Dziewczyny, zwierzę wam się… bycie mamą i jednoczesne dbanie o siebie to nie taki łatwy orzech do zgryzienia jak mi się wydawał. Ja wiem, że zawsze zachęcam was abyście w natłoku tych wszystkich obowiązków nie zapominały o sobie, ale obrobienie dziecka/dzieci, a później samej siebie to nie zawsze taka prosta sprawa. Zapewne wiele was zgodzi się ze mną i doskonale wie co mam na myśli. W końcu włosy same się nie ułożą, a paznokcie same nie pomalują. Makijaż też sam się nie zrobi (nawet taki make-up no make-up), bo w końcu trzeba jakoś wyglądać, aby ludzie na ulicy za chorych nas nie wzięli. Dla jednych to niby banały, a dla drugich jakiś ratunek, drobnostki, które poprawiają samopoczucie i dają do zrozumienia, że kobieta nie tylko miłością do dziecka żyje. Bo tak jest, prawda?

Prowadząc tego bloga, zawsze staram się pokazywać na nim same pozytywy i dobre strony w każdym aspekcie życia. Jestem zdania, że na co dzień spotykamy się ze sporą dawką narzekania, krytyki czy złych rzeczy – tutaj chcę odgrodzić się od nich murem. Ale tak samo jak każda z was, i ja miewam gorsze dni. Dni kiedy nie mogę patrzeć w lustro, bo widzę tam pryszcza, który wyszedł mi na samym środku czoła czy nowe rozstępy, fałdki i celulit, które pojawiają się wraz z każdym dodatkowym kilogramem podczas tej drugiej ciąży. Później wchodzę na instagram czy różne portale społeczne i jeszcze bardziej się dołuję, bo widzę tam same „idealne”, szczupłe, gładkie i zawsze pięknie zrobione kobiety. Myślę sobie, czy to ze mną jest coś nie tak, czy to one są bezdzietne, że zawsze mają czas aby tak pięknie wyglądać? Ale po chwili dochodzi do mnie, że nie… ze mną wszystko dobrze i po prostu mam gorszy dzień, który dosięga nawet te najpiękniejsze modelki świata. W takim momencie chyba trzeba przeczekać, znaleźć złoty środek i jakoś odrobinę sobie pomóc, aby poprawić to samopoczucie. W końcu ideały nie istnieją.

Kilka dni temu zastanawiałam się, kiedy ostatni raz zrobiłam coś dla siebie? Kiedy np założyłam dopasowaną sukienkę, taką która podkreśla kształty i może zaliczać się do tych bardzo kobiecych, a nawet seksownych? Poza ciążą chyba nigdy, a ostatni raz… kiedy nosiłam jeszcze w brzuchu Pole. Po prostu nie czułam tego i zdawałam sobie sprawę, że nie mam na tyle perfekcyjnej figury aby móc sobie na taką pozwolić. Teraz będąc już prawie na końcu drugiej ciąży, z brzuchem jak ogromna piłka lekarska stwierdziłam – chrzanić to! Otworzyłam szafę i wyciągnęłam właśnie taką sukienkę, która czekała na dobrą okazję. Bo jak nie teraz to kiedy? Kiedy może być ta dobra okazja? Czy ja wiem, jak moje ciało będzie wyglądać po porodzie? Czy minie miesiąc, a może rok zanim wrócę do jakiejś tam formy i czy w ogóle będę miała czas aby pójść na siłownie lub coś ze sobą zrobić? W końcu nie mam sztabów specjalistów, którzy mogliby się mną zająć. Tego wszystkiego jeszcze nie wiem i w sumie wolę nie martwić się na zapas. Żyję chwilą tu i teraz. Cieszę się, że moja pierworodna jest moją największą siłą, a syn, który siedzi w brzuszku jeszcze bardziej motywuje mnie aby dobrze się czuć. Takim oto sposobem staram się nie narzekać i nie popadać w kompleksy. Zakładam dopasowaną sukienkę, która poprzez swoją dobrą długość kamufluje mój celulit i rozstępy, a brzuch odwraca uwagę od nadprogramowych kilogramów i fałdek, które teraz powinny być ostatnią rzeczą o jaką powinnam się martwić…

Dziś nie zamierzam mieć gorszego dnia, chcę się czuć dobrze we własnej skórze. Chcę być piękna! Tak dla odmiany dla samej siebie, a nie rodziny czy innych. :)

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Sukienka – Monashe | Buty – MadamRock | Torebka – Szafomania | Okulary – Allegro | Etui na iPhone – Noshe

A ty, kiedy ostatni raz zrobiłaś coś dla siebie? Kiedy ostatni raz czułaś się perfekcyjnie we własnej skórze?