Search here...
TOP
Parenting

Błędy macierzyńskie, których już nigdy nie popełnię – zwłaszcza przy trzecim dziecku

Macierzyństwa za nic nie da się nauczyć, a tym bardziej opanować do perfekcji, bo macierzyństwo to trochę taka droga z zawiązanymi oczami i w dodatku na jakimś rollercoasterze bez zapiętych pasów. W temacie wychowywania dzieci, potknięcia i błędy to zupełnie naturalna sprawa, i to bez znaczenia czy już na samym początku tej podróży czy na bardziej zaawansowanym zakręcie. Tu nie ma instrukcji, ani szkoły, która nas do tego przygotuje, dlatego tak wiele w tej kwestii robi się po omacku.

Czy zdarzyło Wam się popełnić wychowawcze błędy? Zresztą po co ja pytam, nawet nie musicie mi odpowiadać. Wiem, że tak. Mama bez błędów to nie mama. Pamiętajcie i nie wstydźcie się tego! Ja pomimo tego, że już jestem z dwójką dzieci na karku i z trzecim w drodze, to również nie uniknęłam potknięć i totalnych wtop macierzyńskich, które teraz mogę już tylko wspominać. Chcecie się dowiedzieć, które z nich najbardziej utkwiły mi w pamięci? Ich na pewno już nigdy więcej nie powtórzę!

Nigdy więcej nie będę już czytała porad w internecie.
Chociaż wiem, że czasem ciężko jest nie zerknąć. Porady na internetowych forach, dotyczące wychowywania czy zdrowia dzieci to najgorsze co może być. Tam każdy człowiek jest super lekarzem czy psychologiem, a każda matka jest najwspanialsza na świecie. Gdybym sugerowała się internetowymi dyskusjami to moje dzieci już dawno miałyby raka czy były niedorozwinięte – a przecież sprawdzałam tylko, jak najszybciej pozbyć się bąbla na nodze po wejściu w pokrzywę. :) Także widzicie dokąd to zmierza. Raczej w złym kierunku. Najlepiej nie czytać nic wcale lub traktować to z duuuużym przymrużeniem oka. Uważam, że fora internetowe powinny być zablokowane dla wszystkich kobiet w ciąży oraz świeżo upieczonych rodziców.

Nie będę przejmowała się ocenami innych w kwestii mojego wychowywania dzieci.
Przecież nie jestem gorsza od innych mam. Dla moich dzieci jestem najlepsza! A babcie, ciocie, koleżanki czy osoby trzecie ze złotymi radami nie przebywają z moimi dzieciakami każdej chwili w trakcie dnia, tak jak ja to robię. Dlatego jeśli ktoś próbuje mnie pouczyć czy narzucić swoje kwestie wychowawcze, grzecznie się uśmiecham, dziękuję, wpuszczam jednym, a wypuszczam drugim. Wiem, że ten temat jest mega ciężki, zwłaszcza wśród rodziny, gdy jest się świeżo upieczoną mamą pierwszego dziecka. Na mnie spływała plaga takich porad, że pewnego dnia nie wiedziałam co robić – załamać się czy od razu zawiązać sobie sznur dookoła szyi. Wielokrotnie słyszałam, że coś robię źle czy powinnam coś zrobić inaczej. Słyszałam też różne opinie o moich dzieciach, ich rozwoju czy ogólnie naszym sposobie bycia i życia. Z biegiem czasu nazbierało się tyle tego, że po prostu przestałam zwracać na to uwagę. To najlepsze co mogłam zrobić. Przecież nie wszyscy ludzie żyją tak samo, nie mają takiego samego zdania czy poglądu. Uważam, że należy to uszanować, nie oceniać, a tym bardziej nie mieszać się. Myślę, że fajnie wyczerpałam ten temat w TYM wpisie.

Nie będę już bujała i usypiała trzeciego dziecka na rękach.
A ten największy błąd nagminnie popełniałam po urodzeniu pierwszego dziecka. Pola usypiała w naszych ramionach jakieś pierwsze pół roku swojego życia. O ile była noworodkiem i ważyła mniej niż 5kg to dawaliśmy radę. Na dłuższą metę mieliśmy dość – ręce i kręgosłup nam odpadały. Z Maksem staraliśmy się już tego unikać, ale efekt „ziuziania” i bujania to chyba jakiś matczyny odruch, który jest silniejszy od niej samej. Obiecałam sobie, że przy trzecim dziecku w ramionach będą tylko przytulasy, czułości i karmienie – żadnego usypiania!

