie mam takiej możliwości. Dwójka dzieci tak wysysa energię, że niejednokrotnie po całym dniu padam zapominam jak się nazywam. Mam nadzieję, że dużo się zmieni gdy pójdą do przedszkola. Wiem jednak, że dzieci to żadna wymówka, a chcieć to móc, więc postarałam się o dietę, którą ułożyła mi dietetyczka i ćwiczę w domu tyle ile zdołam – podczas ich drzemki, zabawy czy momentu, w którym dziadkowie zabiorą maluchy na spacer. Staram się tak zagospodarować czas, aby w natłoku codziennych obowiązków mieć coś dla samej siebie – porę na ćwiczenia, pielęgnacje czy banalne pomalowanie paznokci. Nie tylko w kwestii wyglądu, ale również zdrowia i dobrego samopoczucia. Nie toleruję wymówek i nie jestem za pójściem na skróty. A wiecie co jest przykre? Inne kobiety, które tak robią, wiecznie usprawiedliwiają się dziećmi i przez to chodzą bardzo zaniedbane – nie wmówicie mi, że one są w 100% szczęśliwe, bo nie uwierzę w to.

Pamiętajcie, każdy najmniejszy i największy kompleks jest do zwalczenia. Tylko na wszystko potrzeba czasu, motywacji i determinacji. Nie będę też ukrywać, że pieniędzy również. Teraz mogę śmiało zdradzić, że kilka moich „wizualnych problemów” (jeszcze sprzed ciąży) udało mi się pokonać. Dopiero teraz, kiedy czas jest mój! Były to między innymi krzywe i żółte zęby, małe usta, problematyczna cera i wysokie czoło. Zęby to była moja priorytetowa rzecz, miałam bardzo mocno nachodzące na siebie jedynki i przez nie miałam ogromny problem z uśmiechaniem się w towarzystwie. Gdy tylko finanse mi na to pozwoliły założyłam aparat ortodontyczny, który nosiłam dwa lata – miałam go jeszcze przy porodzie z Polą. Po dzień dzisiejszy twierdzę, że to była jedna z najlepszych inwestycji w moim życiu. Dodatkowo, jakiś czas temu wybrałam się na wybielanie zębów (będzie o tym fajny wpis) i teraz naprawdę czuję się z moim uśmiechem fantastycznie. :) Jestem zdania, że uśmiech i oczy to nasza wizytówka twarzy więc warto o nie dbać. Kolejna sprawa to małe usta, z nimi również miałam problem. Może nie tyle co małe, ale asymetryczne – podczas rozmowy uciekały mi do jednej strony przez to, że lewa strona była mniejsza. Więc i nimi również się zajęłam, ale nie chodziło o napompowanie glonojadów, bo taka „moda” teraz. To była jedyna medycyna estetyczna, której się poddałam. Nie każdemu musi to odpowiadać, ale wydaje mi się, że sama medycyna tak się rozwinęła, że można zrobić coś w taki sposób, aby nie przypominać karykatury człowieka – co jeszcze niestety możemy spotkać na ulicach czy profilach instagramowych. Ale nie mnie oceniać, bo jak wspominałam, jeśli ma to komuś pomóc, zwalczyć problemy i gdzieś podbudować w środku to dlaczego nie? Ja jestem jak najbardziej za, tylko z umiarem i głową. Ostatnia kwestia to wysokie i bardzo szerokie czoło – to był chyba mój największy życiowy kompleks, który ciągnął się za mną aż od podstawówki. Bardzo długo nosiłam prostą grzywkę aby „to lotnisko” zakryć – dzieci z tymi wyzwiskami potrafiły być bezlitosne. Po tylu latach po prostu dojrzałam, a wraz z tym pozbyłam się problemu. Nic nie zrobiłam, nie zoperowałam się, ani nie przeszczepiłam włosów (chociaż i to chodziło mi po głowie). Po prostu dojrzałam do świadomości, że taka jestem, taka zostałam stworzona i nic z tym nie zrobię. Odkryłam nową fryzurę i grzywkę z przedziałkiem na środku, która idealnie potrafi zakamuflować ten problem, który i tak  już nie ma dla mnie tak wielkiego znaczenia. To był jeden z większych ciężarów, którego się pozbyłam. Niby taki banał, bo to o ten powierzchowny wygląd chodzi, ale jednak. Wierzę, że po części to co zewnętrzne, ma duży wpływ na to co wewnętrzne.

