Jestem tu i teraz. Naprawdę szczęśliwa i zrealizowana. Spełniam się, prowadzę własną firmę, buduję dom i każdego dnia chcę więcej i więcej. Jestem przede wszystkim mamą, która uważa tę rolę za najpiękniejszą na świecie. Staram się słać dobro, optymistycznie patrzę na świat, a nawet czasem za bardzo bujam w obłokach, wierzę w siłę przyciągania i nadal chcę więcej i więcej – jak najwięcej wycisnąć z tego jedynego życia. I może to zabrzmi banalnie, ale w dużej mierze zawdzięczam to wszystko… blogowaniu. Nie wiem co bym aktualnie robiła gdyby nie to. Studiowała, pracowała w jakimś sklepie, prowadziła inny biznes, a może była na praktykach do jakiegoś niebanalnego zawodu? Kto wie. Ale jedno jest pewne, zawdzięczam blogowaniu naprawdę wiele, mimo, że wielu rzeczy nie widać gołym okiem.

Blogować zaczęłam (aby Was nie skłamać) jakieś 8-9 lat temu. Wtedy to nie było tak bardzo znane i popularne. Nikt nie słyszał o „wpływowych blogerach”, budowaniu własnej marki i społeczności, nie każdy rozumiał o co w tym wszystkim chodzi. Nie było też kampanii reklamowych przeprowadzanych przez ludzi internetu (a jeśli już były to naprawdę pojedyncze), blogosfera w Polsce po prostu dopiero kiełkowała. Sama, kiedy zaczynałam nie chwaliłam się tym. Robiłam to raczej po cichu, aby zobaczyć o co w tym wszystkim chodzi i dać jakiś upust swojej wenie twórczej, której nigdy u mnie nie brakowało. Zawsze wszystko kręciło się wokół lifestylu, fotografii, mody i po prostu tym co się u mnie dzieje.

Kiedy już się w to wkręciłam i przepadłam na całego, zaczęłam zauważać pierwszych czytelników, którzy systematycznie mnie czytali i oglądali. Muszę przyznać, że to było bardzo motywujące, ale niestety do pewnego czasu… Im blog stawał się popularniejszy tym szybciej roznosił się do różnych ludzi. Niestety nie zawsze do tych, do których bym chciała. Stało się tak, że rówieśnicy czy znajomi ze szkoły śmiali się z tego co robię. Nie rozumieli o co w tym chodzi, uważali to za coś dziwnego i mega dziecinnego. Doświadczyłam wtedy wielu przykrości, hejtu i wyzwisk. Tak właśnie w tamtych czasach wyglądało blogowanie. I nie ukrywam, że momentami bywało ciężko i wiele łez przez to się przelało, ale pewnego dnia stwierdziłam, że dlaczego miałabym tak się przejmować i rezygnować z czegoś, co tak naprawdę pokochałam i co stało się moją pasją? Odcięłam się od tego i robiłam po prostu swoje dalej – z klapkami na oczach. Cieszę się, że taką decyzję wtedy podjęłam i to wszystko przetrwałam. Teraz widzę, że z wiekiem stało się to lżejsze – chyba dlatego, że w pakiecie z latami dostajemy ślepotę i głuchotę w jednym, robimy po prostu swoje. I teraz mogę Wam zdradzić , że w wielu przypadkach role się odwróciły. Osoby, które wtedy ze mnie się naśmiewały, powracają tu do dziś. Część z nich pisze do mnie, że jest w szoku, gratuluje sukcesów i widać, że głupio im za tamte zachowanie. A druga część, no cóż… chyba nigdy nie dojrzała i widać, że jest naprawdę nieszczęśliwa i niezrealizowana życiowo – wnioskuję to po ich niespełnionych zawodach, relacjach międzyludzkich czy aktualnym statusie zamieszkania. Takie rzeczy zaraz widać gołym okiem. Zawszę będę powtarzała, że krowa, która dużo muczy mało mleka daje. To chyba zwie się karma, dlatego ja zamiast tego wolę słać dobro i wierzyć w siłę przyciągania. Niech każdy realizuje się jak chce. Niech każdy robi to co sprawia mu przyjemność i poczucie samorealizacji. Chyba o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Aby robić to co się kocha i przeżyć to życie, w jak najlepszy dla nas sposób. Nawet jeśli dla kogoś jest to mniej czy bardziej ważne.

