Czu drugie dziecko można kochać tak samo mocno jak to pierwsze?

W życiu każdej obecnej lub przyszłej mamy nie zawsze wszystko jest jasne. Obawy związane z macierzyństwem towarzyszą nam na każdym kroku. Często nawet zdarza się tak, że o niektórych obawach i wątpliwościach nie wspominamy publicznie wcale. Dlaczego? Bo co ludzie sobie pomyślą? Jak wypadniemy w ich oczach? Co oni powiedzą? Wyjdziemy przed nimi na wyrodne matki bez serca. A tymczasem, obawy w pewnym stopniu są jednak potrzebne. To oznaka, że jednak mamy serce i towarzyszą nam emocje w tym wszystkim. To już połowa sukcesu. Obawy mogą być mniejsze lub większe, mogą dotyczyć zupełnie błahych sytuacji, takich jak kąpiel, karmienie czy pora snu… ale są również te ważniejsze, których niekiedy same przed sobą się wstydzimy. Czy miałyście kiedyś coś takiego? Ja przyznaję się, że tak.

Przy Poli moje obawy ograniczały się jedynie do porodu i tego czy będę potrafiła ogarnąć system z tak małym bobasem. W końcu wcześniej nie miałam zbyt dużego doświadczenia z noworodkami czy niemowlakami. Nie do końca wierzyłam w tak zwany „instynkt macierzyński”, który podobno odpala się jak karabin maszynowy tuż po zobaczeniu dziecka. Okazało się, że to prawda, odpala się. Po czym te wszystkie błahe obawy odchodzą w zapomnienie. Natomiast przy drugiej ciąży zaczęły pojawiać się już zupełnie inne pytania…

A co jeśli nie pokocham drugiego dziecka tak jak to pierwsze? Czy będę miała z nim taką samą więź jak z tym pierwszym? Może te pytania dla niektórych źle brzmią, ale jednak się pojawiają. Pojawiały się również w mojej drugiej ciąży i teraz dostrzegłam, zwłaszcza po narodzinach Maksa, że pojawiają się wśród moich czytelniczek. Za was odpowiedzieć nie mogę, każda więź między matką, a dzieckiem rozwija się indywidualne, ale w naszym przypadku obawy również były zupełnie niepotrzebne. Wcześniej zastanawiałam się, jak to jest kochać dwie małe istoty tak samo? Czy to jest w ogóle możliwe? Czułam więź z ciążowym brzuszkiem, cieszyłam się i można powiedzieć, że już wtedy się zakochałam, ale… Pola była moją pierwszą upragnioną córeczką, moim pierwszym dzieckiem, o które tak długo walczyłam. To ona pokazała mi co to jest bezgraniczna miłość, co to jest bezwarunkowe uczucie i oddanie. To wszystko było i jest tak silne, że zastanawiałam się, czy to jest w ogóle możliwe, aby coś takiego znów się mogło powtórzyć?

Niestety wiem, że są matki, które ze swoim pierwszym i jedynym dzieckiem nie nawiążą nigdy bliskiej więzi. To przykre, ale taka jest prawda. Do macierzyństwa trzeba być po prostu stworzonym, to powinno przyjść naturalnie, tego nie można nabyć czy się nauczyć, to płynie gdzieś z głębi serca. Czasem bywa tak, że ta miłość rodzi się etapami, przychodzi z czasem i dopiero wtedy się rozwija. Kiedyś moja znajoma, wtedy świeżo upieczona mama, przyznała mi się, że po urodzeniu córki nie czuła ogromnej więzi czy miłości do niej. Mówiła mi, że opiekuje się nią, przewija i karmi, bo wie, że tak musi robić, że to jej obowiązek. Nie oceniałam jej wtedy, czekałam… czekałam, aż spotkamy się po kilku tygodniach i znów mi coś o tym opowie. Jak się okazało, w jej przypadku ta miłość musiała dojrzeć, musiała się narodzić. Po tych kilku tygodniach straciła dla swojej córeczki głowę, zakochała się po uszy i już świata poza nią nie widzi. Chociaż połowa społeczeństwa po jej pierwszych wyznaniach już z góry by ją przekreśliła to ja wytrwale czekałam i czekałam, oczekiwałam na rozwój wydarzeń. Dlatego teraz tym bardziej nie dziwię się, że wiele kobiet trzyma swoje obawy tylko dla siebie. Ja też je trzymałam, ale teraz nie boję się już o nich mówić.

