Czasy stale się zmieniają więc nic dziwnego, że moda, styl i trendy bez końca się rozwijają. Tylko czasem zastanawiam się, czy to wszystko idzie w dobrym kierunku? Dlaczego coraz częściej kobiecość podsumowujemy wielkością tyłka, ilością botoksu i pieniędzy, obwodem talii, nienaganną fryzurą czy godzinami spędzonymi u kosmetyczek? Dlaczego atrakcyjność liczy się ilością lajków, fanów i serduszek? Czy bez tego już nic byśmy nie znaczyły? Ja muszę przyznać, że to wszystko trochę mnie przeraża. Oczywiście, ja również lubię czuć się pięknie i atrakcyjnie, zresztą jak każda z nas, ale nie za wszelką cenę, jednocześnie zatracając przy tym samą siebie. Ta cała gonitwa za „idealnością” jest bez sensu – jej przecież nie ma.

Gdybym nie była mamą i nie miałabym córki, zapewne miałabym to wszystko gdzieś. Bo ja od zawsze robiłam to na co miałam ochotę. Przeszłam ogromną drogę by być w tym miejscu, w którym obecnie się znajduje – również jeśli chodzi o aspekty wizualne i akceptację samej siebie. Dlatego nie przejmowałabym się wcale, ale patrząc na to co się dzieje dookoła, boje się – po prostu boję się. Nie chciałabym takiej przyszłości dla mojej córki. Nie chcę aby doświadczyła próżności, samozachwytu, który jednocześnie tłumi kompleksy, czy wołania o uwagę za wszelką cenę. Kobiety, co jest z Wami? Gdzie ta naturalność, subtelność, dziewczęcoś, oryginalność i najważniejsze… bycie sobą? Czy wszystkie „top laski”, muszą wyglądać jakby wyjechały z jednej taśmy produkcyjnej? Czy trendy muszą z góry nam narzucać, jak mamy wyglądać i w co się ubierać? Ja się na to nie pisałam.

Każda z nas ma kompleksy, ale moim zdaniem zamiast paranoicznie skupiać się na ich zwalczaniu, powinnyśmy skupić się na wyciąganiu naszych największych zalet i atutów. Moim atutem jest macierzyństwo i idealna znajomość samej siebie, która przyszła mi z wiekiem i wraz z narodzinami dzieci. Wiem, co z czym się je, wiem w czym czuję się dobrze, a w czym źle. Znajomość samej siebie to podstawa. I to właśnie powinien być priorytet naszej kobiecości – znajomość własnego ja i dbanie o to wszystko, a nie ślepe dążenie za kanonami piękna, które mnie osobiście zamiast zachwycać, momentami przerażają. A Wy, co o tym myślicie?

Dawno nie aktualizowałam zakładki „Stylowa mama” i nie wrzucałam stylizacji. Musicie mi wybaczyć. Podziwiam wszystkie blogerki, które wrzucają tego typu sesje z plenerów w okresie zimowym. Ja czekałam tylko do cieplejszych dni i początku wiosny, aby w końcu móc to zrobić. Teraz będę nadrabiała.

A dzisiejsza stylizacja jest bez większych fajerwerków, ale jednak jest w moim stylu i zgodna z moim własnym „ja”. Jest prosta, elegancka i na moje oko „nowocześnie kobieca”. To mój pierwszy trencz w życiu! Wyobrażacie sobie?! Aż wstyd, co nie? W połączeniu z total black lookiem, nadaje świeżości i lekkości. Teraz to ja mogę wychodzić na przeciw wiośnie i przeciw „dziwnym czasom”. :)

Trencz – Lav-Mag | Koszula, spodnie – Zara | Buty – Renee (na hasło „ZATRZYMUJAC15” macie rabat -15%) | Torebka – Michael Kors | Zegarek – Kazar | Naszyjnik – Freedom Jewellery