Bloger to trochę takie dziwne zjawisko. Niby nie robi za dużo, a jednak robi tak wiele. Niby nie każdy go rozumie, a jednocześnie potrafi przyciągać tłumy. Niby nie ma czegoś takiego jak zawód „bloger”, a jednak niejeden utrzymuje się z tego i ma więcej wpływów niż kilka innych zawodów razem wziętych. Niby nie jest do końca akceptowany i jest idealną pożywką dla troli internetowych, a jednak i tak te trole się nim interesują. I jak to wszystko wyjaśnić? Sprzedawanie wizerunku, internetowa prostytucja, cyber big brother, teatrzyk, jedna wielka ściema? Czy może pomysł na siebie, dzielenie się nim z innymi, realizacja, pasja, która przeradza się w sposób na życie i „sorry takie mamy czasy”?

Ja wiem jedno, blogosfera to cudowna sprawa i naprawdę cieszę się, że wytrwałam w niej do dziś. Chociaż od jej początków zmieniłam się diametralnie. Ci co są ze mną od X lat mogli zauważyć, jak na ich oczach dojrzewałam i przechodziłam wiele etapów w swoim życiu – jak z niepewnej nastolatki zmieniłam się w pewną siebie kobietę, która założyła rodzinę, buduje dom i naprawdę realizuję się na wielu płaszczyznach życiowych. Ja nic nie ściemniam, dzielę się tym z Wami, w 100% taka jaka jestem, skupiając się tylko na pozytywnych rzeczach. Bo jestem zdania, że wiele przykrości i trudu spotyka nas w życiu realnym więc chociaż tutaj odetniemy się od tego.

Blogowanie wiele mnie nauczyło. Poznałam ludzi i trochę rozgryzłam ich zachowanie i tok myślenia. Nauczyłam się na wiele rzeczy patrzeć z dystansem. I przede wszystkim poczułam, że jednak mam pewną moc, która przyciąga tłumy. Dzięki temu zaczęłam być bardziej świadoma swojej osoby. Znalazłam drogę, którą chcę podążać oraz to, co na końcu jej chciałabym zbudować. Odnalazłam swój styl i pomysł na życie. To wszystko sprawił świat wirtualny, który w dużej mierze przełożył się na świat realny. Mówcie co chcecie, ale żyjemy w takich czasach, w których te dwa światy zacierają się ze sobą. Może to być złe i zgubne, ale też dobre i bardzo pchające do przodu – to wszystko zależy od nas samych, jak tym wszystkim pokierujemy.

Blog i media społecznościowe – to wszystko jest niby wirtualne, ale jak wspominałam wyżej – jak najbardziej realne. W końcu za liczbami stoją prawdziwi ludzie. To oni mnie czytają, oglądają i czasem zaczepiają na ulicach. Nawet nie wiecie ile dostaję od Was różnych wiadomości, w których piszecie nieraz zwykłe „dzień dobry, miłego dnia”, albo mega długą historię swojego życia. Nawet nie wiecie ile coś takiego dla mnie znaczy. To właśnie Wy, Ci realni ludzie po drugiej stronie jesteście dla mnie motorkiem napędowym, który sprawia, że chcę żyć lepiej, mocniej i bardziej. Aby później tym wszystkim dzielić się dalej. To po prostu działa w obie strony. Wy mnie inspirujecie i wspieracie, a ja chcę to oddawać ze zdwojoną siłą. To niesamowite!  Prawda jest taka, że gdyby nie Wy to tego bloga by po prostu nie było. Dlatego zawsze staram się być w stosunku do moich czytelników lojalna i szczera. Zależy mi na zbudowaniu społeczności, w której każdy będzie dobrze się czuł. Cały czas staram się budować miejsce, w którym zamiast nienawiści, spotkamy samą motywację i oparcie w stosunku do siebie nawzajem. Tego brakuję często w życiu realnym. Dlatego chcę zacząć od tego miejsca, aby jakoś wpłynąć na Was, ale też i na samą siebie. Chcę to wszystko przenieść do życia codziennego.

Słowa i zdjęcia mają ogromną moc. Mogą nas smucić i radować, mogą zniszczyć komuś życie lub zmienić je na lepsze. To od nas samych zależy, którą opcję wybierzemy lub którą sami stworzymy. Ja w tej kwestii czuję jakąś wewnętrzną misję – chcę radować ludzi, poprawiać im nastroje czy chociaż w małym stopniu wpływać na ich dzień i decyzje. Czuję, że mam dużo do powiedzenia i pokazania – tej kwestii jestem pewna siebie. Kocham fotografować i kocham rozmawiać więc blog to idealne ku temu miejsce. On idealnie daje upust moim emocjom, pomysłom, wenie i pasji.