Tworzenie dzieciom nocy za dnia to najgorsze co mogłam robić. Już tego nie popełnię!
Bo dziecku wtedy kompletnie rozregulowuje się rytm dnia i zegar biologiczny. Wiadomą sprawą jest, że noworodki pierwsze tygodnie swojego życia głównie przesypiają. Taki odruch zasłaniania wszystkich okien czy gaszenia świateł i robieniu nocy za dnia jest dość popełnianym błędem. Mi na szczęście udało się w porę obudzić i zrozumieć, że to w dużej mierze od nas zależy do czego dziecko się przyzwyczai. Jeśli przy jego każdej drzemce będziemy zasłaniać okna i chodzić na paluszkach to nic dziwnego, że maluch będzie budzić się z powodu byle szelestu. Dlatego nie wariujmy i normalnie funkcjonujmy, a dziecko przyswoi do siebie nasz normalny tryb dnia i życia.

Nie będę wpadała od razu w panikę w sytuacjach kryzysopodobnych.
Pamiętam taki pierwszy „wypadek” Maksa gdy w końcu nauczył się chodzić, a raczej od razu biegać. Biegł koło szafy, bawił się z Polą i upadł. Jakoś tak niesfornie się przewrócił, że rozciął łuk brwiowy. Było trochę płaczu i krwi, delikatna blizna została, ale poza tym nic strasznego się nie stało. Pamiętam właśnie, że wtedy byłam sama w domu i gdy to się wydarzyło wpadłam w taki amok i rozpacz, że dzwoniąc do Mariusza aby pilnie po nas przyjechał i zawiózł natychmiast do szpitala, nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego sensownego słowa – bełkot i płacz to jedyne co słyszał w słuchawce. Później okazało się, że moja panika była kompletnie zbędna – po prostu doświadczyłam pierwszej dziecięcej krwi podczas zabawy, którą pewnie jeszcze nie raz w życiu się naoglądam. Tamtego dnia dzieci były przerażone nie z powodu upadku, a mojego zachowania. To mi dało dużo do myślenia. Przecież one chłoną jak gąbka zachowanie i uczucia otoczenia. Dlatego zdrowy rozsądek jest w macierzyństwie niezwykle ważny. Jak to Mariusz zawsze powtarza: tylko spokój nas uratuje. Od tamtej pory staram się tego trzymać.

Nigdy nie kupię już tysiąca „potrzebnych rzeczy”, które „pilnie” potrzebują moje dzieci.
Wiele razy to sobie obiecywałam, ale teraz już tak na serio. W tym roku planujemy przeprowadzkę do naszego domu, więc w związku z tym, małymi krokami robimy porządki we wszystkich rzeczach, które nagromadziły nam się przez ostatnie lata. Ilość rzeczy, ubrań czy chociażby zabawek dziecięcych kompletnie nas zaskoczyła, a raczej przytłoczyła. Wyobraźcie sobie, że nie dalej niż wczoraj znalazłam w naszym mieszkaniu całkiem pokaźny karton nowych (i to jeszcze z metkami!) śpioszków dla dziewczynki, które kupiłam Poli ponad 3 lata temu. Wtedy ona to wszystko pilnie potrzebowała i musiała mieć, a teraz widzę, że wywaliłam po prostu kasę w błoto i zagraciłam naszą szafę rzeczami, które nie zdążyła po prostu założyć. Takich przypadków jest niestety więcej. Z narodzinami Maksa już starałam się nie popełniać tego błędu, jednak instynkt „matki rozpieszczaczki” gdzieś intuicyjnie mi się załączył. Teraz obiecuję sobie, że za tym trzecim razem będę mądrzejsza i bardziej rozważna – przynajmniej w przypadku malutkich ubranek, bo przecież przez pierwsze miesiące życia dziecko tak szybko rośnie, że to całe zbieractwo jest kompletnie bez sensu.

«

»

10 KOMENTARZE

  • Avatar
    Majka

    Z tymi rzeczami to i ja mam to samo. :/ Za każdym razem sobie obiecuje ze już nie będę kupowała Ok tyle ubrań/ zabawek czy zbędnych rzeczy a wychodzi jak zawsze :D piękna wstążka do włosów można wiedzieć skąd?

    • Zatrzymując czas
      Zatrzymując czas
      AUTOR

      To wtedy najgorzej. 😬🙈 A wstążka we włosach to tak naprawdę pasek z mojej panterkowej sukienki, którą pokazywałam kilka postów wcześniej. 😂

  • Avatar
    Kate

    Usypianie dziecka bujajac wydaje się tak naturalne,zarówno dla dziecka,jak i dla matki:) dzidziuś i tak przecież przez 9 miesięcy był kolysany w brzuchu, a po narodzinach „bujanie” mu to przypomina,czuje sie dzięki temu bezpiecznie i sie uspokaja :) wiele też zalezy od dziecka,niektóre maluszki nie potrafią usnac w inny sposób.