Na pewno mogłabym jeszcze powymyślać jakieś rzeczy, które w pewnych momentach mi przeszkadzają – powiększenie biustu (chociaż na takie ładne C), podniesienie opadających powiek czy liposukcja drugiego podbródka, który zaprzyjaźnił się ze mną nawet w momencie, w którym ważyłam te 50 pare kilogramów. Tylko po cholerę? Po dłuższej refleksji zastanawiam się po co tak wymyślać? Aby dążyć na siłę do idealnego kanonu piękna, którego nawet nie ma? Ludzie są chorzy, nie mają rok i nóg, a ja wymyślam, bo zobaczyłam jakąś instagramową modelkę, która każde pieniądze ładuje tylko w swój wygląd, zabiegi i operację? Zresztą w dobrego photoshopa i pozę do zdjęcia również. Czy to dopiero nie jest płytkie?

1

Teraz dojrzałam, wiele zrozumiałam i zaczęłam akceptować. Będę się starała, dbała i inwestowała w samą siebie. W zdrowie, dobre samopoczucie i przezwyciężenie kompleksów. Nie powiem, że w 100% akceptuje siebie, bo to byłoby kłamstwo, ale wszystko jest na dobrej drodze. Są dni, w których czuję, że mogłabym podbić świat, a są dni, w których nie mam ochoty patrzeć w lustro lub wmawiam sobie, że mój partner mógłby mieć 100 razy lepszą ode mnie. Tak działają hormony, a w ciąży i po urodzeniu dzieci są one jeszcze bardziej spotęgowane. Tak wygląda życie i psychika każdej kobiety, która jest jedną wielką zagadką nawet dla nas samych. :)

Nie jestem idealną osobą aby tłumaczyć wam i dawać instrukcję, co macie zrobić aby akceptować same siebie na 100%. Wydaje mi się, że w ogóle nie ma takiej osoby. Od tego jesteście wy same! Ja mogę wam podrzucić poradę, pomysł czy inspirację – reszta jest już tylko i wyłącznie w waszych rękach. Jeśli macie z czymś problem, coś wam przeszkadza to róbcie wszystko aby to zmienić. Nie wmawiajcie sobie „a jakoś to będzie, przywyknę”, bo wierzcie mi, na dłuższą metę tak się nie da. Będziecie nieszczęśliwe, nawet jeśli w reszcie aspektów życiowych by się wam powodziło. Potrzebowałam trochę czasu aby to zrozumieć. Chcesz powiększyć biust, ale boisz się opinii innych? Chrzań ich! Masz kompleks z powodu odstających uszu czy krzywego nosa to zainteresuj się tematem, jak to wszystko wygląda i co możesz zrobić. Masz problemy z cerą wybierz się do dermatologa. Chcesz schudnąć? Zamiast kolejnej czekolady czy kebaba wyjdź na spacer, poczytaj o zdrowych posiłkach i zacznij je przyrządzać całej swojej rodzinie. Nie odkładaj tego na później. Ja musiałam urodzić dwójkę dzieci i doprowadzić się do stanu, w którym płakałam patrząc w lustro, aby to wszystko zrozumieć.

I pamiętajcie jeszcze jedno, dbajcie o siebie nie tylko w kwestiach zewnętrznych, ale i tych wewnętrznych. Na to składa się wiele czynników, jeśli je połączycie poczujecie się świeżo, zdrowo, kobieco i atrakcyjnie. Nie porównujcie się do innych, chociaż wiem, że czasem to trudne, skupcie się tylko na sobie i własnym samorozwoju i szczęściu. Ja do tej pory spokojnie tą ścieżką podążałam, tale teraz to zamierzam wycisnąć ostry sprint. Teraz czas na mnie! I na was! Mimo, że jeszcze niejednokrotnie będziemy miały gorszy dzień, ale wiem, że i tak… będzie dobrze. :)

2 4 3 6

Muszę przyznać, że dużo odwagi kosztowało mnie wrzucenie tych zdjęć tutaj i ujawnienie tylu kompleksów. Zawsze podziwiałam dziewczyny, które tak lekko potrafiły to robić. Ja nie jestem modelką, urodziłam dwójkę dzieci i wymiękam przy wielu pięknych dziewczynach, które publikują swoje zdjęcia w mediach społecznościowych, ale… taka jestem. To co chcę i daję radę zmieniam, staram się i walczę, a to do czego dojrzę – najprościej w świecie akceptuję. Tyle kanonów urody jest na świecie, jedne mogą nas krępować, inne popychać w kompleksy, a kolejne motywować i zachwycać. W końcu jestem świadoma i gotowa na to wszystko. To wszystko odebrało i jednocześnie ofiarowało mi macierzyństwo. Dziękuję.

7
Dziękuję Marletto Lingerie za tak piękną bieliznę, która została uszyta i dopasowana specjalnie pode mnie. ♥