Ale abyście sobie nie pomyślały, że moja blogowa praca zawsze jest usłana różami. Tu również bywają potknięcia, które zawsze na każdym kroku są mi wytykane lub które sama zauważam dopiero po jakimś czasie. To jest oczywiste. W końcu jestem tylko człowiekiem – do błędów i lekcji mam prawo tak samo jak każda istota na tej ziemi. Tylko z blogowaniem jest tak, że tu trzeba mieć dwa razy twardszą dupę niż w życiu realnym. Ale cóż, coś za coś. Ja już z wiekiem wybudowałam sobie mur, którym potrafię się odgrodzić od takich rzeczy. Niektórzy uważają to za brak umiejętności przyjmowania konstruktywnej krytyki. A wiecie jakie jest moje zdanie? Jeśli śmierdzą Wam śmieci w domu to co z nimi robicie? Zostawiacie i analizujecie zawartość czy wyrzucacie? To chyba oczywiste… :)

Za blogowaniem kryje się dużo odpowiedzialnych ról, których nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. To nie jest tylko strzelanie sobie foteczek i napisanie kilku zdań. Ja muszę być między innymi fotografem, pisarzem, dziennikarzem, strategiem, marketingowcem czy grafikiem jednocześnie. Muszę też mieć wyczucie, zmysł estetyczny i pomysł na to wszystko. A wszystkiego nauczyłam się zupełnie sama. Wszystko co udało mi się osiągnąć osiągnęłam sama. Swój pierwszy aparat dla bloga kupiłam za własne uzbierane pieniądze, nad programem do obróbki zdjęć spędziłam zapewne kilkadziesiąt godzin aby móc go jakoś przyzwoicie ogarnąć, a graficzną i techniczną stronę bloga załatwiam sama po dziś dzień. Sporo tego naprawdę. A wymagań jest coraz więcej. Trzeba iść z duchem czasu, trzeba się rozwijać, ciągle czegoś uczyć i co najważniejsze – stale zaskakiwać i budować to wszystko. W dużych korporacjach nad tym wszystkim stoi sztab ludzi, a ja jestem tutaj jedna jedyna. Na etacie pracuje się od do, a ja tutaj muszę mieć pod kontrolą wszystko 24h 7 dni w tygodniu. Ale nie będę narzekała, bo ja naprawdę kocham tę robotę. Ona nie jest ciężka, ale na pewno jest trudna, wymagająca i bardzo czasochłonna. Nic nie przychodzi na pstryknięcie palcami. No chyba, że pokażesz cycka i dupę na instagramie. :) Ale to nie moja bajka. Ja chcę stworzyć coś głębszego i naprawdę wartościowego.

Blogowanie, a zarabianie? Co ja z tego mam i przede wszystkim ile? To ludzi zawsze interesowało i interesować będzie. Oni polubili mi zaglądać do portfela odkąd tylko stanęłam na nogi i zaczęłam się po części z tego blogowania utrzymywać. Chociaż blog to nie jedyna moja forma pracy – ja po prostu nie lubię mieć jednego źródła dochodu. I mimo, że zarabiam na blogu to wcale nie zmieniło to mojego podejścia – ja robię to co kocham! A pieniądze (nie będę ukrywać) to taki fajny bonus, docenienie i duża pomoc abym mogła spokojnie żyć i rozwijać to wszystko dalej. Dużo osób też nie widzi, że to co zarobię na blogu, inwestuję dalej w niego – aby treści i jakość były coraz lepsze. Normalnie odciągam podatki, opłacam składki, wykupuję serwer i domenę, inwestuję w coraz lepszy sprzęt fotograficzny, rekwizyty do zdjęć, grafiki, czcionki czy paliwo i wyjazdy, aby to wszystko przekładało się na jakość publikowanych materiałów.

Z zarabianiem na blogu niektórzy do końca życia będą mieć problem. Oni myślą, że manna z nieba nam blogerom leci. Ja już nie wiem jak to mam komentować, ale mogę napisać tylko jedno – chcesz to załóż bloga i przekonaj się sam, a później daj mi znać, jak długo wytrwałeś, jaką społeczność zbudowałeś, co Cię to nauczyło i co z tego masz. Wtedy możemy porozmawiać i nie będę miała z tym żadnego problemu. :)