Myśli o miłości do drugiego dziecka zaprzątały mi głowę. Zastanawiałam się czy po Poli pokocham synka również mocno. I wiecie co, teraz znam odpowiedzi na te pytania. Przy drugim dziecku miłość wcale nie jest słabsza, ona się po prostu dubluje! To jakby ta siła była dwa razy mocniejsza, do pierwszego, jak i drugiego dziecka równocześnie. Nie potrafię tego opisać, nigdy nie spodziewałabym się, że tak się da, że tak można bezgranicznie kochać dwie istoty jednocześnie. Serce przepełnia się dumą, empatią i ogromnym oddaniem. Tego nie da się w żaden sposób wyjaśnić. To trzeba po prostu doświadczyć aby móc zrozumieć. A zrozumieją to tylko podwójne mamy i teraz cieszę się, że mogą być jedną z nich. Obecnie czuję się, jakbym spełniała największe pragnienia w swoim życiu. I jeśli myślicie, że miłość jest niesamowita to jesteście w błędzie. Ona jest jeszcze lepsza kiedy jest podwójna. :)

1 2 3 4 5

Pajac – F&F | Czapeczka – Effii

Pamiętajcie! Nie bójcie się swoich obaw. Nie bójcie się o nich rozmawiać. Dajcie sobie więcej czasu aby zrozumieć pewne rzeczy. W przypadku dzieci wszystko jest tego warte… ♥

31

Trackback from your site.

Komentarze

  • Sandra

    Napisano Lis 2, 2016

    Odpowiedz

    Super post !! Bardzo Ci za niego dziękuje. Co prawda mam tylko jedno dziecko póki co,ale też się zastanawiałam jakby to było gdybym chciała mieć drugie dziecko.Jak to jest z tą miłością,czy jedno z dzieci nie będzie bardziej kochane ? A wiem,że od nikogo bym sie tego nie dowiedziała,bo o takich rzeczach matki nie mówią.(choć wiem,ze czasem takie sytuacje sie zdarzają,ze jedno z dzieci jest faworyzowane)

  • kasia

    Napisano Lis 2, 2016

    Odpowiedz

    W moim przypadku milosc do córki byla taka jak na u twojej kolezanki, strasznie sie z tym czulam ze „nie kocham” swojej corki chociaz tak naprawde to kochamlam ja od początku jak sie dowiedziilam ze jestem w ciazy. Moze nie tyle nie byla to „nieemilosc” tylko przerażenie tym co bedzie sie dzialo w kolejnych dniach, tygodniach?! Nie wiem ale teraz moje milosc do niej jest tak silna, ze nikogo naprawde nikogo tak jak jej nie kocham. I nawet do zeszlego tygodnia chcialm miec jeszcze jedno dziecko, bo czulam ze chce miec jescze przynajmniej jedna istotne w swoim zyciu ktorej bede mogla oddac siebie (poniekąd takze zazdrościłam, ale tak pozytywnie, wam ze bedziecie miec drugiego dzisiusia) ale w mojejj rodzinie wydarzyła sie ogromna tragedia i nie chcialabym tego samego przechodzic, bo tak naprawde nie wiemy jak sie zycie ułoży i co sie wydarzy w naszym zyciu i dlatego postanowilam, ze swiadomie na 100% nie zdecyduje sie na drugiego dzidziusia.
    Dla was kochani moje najserdeczniejsze gratulacje ze macie dwojee tak wspanialych dzieci 😊 pozdrawiam goraco☺

  • Natalia

    Napisano Lis 2, 2016

    Odpowiedz

    Piękne napisane… wiesz Angeliko z każdym Twoim postem czuje, że on jest coraz bardziej dojrzały, musiałam to napisać. Mam nieodparte wrażenie, że z każdym „dniem” się zmieniasz, dazyzysz do tego, aby Twoj blog się rozwial… Jesteś wspaniała podwójna mama.
    http://naszyfka.pl/

  • Marta

    Napisano Lis 3, 2016

    Odpowiedz

    Ja swoja corke pokochalam dopiero po ok roku..niestety ale ciaza nie byla planowana, do tego dziecko darlo sie dzien i noc (najpierw kolki potem zaparcia a potem..chec bycia na rekach dzien i noc bez przerwy). Na rekach tylko w pionowej pozycji przodem do swiata, trzeba bylo ciagle do niej cos mowic.. Ja nie mowilam nic bo bylam tak niewyspana ze nie dawalam rady normalnie funkcjonowac. Corka ma teraz 2,5 roku przez wiekszosc dnia marudzi, trzeba ciagle zabawiac, w nocy spi ze mna i mam co najmniej 10 pobudek. Przed urodzeniem dziecka nie wiedziałam ze takie dzieci w ogole istnieja… Teraz po takim czasie mam wstret do noworodkow i niemowlakow wszystkie wydaja mi sie takie same, no i drugiego miec nie bede nigdy bo nie dam rady psychicznie poradzic sobie z drugim malym rozdarciuchem.

    • karolina

      Napisano Lis 3, 2016

      Odpowiedz

      tylko po imieniu i opisie wiem, którą mamą z instagrama jesteś… nie będę nikogo oceniać, bo nie jestem mamą (chociaż doświadczenie posiadam większe niż niektóre mamy), ale straszne jest to co mówisz… jak matka moze miec takie spojrzenie na dziecko? Przeciez ona placze z jakiegos powodu… bylas u jakiegos specjalisty chociaz?

