Search here...
TOP
Gadżety i akcesoria Parenting

6 moich trików, dzięki którym nasze dzieci mają super zdrowie w okresie jesienno-zimowym (Musisz je wypróbować u siebie!)

Ostatnio robiłam małe podsumowanie wszystkich Waszych wiadomości i wyszło na to, że jedno z najczęściej zadawanych przez Was rodzicielskich pytań dotyczyło zdrowia i odporności naszych dzieci. Często piszecie, że Pola i Maks wydają się być zawsze tacy uśmiechnięci i chyba mało kiedy marudni czy chorzy. Muszę Wam zdradzić, że dużo w tym racji. Nasze dzieci z reguły są radosne i pogodne – i w dodatku na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy w swoim życiu były chore. Czy to zasługa ich samych czy może nasza? Dziś Wam zdradzę 6 moich trików, dzięki którym nasze dzieci mają super zdrowie i samopoczucie, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym.

1. Serwuję każdego dnia dużą dawkę witamin i owoców – w każdej postaci. Oprócz klasycznej witaminy D i C, którą podaje Poli i Maksowi codziennie rano do śniadania, dbam również o to, aby moje dzieci miały zasięg do naturalnych składników i pozostałych witamin. Przemycam to wszystko głównie w owocach. Robimy pyszne koktajle i sorbety, owocowe lody czy „kolorowe talerze zabaw” – czyli kroimy owocowe na mnóstwo małych kawałeczków, bawimy się we wspólne gotowanie w dziecięcej kuchni, a na końcu wszystko zjadamy. Fajnie to się sprawdza, zwłaszcza przy małych niejadkach.

2. Nie robię z moich dzieci „bałwanów” – czyli nie przegrzewam ich przy każdym wyjściu na dwór. Wręcz przeciwnie, nawet je hartuję. Musiałybyście widzieć minę ludzi, gdy kilka dni temu podczas jednego z pierwszych śniegów w Poznaniu, pojechaliśmy na zakupy do Biedronki. Nasze dzieci wysiadły z auta w samych lekkich sweterkach i czapkach (spokojnie, spodnie i buty też miały) i tak ubrane przeszły przez cały parking do sklepu. Cała reszta osób, a w szczególności rodziców i starszych osób, prawie zjadła nas wzrokiem. :) I tak w sumie jest za każdym razem. Gdy idziemy do auta czy przeskakujemy gdzieś raz dwa, to nie zakładamy im kurtek, ani miliona warstw. Uważam, że przegrzanie jest sto razy gorsze – dziecko się spoci, później je przewieje i kaput, choroba gwarantowana.

Nie rozumiem też mówienia, że dziecko trzeba ubierać o jedną warstwę więcej niż dorosłego. Przecież to właśnie ci najmniejsi mają idealne krążenie i w dodatku stale się ruszają i biegają – dlatego należy ich ubierać NORMALNIE. Gdy widzę te dzieci na spacerach, które mają rajstopy, kalesony, spodnie, kurtki, szaliki o dwa rozmiary za duże i jeszcze inne dziwne rzeczy, a temperatura nie jest jakaś mega minusowa, to aż mi ich żal. Nie dość, że nie mogą się swobodnie ruszać to wyglądają jak takie małe bałwanki. Koniec końców, dziecko na zwykłym spacerze z rodzicem czy dziadkami, wygląda jakby miało szusować na nartach cały dzień na stoku, gdzieś w Alpach, przy -20.

Nasze dzieci od małego są przyzwyczajone hartowania. Uparliśmy się tak wbrew wszystkim i teraz dzięki temu mogą spokojnie od razu po kąpieli wyjść na dwór, czy mogą wyskoczyć nawet zimą w krótkim rękawku gdzieś między autem, a domem i wcale z tego powodu nam nie chorują. Podpatrzyłam też u Marleny z bloga Makóweczki, że jej dzieciaki zimą biegają po śniegu na ogrodzie (i to zupełnie na bosaka!) i tym oto sposobem poprawiają sobie krążenie i wzmacniają odporność. Dla mnie to genialna sprawa! Już wiem, że gdy tylko przeprowadzimy się do naszego domu to na 100% również to będziemy praktykować.