Tylko jak to jest z tymi reklamami i zarabianiem? Tu nie będę się wypowiadała za innych, bo blogerów i influencerów jest mnóstwo, ale w moim przypadku jest tak, że gdy zaczynałam to zdarzyło mi się popełnić kilka promocyjnych gaf. Jak pisałam na początku – zaczynałam gdy blogosfera w Polsce kiełkowała, a co za tym idzie akcje marketingowe na blogach również. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Wtedy nie było żadnych poradników czy osób, które nakierowałyby mnie w temacie. Wszystkiego musiałam nauczyć się sama. Dlatego nigdy nie zapomnę gdy napisała do mnie jedna z firm obuwniczych, że chcą mi wysłać buty za darmo w zamian za pokazanie i podlinkowanie ich na blogu. Pomyślałybyście?! Wtedy cieszyłam się jak głupia i oczywiście wzięłam te buty warte jakieś 80zł. Czułam się jakbym wygrała życie. I takich akcji po drodze było kilka. Później zapaliła mi się lampka, że jest coś nie tak, że jednak nie wszystko co pokazywałam było zgodne z ideą tego co już wtedy budowałam. Zagalopowałam się i straciłam umiar. Darmowe rzeczy od firm zawróciły mi w głowie. Taka była prawda i dopiero z perspektywy czasu to widzę. Zauważyłam też, że w pewnym momencie mój blog zyskał taką popularność, że tych firm przybywało i przybywało, a ja po prostu zostałam niejednokrotnie wykorzystana. Normalnie za promocję produktu gdzieś w mediach, dana firma musi płacić niemałe sumy, a u mnie miała to za darmo – a statystyki rosły i rosły. Wtedy postanowiłam to zmienić i po prostu wszystko bardziej selekcjonować i wyceniać. To, że coś dostanę i tu pokażę wcale nie oznacza, że mam to za darmo. Ja na to zapracowałam i jeszcze mi za to płacą.

Pewnie zastanawiacie się, ile na tym blogu zarabiam? Jakie to są cyfry, prawda? Tego Wam nie zdradzę. Chociaż pewnie kilka osób po przeczytaniu tytułu na to liczyło. Pech. :) No powiedzcie mi, czy podejdziecie do lekarza, sprzedawczyni w sklepie czy hydraulika i zapytacie – Sorry, ale ile na tym wyciągasz? – Wydaje mi się, że to niegrzeczne i nie na miejscu. Ja odpowiem Wam tak – mamy za co żyć, nie musimy liczyć od pierwszego do pierwszego, udało nam się wystartować z budową domu i zostaje coś jeszcze na wakacje i przyjemności. Właśnie po części, dzięki blogowi mam to wszystko co chciałam zapewnić moim dzieciom. :)

Teraz jestem kowalem swojego losu. Na blogu zobaczycie tylko to co jest zgodne w 100% z moim gustem i ideą tworzenia tego wszystkiego. Barterowo (czyli produktem za reklamę) wspieram tylko te marki, które nie wypięły się na mnie na początku i wspierały mnie, kiedy sama zaczynałam i te statystyki były dużo niższe niż obecnie. Cała reszta to idealnie obmyślona strategia, plan działania, zrealizowany projekt, umowa z marką i pewność, że to jestem ja na 100%. Nigdy nie zobaczycie tu czegoś, czego sama nie kupuję lub nie mogłabym kupić. A współprace i pieniądze to naprawdę spokój ducha i poczucie bezpieczeństwa, że jednak mam za co żyć, za co się realizować i za co dalej rozwijać te stronę. Tym wszystkim dzielę się z Wami i mam nadzieję, że dostrzeżecie to chociaż w małym stopniu.

Dzięki blogowaniu poznałam całą masę fantastycznych osób i historii, które niejednokrotnie wpłynęły na moje poglądy i decyzję, zbudowałam społeczność z najlepszymi czytelniczkami na świecie, miałam okazję przeprowadzić niejedną fantastyczną kampanię reklamową i zainwestować w swój rozwój i pasję. Dzięki blogowaniu mogłam nieraz polecieć w miejsca, o których kiedyś tylko marzyłam czy kupić rzeczy, na które kiedyś najwyraźniej w świecie nie było mnie stać. Dzięki blogowaniu nabrałam dużego dystansu do życia i odnalazłam ścieżkę, którą chcę podążać. Znalazłam też pracę, w której jestem sobie sama szefem i dzięki temu mogę być jednocześnie w domu i spędzać jak najwięcej czasu ze swoją rodziną – dzięki temu wiem, że żadna ważna chwila nie ucieknie mi przez palce. Ja po prostu się spełniam i przez to czuję się szczęśliwa. Dla niektórych to tylko blog, a dla mnie aż!

I pomyśleć, że to wszystko jest wirtualne, a tak bardzo przekłada się na życie realne. To silne narzędzie, którym chcę mądrze i szczerze operować. Bo cała reszta zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Dziękuję Wam, że jesteście ze mną, to dla mnie ogromny dar, który doceniam każdego dnia. ♡