      • ABC

        Napisano Lis 8, 2016

        Odpowiedz

        Niestety, ale już oceniłaś. A nie jesteś w stanie wejść w głowę drugiego człowieka i po kilku zdaniach zrozumieć, co czuje. Każdy może czuć się do tego stopnia bezsilny, że nie potrafi sobie z tym poradzić. I uwierz, że znam także takie przypadki kobiet, które miały doświadczenie i planowały ciążę, ale rzeczywistość tak je przygniotła, że zupełnie zmieniły pogląd na wszystko. Bo ich psychika nie była na to gotowa. Łatwo wydać sąd. Trudniej zrozumieć.

    • Agnieszka

      Napisano Lis 16, 2016

      Odpowiedz

      Jak można tak bez uczuć pisać o własnym dziecku? Przecież to nie w nim jest problem, a w tobie. Nie wiem jak wyobrażałaś sobie macierzyństwo, ale ono właśnie na tym polega – na zajmowaniu się dzieckiem i kochaniu go (nawet tym z pozoru mniej absorbującym i wymagającym też trzeba się zajmować), na wstawaniu w nocy, na przytulaniu, głaskaniu, na mówieniu do dziecka, na bawieniu się z nim i pokazywaniu mu świata. To nie zabawka, to mały człowiek, który potrzebuje uwagi i zainteresowania, pełnej akceptacji i miłości i jak nikt wyczuwa nasze nastroje. Jeśli byłaś dzieckiem zniechęcona, poirytowana to ono oddawało ci z nawiązką. Tak już jest – ty chyba też nie uśmiechałabyś się do kogoś, kto widzisz, że jest tobą zmęczony i znudzony. Nie rodzimy się z umiejętnością wyrażania uczuć, musimy się dopiero tego uczyć. Każdy płacz, każde marudzenie jest czymś spowodowane. Nikt, nawet maleńkie dziecko nie płacze, bo lubi płakać, ani nie płacze żeby uprzykrzyć nam życie. Wystarczy zmienić podejście, swoje nastawienie i oczekiwania, a wtedy macierzyństwo będzie miało zupełnie inny wymiar. To trudne, bo sama parę razy złapałam się na tym, że byłam poirytowana płaczem moich dzieci, ale zawsze wtedy przypominałam sobie w myślach żeby nie traktować tego płaczu jako ataku na mnie, tylko jak prośbę o reakcję, jak sygnał, że dziecku jest źle lub czegoś potrzebuje. Zamiast się męczyć z własnym dzieckiem (naprawdę współczuję, bo też nie wytrzymałabym psychicznie gdybym tak podchodziła do dzieci), powinnaś była sięgnąć po pomoc specjalisty. Bo przy całej masie obowiązków jaka jest przy dziecku, tylko radość z posiadania go i przebywania z nim, pozwala nie zwariować.

  • Marta

    Napisano Lis 3, 2016

    Odpowiedz

    Tak jak napisała już czytelniczka Kasia, miałam podobnie. Dbałam o synka i martwiłam się o niego od samego początku ale z pełną świadomością mogłam powiedzieć, że go kocham dopiero po kilku tygodniach kiedy zobaczyłam, że zaczyna nawiązywać ze mną kontakt. Czasem ciężko jest kogoś kochać, kiedy nie dostaje się nic w zamian, nawet tego spojrzenia w oczy. Jeszcze ciężej jest sobie z tym brakiem prawdziwej miłości poradzić… no bo przecież powinno się oszaleć z miłości do swojego dziecka od samego początku. Uważam, że przynajmniej w szkołach rodzenia powinna być choć jedna wizyta z psychologiem, który opowie jakich uczuć można się spodziewać. O wiele łatwiej jest przetrwać, ja się wie, że coś się zdarza i to nie jest nic złego. Czasem na wszystko trzeba czasu i cierpliwości. Pozdrawiam wszystkie młode mamy!

  • Gosik

    Napisano Lis 3, 2016

    Odpowiedz

    A ja jestem ciekawa czy miałabyś identyczne odczucia gdybyś miała 2 synkòw( z naciskiem na tą opcję;) lub 2 còrki?! Pozdrawiam

  • Kama

    Napisano Gru 6, 2016

    Odpowiedz

    Drogie mamy, jako drugie dziecko mogę wam napisać, jak to wygląda z drugiej perspektywy: świadomość, że matka kocha tylko wtedy, gdy jest jej wygodnie, a dziecko traktuje jak przykry obowiązek, zostaje na zawsze. W późniejszych latach niszczy psychicznie – czasami przez resztę życia. Ciągły lęk, depresja, poczucie, że jest się niewartym niczego dobrego, że jest się gorszym tylko dlatego, że miało się czelność urodzić sobą. Nie sprawiajcie, aby wasze dzieci tak się czuły – trochę serca.

Zostaw komentarz