3. Nie szprycuje naszych dzieci z byle powodów lekami – bo to najgorsze co może być! Są momenty, w których organizm sam musi z czymś zawalczyć i wtedy nie możemy od razu sięgać po pomocniki. To przecież niszczy naturalną odporność i florę bakteryjną dziecka, która może mieć jeszcze większe konsekwencje w dorosłym wieku. Jeśli dziecko ma lekki katar to po prostu zwiększmy witaminę C. Jeśli już delikatnie boli gardło to robimy naturalny syropek z cebuli czy czosnku. Jeśli, któreś z naszych dzieci ma lekki stan podgorączkowy (ok 37 stopni) to kładziemy pod kołderkę i włączmy bajki. Tyle. Zazwyczaj później wszystko przechodzi, bo dzięki temu wszystkiemu Pola i Maks mają dobrą swoją własną odporność i nie potrzebują wspomagaczy. Muszę Wam zdradzić, że na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy nasze dzieci chorowały czy brały jakieś leki – zazwyczaj wiązało się to z ząbkowaniem czy innym, zupełnie naturalnym etapem ich rozwoju.

4. Inhalujemy się – gdy tylko już słychać, że coś zalega w nosku czy na oskrzelach. Jestem zdania, że lepiej zapobiegać niż później leczyć. Jak pisałam wyżej, nie szprycujemy się lekami tylko wspomagamy naturalnie. Inhalator, sól fizjologiczna, sól morska czy jakiś olejek i to nam wystarczy. Dzięki temu mamy czyste zatoki i zero problemów ze stanami zapalnymi dolnych i górnych dróg oddechowych.

Od pewnego czasu korzystamy z Inhalatora Nebi od Lionelo, który swoim wyglądem wcale nie wygląda jak inhalator, tylko jakaś turbo super maseczka do nurkowania z delfinami czy wielorybami. Dzięki temu nasze dzieci wcale się go nie boją, jak to bywało w zwyczaju przy tego typu urządzeniach, tylko chętnie z niego korzystają – traktują go jako formę zabawy. Inhalator jest bardzo prosty w użyciu, waży 1,6kg i cicho pracuje. Zbiorniczek do podawania leków czy olejków ma 10 ml, co w parze z jego dobrą sprężarką daje nam możliwość długiej i ciągłej pracy z urządzeniem. Jest to bardzo ważne przy długich inhalacjach.

Cena takiego inhalatora to niecałe 100zł. W zestawie znajdziemy również nebulizator, rurkę 1,5 m, ustnik, część nosową, maskę dla dorosłych, 2 maski dla dzieci i 5 dodatkowych filtrów powietrza. Myślę, że warto zainwestować te pieniądze w święty spokój i zdrowie dziecka. Nie wyobrażam sobie okresu jesienno-zimowego właśnie bez inhalatora.

5. Dbam o odpowiednie nawilżenie powietrza w domu – szczególnie w nocy i w okresie grzewczym. Suche powietrze niesprzyja zatokom, ma wpływ na gardło, migdały, skórę i niespokojny sen. Moją tajną bronią staje się wtedy nawilżacz powietrza. Od 3 lat używamy tego od Beaba, który jest banalnie prosty w użyciu.

6. Każdego dnia cieszę się, że mamy psa – bo nie wiem, czy każda z Was wie, ale pies to jeden z najlepszych wspomagaczy odpornościowych dziecka. Fińscy badacze dowiedli, że alergeny zwierzęce oraz zanieczyszczenia przenoszone z sierścią do domu mają pozytywny wpływ na układ immunologiczny dzieci. Dzięki temu, jak podaje dr Eija Bergroth ze Szpitala Uniwersyteckiego w Kuopio w Finlandii, organizm niemowląt jest od samego początku poprawnie stymulowany. Uczy się rozpoznawać bakterie i wirusy, które powodują choroby układu oddechowego, a jego odporność dojrzewa o wiele szybciej.

I u nas w 100% to widać. Dzieci bawią się z naszym Browarem, przytulają się, całują, a nawet bywa, że jedzą z jednej miski (przekomiczny widok!) i jak widać, wychodzi im to na zdrowie. :)

 

«

»

14 KOMENTARZE

  • Avatar
    Paolina paolina

    Jestem tego samego zdania. Nigdy nie przegrzewam dzieci, caly rok na okrągło pija zimna wodę ( soki), witaminki z owoców każdego dnia i takim sposobem jak mi któreś zachruje to dwa razy w roku i jest to przeziebienie. Żadne grypy, zapalenia. Nie lykamy lekow ani tym bardziej antybiotyków. Każdy sie dziwi jak to możliwe a jednak.