    • Avatar
      Marzena

      Tak tak tak! Dokladnie to samo pomyslalam. Moja córka ma 7 msc i zasypia roznie, ale duzo chce byc noszona i dobrze jej na rekach. I co mam zrobic? Dac sie dziecku wyplakac? Na niektore rzeczy wplywu nie mamy, zreszta istnieja badania, ktore mowia ze bujanie i kolysanie jest maluszkom potrzebne. Moja corka prawdopodobnie ma zaburzenia SI i wlasnie poprzez bujanie jej tak na prawdę jej pomagamy. Kazde dziecko jest inne.

  • Avatar
    Agnieszka

    A ja już przy drugim się nauczyłam że nie ma co kupować zbyt dużej ilości ubrań czy zabawek. I tego się trzymam już jakiś czas. Kiedy nachodzi mnie ochota na kupienie kolejnej zbędnej rzeczy, myślę „czy to Ci jest potrzebne”… i wychodzi że nie.

  • Avatar
    Ewa

    Uwierz mi nie zawsze da się normalnie funkcjonować gdy dziecko śpi uwierz są takie dzieciaczki które ani myślą się przyzyczaic. A tak poza tym tak popełniłam błąd ,mówiłam żadnego spania w łóżku z rodzicami i tak nie ma nocy by nie spał chodź pół z nami a wiesz co jest najgorsze że ja to naprawdę lubię ;) 3 nie planuje więc więcej tego błędu nie popelnie😂

  • Avatar
    PoporstuKasia - Blog

    Jak zawsze piękne zdjecia i cudownie ci Kochana z brzuszkiem. Co do błędów macierzyńskich to niedługo się okaże :)

  • Avatar
    Anka

    Nie zgodzę się, że usypianie dziecka w ramionach, to błąd. Tak jak któraś z Pan napisała wyżej – maluszek 9 miesięcy jest w brzuchu, gdzie jest tylko kołysany i czuje się bezpiecznie. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby przyjąć za błąd zaspokajanie dziecięcej potrzeby bliskości i czucia naszego zapachu przy zasypianiu. Jasne, są inne metody lulania, które można wykorzystać, ale moim zdaniem taka nie jest błędna. Każdy oczywiście może mieć swoje zdanie oraz przekonania. A co do chodzenia na paluszkach…mam dwóch synów i obaj za niemowlęcia lekko śpiący. Mimo ze starałam się normalnie funkcjonować, to niestety ale w dzień po prostu budzili się i nijak nie dało się ich do tego „przyzwyczaić”. Ja tez mam leki sen i byle odgłos mnie budzi, ale to chyba moja taka natura, bo moja mama do chodzących na paluszkach nie należy. :) pozdrawiam i życzę zdrówka ☺️

  • Avatar
    Gosieczka

    Świetny artykuł i genialne zdjęcia. Jestem aktualnie w ciąży z pierwszym (bardzo długo) oczekiwanym dzieckiem i chciałabym przy trzecim dziecku mieć takie samo podejście jak Ty. Myślę, że gdy zostaną już mamą na pewno zaczerpnę od Ciebie kilka inspiracji związanych z wychowywaniem dzieci. Odnosząc się do komentarzy powyżej na temat chodzenia na paluszkach gdy dziecko śpi. Z tego co wiem z opowieści ja sama byłam takim dzieckiem, że co nie puknęło czy stuknęło miałam oczy jak przysłowiowe 5 zł. Więc tak, to nie jest reguła i dziecko do wszystkiego się nie przyzwyczai.

  • Avatar
    ula mamonik

    tak – te czytanie wypowiedzi i złotych rad innych to porażka :) Ja mam starsze dzieci :) I najstarsza właśnie wchodzi w etap nastolatka. Rozmawiając z nią – coraz częściej czuję się jak saper – który ma przed sobą tykającą bombę do rozbrojenia ;) Serio. A to zupełnie nowe zjawisko dla mnie. I znacznie lepiej od internetu i porad innych matek – w takich wypadkach sprawdzają się książki :) Stare niezawodne poradniki :) Z ilością rzeczy – to chyba każdy rodzic przesadza. Ja wyjątkiem nie jestem. Chyba często realizujemy własne marzenia za ich pomocą. Chciałam mieć wypasioną lalkę – to kupię ją córce, super motocykl – syn dostanie :) A potem liczba gratów rośnie. A Twoje dziecko najlepiej bawi się … garnkami i pokrywkami w kuchni :)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

INSTAGRAM @ZATRZYMUJACCZAS