Wiecie co… po poprzednim wpisie, w którym pytałam Was, jakim modelem rodziny jesteście, pewne wiadomości dały mi dużo do myślenia. Nawet nie wiecie, ile moich czytelniczek jest modelem 1+1, 1+2, 1+3, a nawet więcej. Ciągle wspomina się o szczęśliwych i pełnych rodzinach, w których jest mama i tata, a co z tymi gdzie jest tylko mama? Albo tylko tata? Takie przecież również istnieją i jest ich nawet więcej niż niektórym się wydaje. Dla mnie temat nie jest obcy, bo sama z takiej rodziny się wywodzę, dlatego tak bardzo pewne historie tkwią w mojej głowie.

Życie znam doskonale i wiem, że nie zawsze jest tak, jakbyśmy tego chcieli. Są różne sytuacje i różne przypadki. Czasem rodzice się po prostu rozchodzą, bo jeszcze większą krzywdę by wyrządzili dziecku, gdyby byli razem tylko ze względu na nie. Czasem dzieją się tragiczne wypadki, a w jeszcze innym przypadku, jeden z rodziców w magiczny sposób wymiksowuje się, bo odpowiedzialność go przerasta. Czy to powód do wstydu? Tylko w ostatnim przypadku – i to dla osoby, która uciekła i zrezygnowała. Chyba nigdy nie zrozumiem mentalności ludzi, którzy świadomie wyrzekają się własnego dziecka. Mimo wszystko nie należy zapominać o rodzinach, w których jest tylko jeden z rodziców.

Przez bloga poznałam masę osób i poznałam jeszcze więcej ich historii. Dzięki nim doceniam swoje życie i jeszcze bardziej staram się zrozumieć rzeczy, które dzieją się dookoła mnie. Ostatnio miałam rozmowę z jedną dziewczyną, mamą bliźniąt, która mówiła mi, jak bardzo by chciała założyć bloga kulinarnego z przepisami dla najmłodszych, ale tak bardzo się boi zaryzykować, bo co będzie, gdy wszyscy dowiedzą się, że jest samotną matką. Zdziwiłam się, ale też starałam się ją w jakikolwiek sposób zrozumieć – nie oceniać. Dalej opowiedziała mi, że ojciec odszedł do innej gdy ich dzieci miały 3 lata. Z nową partnerką założył nową rodzinę, a o starej od tak zapomniał. Płaci tylko alimenty i myśli, że na tym jego rola w wychowywaniu się kończy. Historia nieciekawa, ale ja dostrzegłam w niej same plusy. Dziewczyna, która wychowuje samotnie te bliźniaki, nie dość, że jest piękna to ogromnie zaradna, bo prowadzi własną firmę, sama ogarnia dzieci i stara się zapewnić im wszystko, co mogłaby zapewnić rodzina. Później starałam się wytłumaczyć jej, że przecież ma pełną rodzinę. Niepełna byłaby tylko wtedy, gdyby jej dzieciom czy jej samej czegoś brakło, a to, że straciła faceta, który okazał się frajerem wyszło tylko na jej plus. Co jak co, ale nie chciałabym aby moje dzieci uczyły się życia od takiego „tatusia”, który w tak łatwy sposób zaprzepaścił wszystko co miał najcenniejsze. I wyobraźcie sobie, że to dzieje się nie tylko w przypadku mężczyzn, ale kobiety również tak postępują – rzucają wszystko i odchodzą. Dla mnie niepojęte.

Wiecie co mi dała ta rozmowa? Zdałam sobie sprawę, że samotnie wychowujące matki czy ojcowie, NIE POWINNI SIĘ NICZEGO WSTYDZIĆ! Oni wcale nie odstają od reszty, nie są trędowaci, czy gorsi. Co lepsze, oni zasługują na szczególny szacunek i uznanie, bo wychowywać dziecko w pojedynkę to dopiero jest wyczyn. Takich ludzi dookoła nas jest mnóstwo i moim zdaniem powinniśmy szczególnie mieć ich na uwadze. Bo nigdy nie przewidzimy co przyniesie nam życie – sama też to biorę pod uwagę.

Więc jak? Jakim jesteście modelem rodziny? 1+1, 1+2, 1+3, czy nawet więcej? A może chcielibyście podzielić się swoją historią? Możecie to zrobić pod swoim adresem lub zupełnie anonimowo. O życiu trzeba rozmawiać. :)