    • Zatrzymując czas
      Zatrzymując czas
      AUTOR

      I super! U nas wszyscy się dziwią, że Pola i Maks jedzą jogurt prosto z lodówki lub lody zimą 🙈😂

  • Avatar
    Monia

    A myślisz że to, że Twoje dzieci nie chorują nie jest związane z tym że nie chodzą jeszcze do przedszkola? ☺

    • Zatrzymując czas
      Zatrzymując czas
      AUTOR

      Nie. Może i nie chodzą do klasycznego przedszkola, ale chodzą od poniedziałku do piątku do klubu malucha na kilka godzin także styczność z dzieci mają i nie widzę aby to miało jakikolwiek wpływ na ich zdrowie 😉

  • Avatar
    Pana

    Moja córka ma 3 lata. Też była zawsze okazem zdrowia, ale od września chodzi do przedszkola i już nie jest tak wesoło. Stosujemy podobne triki z tym, że wit D dajemy wieczorem, ponieważ w ciągu dnia podanie tej witaminy mija się z celem. Zachodzi wtedy reakcja z naturalnym światłem przez co ta podana się praktycznie nie przyswaja. To taka mała podpowiedź ;)

  • Avatar
    Angela

    Kochana, a jaką temperaturę utrzymujecie w mieszkaniu? :)

  • Avatar
    Klaudia

    Ja ostatnio wyszłam na spacer z koleżanka z naszymi 2 latkami i mojemu się gdzieś podwinęły spodnie i jej oczom okazał się brak rajstop i oburzenie że przy zerowej temperaturze ma same spodnie,druga sprawa którą nie mogła zrozumieć to brak śpiwora na nic moje tłumaczenie że zaraz z tego wózka wyjdzie pobiegać i będzie cały zgrzany od ciepłego śpiwora .Ona jest idealnym przykładem że przegrzanie jest gorsze bo calą zimę siedzi w domu bo dziecko ma katar a przecież z katarem nie wyjdzie. Poza tym mój mały za nic w świecie nie ubierze rękawiczek i codziennie mijam 100 starszych pan które z troska pytają gdzie te dziecko ma rękawiczki bo mu ręce zamarzną :)

    • Zatrzymując czas
      Zatrzymując czas
      AUTOR

      Czyli idealnie czujesz nasz klimat. Ja chyba tylko kilka razy w życiu założyłam dzieciom rajstopy pod spodnie – gdy szli na sanki 😂

  • Avatar
    Askaa

    Mam nadzieje, ze tak zostanie rowniez jak pojda do przedszkola😉 moj 3latek nie chorowal w ogole, do momentu az poszedl do przedszkola. Przedszkole to jednak co innego niz klub malucha czy w ogole staly kontakt z innymi dziecmi. W przedszkolu czesto przebywaja przeziebione, a nawet wrecz chore dzieci i zarazaja te zdrowe. Niestety przekonalismy sie o tym na wlasnej skorze. Pierwszy raz w zyciu, po prawie 2 miesiecznej walce naturalnymi metodami, musielismy podaj malemu antybiotyk😞 czasami niestety nie ma juz innego wyjscia

    • Zatrzymując czas
      Zatrzymując czas
      AUTOR

      Nasz klub malucha nie różni się tak wiele od żłobka czy przedszkola. Są grupy i zajęcia rozganizowane – są stale te same dzieci. 😊

  • Avatar
    Anonim

    My mieszkamy w UK od 6 lat.mam dwojke malych dzieci…tez sie nauczylam zeby dzieci nie przegrzewac…poki co tez mozna zliczyc na palcach jednej reki ile razy byli chorzy-i tak jak piszesz raczej bylo to zabkowanie albo jakas trzydniowka….chodziennie po sniadaniu jemy swieze owoce…dzieci czesto tez po obiedzie domagaja sie owocow/od zawsze tak bylo/ .starsza dostaje tylko witaminy/ogole-nic nadzwyczajnego-ale tez czasem zapomni sie ich podac/przeraza mnie w Polsce cale to przepisywanie antybiotykow tym malym dzieciom.

  • Avatar
    Monika

    Zazdro, u nas od kiedy zaczęło się przedszkole zaczęły się choroby. :( Co prawda zazwyczaj to głupi katar czy kaszel, ale młodszy łapie od starszej i u niego nawet katar to już nie taka fajna sprawa.

  • Avatar
    Karolina

    U mnie podobna sytuacja, od kiedy starszy syn zaczął chodzić do przedszkola szkoły zaczęły się różnego rodzaju infekcje, grypy i przeziębienia. Niektórzy rodzice specjalnie przeprowadzają chore dzieci bo nie mają co z nimi zrobić. W naszej szkole już było kilka takich przypadków- niestety. W ten oto sposób moi synowie zaczęli chorować bardzo często. Aktualnie przebywamy w szpitalu bo synek podczas gorączki dostał drgawek gorączkowych od infekcji- zapalenie gardła i migdałów. Niby nic wielkiego ale wyglądało to strasznie. Siedzimy już 6 dzień, jutro prawdopodobnie wychodzimy do domu. Mamy taką nadzieję, bo nie idzie tu wysiedziec A opieka- katastrofa !!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

INSTAGRAM @ZATRZYMUJACCZAS